Czy firmy energetyczne, które zarabiają na skutkach konfliktu, powinny ponieść część kosztów kryzysu? To pytanie stawia pięciu unijnych ministrów finansów w ostrym liście do Brukseli. Ich odpowiedź jest jasna: tak, i to natychmiast.

Piątka naciska na Hoekstrę

Ministrowie finansów Niemiec, Włoch, Hiszpanii, Portugalii i Austrii wystosowali wspólny apel do komisarza UE ds. klimatu, Wopke’a Hoekstry. W liście datowanym na piątek wzywają do wprowadzenia w całej Unii podatku od nadzwyczajnych zysków spółek energetycznych.

Powód? Jak wskazali, to reakcja na drastyczny wzrost cen ropy naftowej i gazu, wywołany wojną USA i Izraela z Iranem.

„Umożliwiłoby to sfinansowanie tymczasowej ulgi, szczególnie dla konsumentów, oraz zahamowanie rosnącej inflacji bez nakładania dodatkowych obciążeń na budżety publiczne” – napisali ministrowie.

Sygnatariusze podkreślają, że taki krok wysłałby jasny komunikat: „ci, którzy czerpią zyski z konsekwencji wojny, muszą dołożyć swoją cegiełkę do odciążenia ogółu społeczeństwa”.

Śladami Tuska i lekcji z 2022 roku

Co ciekawe, pomysł nie jest nowy. Ministrowie przypomnieli, że w 2022 roku wprowadzono podobny podatek nadzwyczajny, by walczyć z wysokimi cenami energii. Teraz, wobec nowych zakłóceń rynku, domagają się od Komisji szybkiego opracowania podobnego, ogólnounijnego instrumentu.

Ale to nie wszystko! Podobną ścieżką idzie Warszawa. Jak donosi Business Insider, propozycja unijna jest podobna do deklaracji polskiego rządu w ramach inicjatywy CPN (Ceny Paliw Niżej). Premier Donald Tusk zapowiedział, że w przypadku stwierdzenia nadmiernych zysków koncernów paliwowych możliwe będzie zastosowanie podatku od nadmiarowych zysków (tzw. windfall tax).

Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański tłumaczył w Trójce, że rząd nie wyklucza tego kroku ze względu na wysokie marże rafineryjne w branży. Polski pakiet CPN, przyjęty 27 marca, wprowadza już obniżkę VAT i akcyzy oraz maksymalną cenę detaliczną paliw.

Niemcy: podatek i ograniczenia cenowe

Temat jest gorący zwłaszcza w Niemczech. Tamtejszy wicekanclerz i minister finansów Lars Klingbeil (SPD) zaapelował do koalicyjnych partnerów z CDU o dalsze działania w walce z rosnącymi cenami. Wśród jego postulatów jest właśnie nałożenie na firmy paliwowe podatku od nadzwyczajnych zysków.

Ale Niemcy nie czekają. Od środy obowiązuje tam przepis, który pozwala stacjom benzynowym podwyższać ceny tylko raz w ciągu dnia – w południe. Za niestosowanie się do nowych zasad grożą kary do 100 tys. euro.

Mimo to, jak podał ADAC, w czwartek po południu ceny znów poszły w górę. Litr benzyny E10 kosztował 2,198 euro (o ok. 9 centów więcej), a oleju napędowego 2,415 euro (wzrost o ok. 11 centów). To były wartości maksymalne, a nie średnie dzienne.

Biznes mówi: „Nie”

Przeciwko pomysłowi nowego podatku ostro protestuje niemiecki biznes. Niemieckie Stowarzyszenie Paliw i Energii, reprezentujące rafinerie i stacje, skrytykowało inicjatywę.

W ich ocenie, wrażenie, że firmy osiągają nieuzasadnione zyski, jest błędne, a podatek nie ma uzasadnienia. „Naszym głównym celem jest utrzymanie dostaw paliw w Niemczech w coraz trudniejszych warunkach” – brzmi oświadczenie stowarzyszenia.

Co dalej?

Unijny list to na razie apel. W dokumencie nie podano szczegółów – ani proponowanej wysokości podatku, ani listy firm, które miałby objąć. Decyzja leży teraz po stronie Komisji Europejskiej.

Jedno jest pewne: presja na sektor energetyczny, by wziął na siebie część ciężaru kryzysu, rośnie z kilku stron jednocześnie. Bruksela musi się teraz do tego odnieść. A my? Czekamy na decyzje, które mogą uderzyć po kieszeniach zarówno koncernów, jak i zwykłych kierowców.