Czy polski ziemniak stał się ofiarą własnego sukcesu? Okazuje się, że nasze magazyny dosłownie pękają w szwach od nadmiaru tego warzywa, a rolnicy i handlowcy nie mają pojęcia, jak poradzić sobie z gigantyczną nadwyżką. To nie jest zwykły sezonowy przestój – to prawdziwy kryzys, który uderza w cały łańcuch dostaw.

Magazyny pełne po brzegi

Spółka Polski Ziemniak ma obecnie w swoich magazynach 13 tysięcy ton ziemniaków, których w żaden sposób nie może sprzedać. To sytuacja bezprecedensowa. Prezes Piotr Górski w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” nie pozostawia złudzeń: poziom zapasów jest dwukrotnie wyższy niż rok temu.

„W marcu sprzedaliśmy 2,6 tys. ton, a rok temu w marcu 3,8 tys. To ogromna różnica w zbycie” – mówi Górski.

Sieci handlowe ograniczają lub całkowicie wstrzymują przyjęcia, tłumacząc to „mniejszym popytem”. Co gorsza, przedsiębiorca przyznaje, że jego spółka nie ma szans na sprzedanie zapasów przed rozpoczęciem tegorocznych zbiorów. Konieczna jest utylizacja, ale i tu pojawia się problem – instytucje zajmujące się tym są już w pełni załadowane.

Dlaczego mamy tę kartoflaną powódź?

Przyczyn jest kilka i nakładają się one na siebie. Po pierwsze, rolnicy w latach 2023-2024 uznali, że sadzenie ziemniaków będzie bardziej opłacalne niż sianie zboża. Efekty tej decyzji widać w zbiorach z 2025 roku. W wielu krajach Europy, w tym w Polsce, powierzchnia uprawy tej rośliny wzrosła o około 7-8 procent.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego produkcja ziemniaków w Polsce w 2025 roku wzrosła o około 15 proc. rok do roku, przekraczając 6,8 mln ton.

Na wysyp ziemniaków wpływ ma także globalna zmiana. Jeszcze niedawno nadwyżki z Europy bez problemu sprzedawano do krajów Azji. Dziś ten kontynent sam stał się ziemniaczaną potęgą. Chiny przejęły stery, produkując ziemniaki na własne potrzeby i na eksport do sąsiednich krajów. Produkcja rozwinęła się też m.in. w Indiach i Pakistanie.

Niemiecki cios poniżej pasa

Na sytuację w Polsce wpływ mają także nasi zachodni sąsiedzi. W Niemczech nadwyżka ziemniaków również jest spora, ale tamtejszy rząd dał rolnikom szansę – dopłaca do eksportu tego warzywa. Co więcej, Niemcy w odróżnieniu od Polski mogą eksportować ziemniaki bez żadnych zezwoleń fitosanitarnych.

Polscy rolnicy wskazują, że niemieccy handlarze mogą dzięki temu sprzedawać swoje kartofle poniżej kosztów produkcji. W efekcie warzywa lądują w polskich zakładach przetwórczych, które nie są w stanie odbierać nawet zakontraktowanych ziemniaków od krajowych dostawców.

Rolnicy relacjonują, że odbiorcy stosują różne praktyki, by uniknąć przyjęcia towaru – przeciągają terminy, a pracownicy potrafią odrzucić dostawę, bo „nie podoba im się kolor ziemniaka”.

Ceny lecą na łeb na szyję

Skutki nadpodaży są druzgocące dla portfeli producentów. W całej Europie magazyny są wypełnione, a ceny w skupach spadły do bardzo niskich poziomów. Rolnicy alarmują, że sprzedają plony nawet po 15 groszy za kilogram. Tak niskich cen jeszcze nie było.

Do tego wszystkiego dochodzi także ogólny spadek konsumpcji ziemniaków w kraju. Warzywo to bywa przedstawiane jako „zdemonizowane”, mające rzekomo za dużo kalorii i za mało wartości odżywczych.

Gdzie szukać wyjścia z kryzysu?

Zdaniem ekspertów klucz do rozwiązania problemu leży we wzmocnieniu krajowego przetwórstwa. Marek Wigier z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej ocenia w rozmowie z Interią:

„To główny obszar, w który powinniśmy inwestować, bo przetwórstwo ziemniaka w Polsce jest ciągle słabo rozwinięte”.

Rolnicy liczą także na wprowadzenie tzw. lokalnej półki w sklepach, która miałaby zwiększyć udział krajowych produktów w sprzedaży detalicznej.

Jedno jest pewne – polski rynek ziemniaków przeżywa jeden z największych wstrząsów w ostatnich latach. Czy uda się znaleźć receptę na kartoflany kryzys? Czas pokaże, ale na razie magazyny wciąż są pełne, a ceny wciąż spadają.