Podatek katastralny w Polsce: Lewica szykuje rewolucję, a rząd mówi „nie”
Pixabay.com / wal_172619
Czy za posiadanie kilku mieszkań w Polsce wkrótce będziemy płacić nie kilkadziesiąt, a kilka tysięcy złotych rocznie? To nie scenariusz z filmu, a realna propozycja, która może trafić do Sejmu w ciągu najbliższych dni.
Rewolucja zamiast metrażu
Obecnie podatek od nieruchomości w Polsce jest relatywnie niski i zależy od powierzchni. Przy maksymalnej stawce 1,25 zł za metr kwadratowy w 2026 roku, za 50-metrowe mieszkanie zapłacimy około 60 zł rocznie. Gmina sama przysyła decyzję z wyliczoną kwotą.
Nowa propozycja Lewicy zakłada całkowite odwrócenie tego systemu. Zamiast metrażu, podstawą wyliczeń miałaby być rynkowa wartość lokalu. To tzw. podatek katastralny, działający m.in. w Niemczech, Francji czy Hiszpanii.
„Planujemy wnieść taki projekt. Ostatnio na posiedzeniu naszego klubu dyskutowano gotową treść projektu ustawy. Stanie się to w ciągu najbliższych dni” – powiedział rzecznik Nowej Lewicy Łukasz Michnik.
Dla kogo uderzenie?
Na pierwszy rzut oka właściciele jednego mieszkania nie odczuliby dużej zmiany. W największych miastach podatek nadal wynosiłby około 100 zł rocznie. Projekt uderza jednak przede wszystkim w osoby posiadające więcej nieruchomości.
Zgodnie z założeniami projektu daniną mieliby zostać objęci właściciele co najmniej trzech nieruchomości. Stawki rosną gwałtownie: początkowo podatek miałby wynosić 0,5 proc. wartości lokalu, a docelowo nawet 1,5 proc..
Oznacza to, że w dużych miastach rachunki mogłyby sięgnąć kilku tysięcy złotych rocznie za jedno mieszkanie. Dla przykładu – w Warszawie podatek od trzeciego mieszkania o powierzchni 50 m² wyniósłby najpierw około 2,7 tys. zł, a w kolejnych latach mógłby wzrosnąć do ponad 8 tys. zł rocznie.
Cel jest jasny
Autorzy projektu nie ukrywają intencji. Chodzi o ograniczenie traktowania mieszkań jako formy inwestycji oraz zwiększenie dostępności lokali dla osób kupujących je na własne potrzeby.
Nad propozycją pracuje wiceminister gospodarki Tomasz Lewandowski, odpowiedzialny w resorcie za mieszkalnictwo. Projekt ustawy ma być projektem poselskim, a nie rządowym.
Eksperci ostrzegają
Eksperci rynku nieruchomości podchodzą do pomysłu sceptycznie. Zwracają uwagę, że wycena mieszkań na podstawie uśrednionych wskaźników może być niedokładna i prowadzić do licznych sporów.
Pojawiają się też wątpliwości praktyczne – np. jak określić kolejność mieszkań w portfelu właściciela czy jak uwzględnić różnice w standardzie i lokalizacji.
Największe obawy dotyczą jednak skutków dla najemców. Zdaniem specjalistów wyższe podatki mogą zostać przeniesione na lokatorów poprzez wzrost czynszów.
Rząd: Nie prowadzimy takich prac
Tu pojawia się polityczny paradoks. Podczas gdy Lewica zapowiada złożenie projektu, rząd dystansuje się od całej idei.
Minister finansów Andrzej Domański zapewnił, że rząd nie prowadzi prac nad wprowadzeniem podatku od pustostanów ani podatku katastralnego.
„Jeśli chodzi o podatek katastralny czy podatek od pustostanów, to rząd w tej chwili nie prowadzi takich prac” – powiedział minister Domański.
Jak to wygląda za granicą?
Gdyby w Polsce obowiązywał system hiszpański, podatek mógłby być znacznie wyższy. W Hiszpanii stawki mieszczą się w przedziale 0,4–1,4 proc. wartości katastralnej.
Mieszkanie warte 329 tys. euro w Marbelli generuje podatek ok. 2100 euro rocznie, czyli prawie 9 tys. złotych. Średnio to wydatek od 300 do 1500 euro rocznie.
W innych krajach stawki też są znaczące:
- Niemcy – od 0,26 do 1 proc. wartości nieruchomości,
- USA – średnio 2–2,5 proc. wartości rynkowej,
- Singapur – od 4 proc. dla mieszkań właścicieli do nawet 10 proc. dla nieruchomości wynajmowanych.
Co dalej?
Projekt Lewicy ma szansę trafić do Sejmu już niebawem. Jego przyszłość jest jednak niepewna, biorąc pod uwagę stanowisko rządu. Jedno jest pewne – dyskusja o tym, jak opodatkować nieruchomości w Polsce, dopiero się rozgrzewa.
Czy uda się pogodzić cele społeczne z realiami rynku i obawami ekspertów? Odpowiedź poznamy w nadchodzących tygodniach.
O autorze
Analityk rynku, ekspert ds. logistyki i technologii Dziennikarz i analityk specjalizujący się w punktach styku nowoczesnych technologii z gospodarką. Doświadczenie zdobywał m.in. w redakcjach mediów ekonomicznych, gdzie zajmował się obszarem innowacji. Jako współzałożyciel agencji komunikacyjnej oraz były właściciel firmy transportowej, posiada praktyczną wiedzę o kosztach operacyjnych i wyzwaniach współczesnej logistyki. W swoich publikacjach analizuje oficjalne dane makroekonomiczne i raporty branżowe, przybliżając czytelnikom wpływ międzynarodowych regulacji oraz zmian klimatycznych na biznes. Koncentruje się na sektorach e-commerce, energetyki oraz transportu, pomagając przedsiębiorcom zrozumieć, jak nowe technologie i przepisy zmieniają reguły gry na rynku.