Główny Urząd Statystyczny opublikował w czwartek rano najnowsze dane dotyczące rynku pracy. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w lipcu 2026 roku ponownie wzrosło, i to wyraźnie powyżej oczekiwań analityków. Nie wszystko idzie jednak w parze – zatrudnienie w firmach wciąż się kurczy.

Średnia krajowa wyższa niż prognozowano

Średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lipcu 9 509,02 zł. To wzrost o 6,8 proc. w porównaniu z lipcem 2025 roku oraz o 1,1 proc. względem czerwca tego roku. Eksperci ankietowani przez PAP Biznes spodziewali się dynamiki na poziomie 6,2 proc. w ujęciu rocznym i 0,7 proc. w porównaniu do poprzedniego miesiąca – tymczasem odczyt okazał się wyraźnie wyższy.

Jak tłumaczy GUS, miesięczny wzrost to efekt dodatkowych wypłat, m.in. nagród i premii – kwartalnych, rocznych i uznaniowych – a także nagród jubileuszowych, nagród z okazji Dnia Leśnika oraz odpraw emerytalnych. Do rekordu wszech czasów z marca tego roku (9 583 zł) zabrakło niewiele.

Zatrudnienie: spadek w skali roku, delikatny wzrost mdm

Dane o zatrudnieniu nie napawają już jednak takim optymizmem. Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło w lipcu niespełna 6,4 mln etatów (dokładnie 6,379 mln). To spadek o 0,8 proc. w porównaniu z lipcem ubiegłego roku. W ujęciu miesięcznym odnotowano minimalny wzrost o 0,1 proc., co okazało się zgodne z przewidywaniami analityków (zakładali oni brak zmian mdm i spadek rdr na poziomie 0,9 proc.).

Lipcowe statystyki układają się więc w obraz, w którym rosnąca średnia płaca przypada na mniejszą liczbę zatrudnionych. Firmy podnoszą pensje, ale pozostają ostrożne w zwiększaniu liczby etatów.

Kto ciągnie płace w górę?

Ekonomiści PKO BP zwracają uwagę, że wzrost dynamiki płac w lipcu to zasługa silnego przyspieszenia w zaledwie trzech branżach: rolnictwie i leśnictwie (gdzie wzrost sięgnął 26,2 proc. rdr z 1,9 proc. w czerwcu, głównie za sprawą sezonowości), górnictwie (21,9 proc. rdr wobec 2,4 proc. wcześniej) oraz energetyce (13,4 proc. rdr). W pozostałych sektorach obraz był mieszany – w handlu, transporcie czy gastronomii odnotowano umiarkowane przyspieszenie, z kolei w przetwórstwie i obsłudze rynku nieruchomości dynamika nieco wyhamowała.

Zdaniem ekonomistów Banku Millennium wzrost płac był skoncentrowany w niewielu branżach, co nie sygnalizuje trwałego przyspieszenia. Z jednej strony wspiera to oczekiwania umiarkowanego wzrostu konsumpcji gospodarstw domowych, z drugiej – tworzy mniej sprzyjające warunki do przenikania wyższych cen paliw na pozostałe towary i usługi.

Co to oznacza dla stóp procentowych?

Mimo pozytywnego zaskoczenia w danych płacowych ekonomiści są zgodni, że nie zmienia to obrazu polityki pieniężnej w najbliższych miesiącach. Eksperci Banku Millennium oceniają, że rynek pracy w Polsce nie wymaga wsparcia ze strony niższych stóp procentowych, co daje Radzie Polityki Pieniężnej przestrzeń do utrzymania ich na niezmienionym poziomie. W scenariuszu bazowym zakładają oni brak zmian do końca roku i dwie obniżki po 25 punktów bazowych w 2027 r.

Ekonomiści Banku Pocztowego dodają, że na lipcowe dane wpłynęła większa liczba dni roboczych, wypłaty premii oraz sezonowość. Ich zdaniem dane te przemawiają za brakiem obniżki na najbliższym posiedzeniu, które zaplanowano na 8 i 9 września. Analitycy ING Banku Śląskiego podkreślają z kolei, że ogólna presja płacowa pozostaje ograniczona i nie przekłada się na wzrost cen, a głównym ryzykiem dla perspektyw inflacji pozostają sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz ceny ropy.

Stopa referencyjna NBP wynosi obecnie 3,75 proc. i jak dotąd RPP nie zdecydowała się na jej zmianę po wiosennej serii obniżek.