Polska kupuje MQ-9B SkyGuardian za 310 mln dolarów. Amerykański ekspert: „To pomnik instytucjonalnej inercji”
Pixabay.com / WEBAGENTUR-MEERBUSCH
Czy Polska właśnie wydała setki milionów dolarów na sprzęt, który w starciu z Rosją może okazać się bezużyteczny? Taką miażdżącą opinię na temat zakupu dronów MQ-9B SkyGuardian wystawia Samuel Nahins, były operator amerykańskich „Żniwiarzy” z ponad 2700 godzinami doświadczenia. Jego krytyka, opublikowana przez prestiżowy Modern Warfare Institute przy West Point, stawia pod znakiem zapytania sens tej miliardowej inwestycji.
Co właściwie kupujemy?
W grudniu 2024 roku Polska podpisała umowę na zakup trzech dronów MQ-9B SkyGuardian za 310 milionów dolarów. To duże, rozpoznawczo-uderzeniowe bezzałogowce dalekiego zasięgu produkcji General Atomics. Pakiet obejmuje także naziemne stacje kontroli oraz kompleksowy pakiet szkoleniowy dla operatorów. Dostawy zaplanowano na 2027 rok, choć MON deklaruje, że będzie zabiegał o ich przyspieszenie.
„MQ-9B to najnowocześniejsza technologia. Inwestujemy w sprzęt najwyższej jakości” – mówił w grudniu 2024 r. szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz.
Resort obrony podkreśla, że system znacząco zwiększy zdolności rozpoznawcze wojska, umożliwiając pozyskiwanie danych obrazowych (IMINT) i radioelektronicznych (SIGINT). Maszyny mają zastąpić obecnie leasingowane MQ-9A Reaper.
Dlaczego ekspert mówi o „pomniku inercji”?
Samuel Nahins nie kwestionuje technologicznej zaawansowania MQ-9. Jego zarzuty są dużo poważniejsze. Uważa, że zakup to „pomnik instytucjonalnej inercji” – decyzja podjęta w momencie, gdy wojna w Ukrainie całkowicie zmieniła reguły gry.
Jego zdaniem drony projektowano z myślą o suchym klimacie Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej, przy pełnym panowaniu w powietrzu. Tymczasem w Polsce, zwłaszcza zimą, MQ-9 nie mogą startować przy znacznym zachmurzeniu, które u nas występuje często. To pierwszy poważny problem operacyjny.
Śmiertelne zagrożenie: Rosyjska obrona
Tu dochodzimy do sedna sprawy. Nahins wskazuje, że potencjalny przeciwnik Polski – Rosja – dysponuje rozbudowanym arsenałem systemów przeciwlotniczych i zaawansowanymi środkami walki elektronicznej.
„W warunkach konfliktu, przy dużym zachmurzeniu i intensywnym oddziaływaniu systemów walki elektronicznej Reaper może nie przetrwać. Zostaje zestrzelony” – twierdzi ekspert.
Przypomina, że USA straciły na Bliskim Wschodzie ponad 20 maszyn MQ-9 o wartości setek milionów dolarów. Koszt jednego egzemplarza to około 30 milionów dolarów, a wersja B może być jeszcze droższa. To cena niektórych myśliwców Eurofighter.
Nieodrobiona lekcja z Ukrainy
Według Nahinsa wojna za naszą wschodnią granicą pokazała coś zupełnie innego: liczy się masa, szybkość produkcji i zdolność adaptacji, a nie pojedyncze, superdrogie platformy.
Ukraina produkuje sprawdzone w boju drony dalekiego zasięgu za od 2 000 do 200 000 dolarów – czyli ułamek procenta kosztu MQ-9. Operatorów takich systemów szkoli się w kilka miesięcy, podczas gdy pełne wyszkolenie pilota MQ-9 zajmuje około 18 miesięcy.
„Polska wydała 310 milionów dolarów na trzy statki powietrzne, naziemne stacje kontroli i szkolenie operatorów. Ta sama kwota, przeznaczona na rozwój skalowalnej produkcji dronów w Polsce we współpracy z ukraińskim przemysłem obronnym, mogłaby zapewnić tysiące systemów uderzeniowych, wyszkolić setki operatorów i stworzyć bazę umożliwiającą szybkie zwiększenie produkcji w sytuacji kryzysowej” – uważa Nahins.
Kosztowne zobowiązanie zamiast odstraszania
Ostateczna ocena amerykańskiego eksperta jest brutalna. Jego zdaniem trzy MQ-9B SkyGuardian nie zwiększają znacząco potencjału odstraszania Polski. To raczej bardzo kosztowne zobowiązanie finansowe.
„Polska jest pierwszym państwem NATO na wschodniej flance, które pozyskało MQ-9. Powinna być ostatnim, które zrobiło to według tego modelu” – podsumował Nahins.
Jego zdaniem, w miarę jak wydatki obronne w Europie rosną, pokusa inwestowania w drogie, amerykańskie platformy będzie duża. I tej pokusie – jak twierdzi – należy się stanowczo oprzeć. Czy polskie dowództwo wyciągnie wnioski z tej ostrej lekcji? Czas pokaże.
O autorze
Ekspert ds. finansów, ubezpieczeń i planowania sukcesyjnego Specjalista w obszarze finansów i ubezpieczeń, który z sukcesem łączy wieloletnie doświadczenie menedżerskie z działalnością edukacyjną. Przez lata kierował regionalnym oddziałem międzynarodowego towarzystwa ubezpieczeniowego, rozwijając rynek nowoczesnych ubezpieczeń na życie. Jako trener i doradca współpracujący z wiodącymi przedstawicielami branży ubezpieczeniowej, wspierał firmy rodzinne w procesach sukcesji, wskazując na praktyczne wykorzystanie instrumentów finansowych. Były wykładowca studiów podyplomowych. W swojej pracy redakcyjnej skupia się na styku ubezpieczeń, prawa spadkowego i podatkowego, oferując czytelnikom rzetelną wiedzę opartą na realiach rynkowych.