Polski przemysł obronny przeżywa prawdziwy renesans. Największe państwowe spółki zbrojeniowe i ich podwykonawcy prowadzą masowe rekrutacje, a presja na zwiększenie produkcji jest ogromna. To efekt nie tylko zwiększonych krajowych wydatków na obronność, ale również unijnego programu SAFE, który uruchomił lawinę nowych kontraktów.

PGZ szuka ponad 220 specjalistów

Głównym graczem na rynku jest Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ), która zatrudnia już ponad 23 tys. osób. Obecnie na stronie internetowej holdingu widnieje ponad 220 aktywnych ofert pracy. Poszukiwani są głównie inżynierowie, mechanicy, elektromonterzy, analitycy finansowi, programiści oraz wykwalifikowani pracownicy produkcyjni. PGZ planuje do końca roku przyjąć jeszcze około 1 tys. nowych pracowników.

— Presja jest ogromna: linie produkcyjne muszą pracować pełną parą już teraz, a nie być „w trakcie wykańczania” — mówił w kwietniu w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Konrad Gołota, wiceminister aktywów państwowych. Gołota zapowiadał liczne rekrutacje, podkreślając, że „pracownicy, którzy kiedyś nie widzieli przyszłości w swoich zakładach, dziś poczuli wiatr w żaglach. Doświadczona kadra odzyskuje pasję, a ich śladem do zbrojeniówki masowo przychodzą nowi, zdolni specjaliści”.

Najwięcej wakatów oferują spółki zależne PGZ, takie jak Jelcz, który rozbudowuje swoje zakłady, PIT-RADWAR produkujący zaawansowaną elektronikę i radary dla wojska, czy PGZ Stocznia Wojenna, zajmująca się budową, naprawą i modernizacją okrętów wojennych.

Nowe centrum produkcyjne w Raciborzu

Jednym z kluczowych projektów jest utworzenie nowego centrum produkcyjnego w Raciborzu. Jelcz, główny dostawca pojazdów ciężarowych dla Wojska Polskiego, dzierżawi hale po byłym zakładzie Rafako, co pozwoli na zwiększenie zdolności produkcyjnych. Jesienią ubiegłego roku premier Donald Tusk zapowiadał, że w oddziale Jelcza pracę znajdzie ponad 500 osób. Prezes spółki RFK (działającej na terenie byłego zakładu) Andrzej Kopeć podczas konferencji prasowej kilka miesięcy temu potwierdził, że docelowo zatrudnienie ma wynieść nawet 500 osób, podczas gdy obecnie pracuje tam około 75 osób.

Obecnie Jelcz szuka do Raciborza m.in.:

  • technologa,
  • mechanika pojazdów samochodowych,
  • elektromontera pojazdów samochodowych,
  • montera pojazdów samochodowych,
  • dyrektora produkcji,
  • specjalisty ds. BHP i bezpieczeństwa,
  • kontrolera jakości,
  • administratora sieci i systemów.

Efekt mnożnikowy w całej gospodarce

Jak informuje „Forbes”, nowe miejsca pracy powstają nie tylko w samych firmach zbrojeniowych, ale w całym ekosystemie branż o podwójnym zastosowaniu, w tym w produkcji przemysłowej, logistyce, IT, cyberbezpieczeństwie oraz inżynierii.

— Sektor obronny już teraz należy do najszybciej rosnących w Polsce, a jego rozwój generuje efekt mnożnikowy w wielu powiązanych branżach. Powstają nowe miejsca pracy nie tylko w dużych grupach kapitałowych, ale także w firmach z sektora MŚP i start-upach technologicznych — tłumaczy w rozmowie z „Forbesem” Magda Dąbrowska, prezeska agencji pracy Grupa Progres.

Z danych „Gazety Wyborczej” wynika, że w polskiej zbrojeniówce pracuje obecnie ponad 50 tys. osób, z czego niemal połowę zatrudnia PGZ. Jeśli jednak uwzględnić sieć krajowych podwykonawców i dostawców komponentów, liczba osób zatrudnionych w przemyśle obronnym może być nawet dwukrotnie większa.

Jelcz beneficjentem programu SAFE

Jelcz jest jednym z beneficjentów unijnego programu SAFE – spółka otrzymała zamówienia na setki milionów złotych. Od 2027 roku w Raciborzu ma być produkowanych po kilkaset podwozi rocznie; Jelcz ma docelowo dostarczać do 10 tys. pojazdów rocznie do klientów. W dzierżawionych halach będą powstawać podwozia wykorzystywane m.in. w systemach rakietowych i radarowych programu Narew.

Warto dodać, że 8 lipca br. do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wpłynął wniosek o połączenie spółek RFK i Jelcza.