S&P Dow Jones Indices, jeden z trzech największych globalnych dostawców indeksów, oficjalnie rozpoczął roczne konsultacje rynkowe w sprawie zmiany statusu Polski z kategorii rynków wschodzących (Emerging Markets) na rozwinięte (Developed Markets). To krok, który eksperci określają przede wszystkim jako wydarzenie prestiżowe i wizerunkowe, choć nie bez znaczenia dla długoterminowego postrzegania naszej gospodarki.

Symboliczny awans, realne konsekwencje

Jeśli propozycja zyska wymagane poparcie instytucjonalne, zmiana wejdzie w życie podczas rebalancingu we wrześniu 2027 roku. Bartosz Świdziński, prezes Erste Securities, nie ukrywa, że informacja nie była zaskoczeniem:

Informacja o rozpoczęciu przez S&P Dow Jones Indices kolejnych konsultacji w sprawie przeklasyfikowania Polski z kategorii rynków wschodzących do rozwiniętych nie jest zaskoczeniem.

— Bartosz Świdziński, prezes Erste Securities

Aktywa funduszy odwzorowujących S&P Global BMI w segmencie rynków wschodzących sięgają około 90 mld dolarów – to ułamek kwoty benchmarkowanej do MSCI EM, która przekracza 1,8 bln dolarów. To właśnie ta różnica w skali sprawia, że bezpośrednie skutki finansowe reklasyfikacji przez S&P będą ograniczone.

Mała ryba w wielkim oceanie

Obecna waga Polski w indeksie S&P Emerging BMI wynosi około 1,27–1,5%. Po ewentualnym awansie do S&P Developed BMI spadłaby do zaledwie 0,10–0,15% – dziesięciokrotna redukcja. Fundusze pasywne śledzące indeks rynków wschodzących będą zmuszone sprzedać polskie akcje, ponieważ kraj znika z benchmarku. W indeksie rynków rozwiniętych waga jest tak niska, że do wiernego odwzorowania wystarczy kilka największych spółek, takich jak Orlen, PKO BP czy KGHM.

Hubert Kmiecik, dyrektor inwestycji w Amundi Polska TFI, podkreśla, że ewentualne awansowanie Polski przez S&P DJI to ważne wydarzenie, ale bardziej instytucjonalne i reputacyjne niż przełom dla wycen na GPW. Wpływ przepływów kapitału będzie niejednoznaczny. Piotr Grzeliński z Pekao TFI przypomina, że z podobną sytuacją zmierzyła się giełda w Izraelu po awansie w indeksach MSCI w 2010 roku. W długim terminie przynależność do rynków rozwiniętych skutkuje trwałym obniżeniem premii za ryzyko kraju, co przekłada się na niższy koszt kapitału dla emitentów.

MSCI to kluczowy gracz

O ile reklasyfikacja przez S&P DJI ma znaczenie symboliczne, o tyle ewentualny awans w indeksach MSCI byłby znacznie poważniejszym wyzwaniem. Polska w MSCI Emerging Markets ma wagę około 0,7%, a całkowite aktywa benchmarkowane do MSCI EM przekraczają 1,8 bln dolarów. Po awansie do MSCI World waga spadłaby do około 0,07–0,10%, a odpływ netto mógłby wynieść 3–5 mld dolarów.

Zdaniem Jakuba Liebharta z Eques Investment TFI, pod względem formalnym Polska spełnia wymogi MSCI i może jeszcze w czerwcu znaleźć się na liście obserwacyjnej, co uruchomiłoby wieloletnią procedurę zmiany klasyfikacji przez największego dostawcę indeksów. Tomasz Bardziłowski, prezes GPW, zwraca uwagę, że zmiana klasyfikacji powinna być rezultatem działań wzmacniających fundamenty rynku, a nie celem samym w sobie.

Historyczne lekcje

Przypadki Korei Południowej, Tajwanu i Izraela pokazują, że każda reklasyfikacja przebiega w innym kontekście i nie ma jednego scenariusza. Polska po awansie w indeksach FTSE w 2018 roku przez dwa lata traciła około 40 punktów procentowych względem MSCI EM, ale nałożyły się na to procedura naruszenia praworządności, umocnienie złotego, pandemia COVID-19 i odpisy banków na kredyty frankowe – czynniki niezwiązane bezpośrednio z reklasyfikacją.

Decyzja S&P DJI ma zapaść w 2027 roku. Na razie MSCI oficjalnie nie planuje zmiany statusu Polski, ale – jak wynika z wypowiedzi ekspertów – nasz kraj może wkrótce trafić na listę obserwacyjną, co byłoby sygnałem, że największy gracz indeksowy zaczyna się przyglądać polskiemu rynkowi.