Najnowsze dane GUS pokazują, że presja na wzrost płac w polskich firmach systematycznie słabnie, ale w czerwcu rynek pracy miał jednak niespodziankę. Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło dokładnie 9401,58 zł brutto, co oznacza wzrost o 5,9% w porównaniu z czerwcem 2025 roku. To wynik wyraźnie lepszy od prognoz ekonomistów, którzy spodziewali się średnio 5,6%.

W górę, ale wolniej niż jeszcze rok temu

Jeszcze w pierwszej połowie 2025 roku dynamika płac przekraczała 9%, a do sierpnia 2025 utrzymywała się powyżej 7%. Obecny odczyt to trzeci z rzędu w okolicach 5,5–6% – poziomu najniższego od pięciu lat. Ekonomiści PKO Banku Polskiego komentują: „Lepsze od oczekiwań dane nie negują hamowania wzrostu płac”.

Przeciętne wynagrodzenie w ujęciu nominalnym jest o około 520 zł wyższe niż przed rokiem. Po odjęciu składek i podatku na rękę przeciętny pracownik etatowy otrzymał w czerwcu około 6740 zł. Na tę kwotę składają się: 1290 zł na ZUS (emerytalna, rentowa, chorobowa), 730 zł na NFZ oraz 640 zł zaliczki na podatek dochodowy.

Co stoi za czerwcowym skokiem?

Część miesięcznego wzrostu (o 2,5% względem maja) ma charakter jednorazowy. Według GUS na poziom przeciętnych wynagrodzeń wpłynęły dodatkowe wypłaty – premie kwartalne i roczne, nagrody jubileuszowe, premie uznaniowe oraz podwyżki płac zasadniczych. Do tego doszedł efekt podwyżki płacy minimalnej, która od stycznia 2026 wynosi 4806 zł brutto (wzrost o 3% w skali roku).

Ekonomiści Pekao wskazują, że na wynik czerwca mogła też wpłynąć wypłata jednorazowych premii za 2025 rok w KGHM – szacują oni ten efekt na +0,3 pkt proc. do dynamiki płac.

Zatrudnienie nadal w dół

Równolegle GUS odnotował spadek przeciętnego zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw. W czerwcu wyniosło ono 6 mln 375,3 tys. osób – o 0,9% mniej niż rok wcześniej. To zgodne z prognozami. Trend spadkowy utrzymuje się od trzech lat, a ekonomiści wymieniają kilka przyczyn: starzenie się społeczeństwa, przechodzenie z etatów na umowy cywilnoprawne i B2B, a także automatyzację. Adrian Domitrz z Erste Bank Polska dodaje: „Niepewność spowodowana konfliktami zbrojnymi w regionie i na świecie sprawia, że firmy nie rekrutują tak aktywnie, jak jeszcze kilka lat temu”. Zaznacza jednak, że pełniejsze dane (np. z ZUS) sugerują, iż rynek pracy trzyma się dobrze.

Kto zarabia najwięcej, a kto najmniej?

W pierwszym półroczu 2026 średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 5,8% względem analogicznego okresu 2025. Najmocniejszy wzrost odnotowano w kategorii „działalność profesjonalna, naukowa i techniczna” – o 8,8%. O blisko 8% urosła też średnia płaca w obsłudze rynku nieruchomości. Na przeciwnym biegunie znalazło się rolnictwo (wzrost o zaledwie 2,5%) oraz górnictwo i wydobycie, gdzie wynagrodzenia spadły o 0,7%.

Realnie – więcej w kieszeni

Inflacja w czerwcu 2026 wyniosła 2,5% rok do roku, więc realny wzrost przeciętnej płacy (po uwzględnieniu wzrostu cen) sięgnął około 3,3–3,4%. Statystycznemu pracownikowi zostaje więc w portfelu więcej niż przed rokiem, ale dynamika jest już wyraźnie spokojniejsza niż w okresie wysokiej inflacji.

Co dalej?

Marta Petka-Zagajewska, dyrektorka Biura Analiz Makroekonomicznych PKO Banku Polskiego, prognozuje, że bez nowych silnych impulsów popytowych lub negatywnych dynamika płac rzędu 5–6% może być średnioterminową normą na lata 2026–2027. Rynek pracy – po epizodach rynku pracownika i pracodawcy – znalazł się w punkcie równowagi.

Warto pamiętać, że dane GUS dotyczą wyłącznie firm zatrudniających co najmniej 10 osób i nie obejmują budżetówki, umów cywilnoprawnych ani mikroprzedsiębiorstw. Kolejny odczyt za lipiec pokaże, czy czerwcowy wzrost był głównie efektem sezonowych premii, czy zapowiedzią trwalszego przyspieszenia.