Czy polski mały biznes rzeczywiście przeżywa trudne chwile, czy to tylko chwilowy kryzys? Najnowsze dane z Centralnej Ewidencji Działalności Gospodarczej (CEIDG) nie pozostawiają złudzeń – w 2025 roku wnioski o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG) złożyło aż 196,7 tys. przedsiębiorców. To o 4,1 proc. więcej niż rok wcześniej. Ale to nie wszystko…

Rekordowa liczba zawieszeń

Jeszcze bardziej niepokojące są liczby dotyczące zawieszeń działalności. W 2025 roku przedsiębiorcy złożyli ich 388,1 tys., czyli o 3,3 proc. więcej niż w 2024 roku (375,7 tys.).

Jak tłumaczy Sebastian Sajnóg, analityk z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, zawieszenie często oznacza tzw. tryb „przeczekania” – sezonowość, chwilowy brak zleceń, testowanie opłacalności biznesu, a czasem przygotowania do zmiany formy prawnej. Z perspektywy gospodarki to sygnał, że część firm istnieje, ale w ograniczonym zakresie.

Bilans dodatni tylko w skali kraju

Mimo wzrostu liczby zamknięć, ogólny bilans pozostaje dodatni. W 2025 roku złożono 288,8 tys. wniosków o otwarcie JDG, wobec 196,7 tys. o zamknięcie. Rok wcześniej proporcje były bardzo zbliżone.

Sytuacja nie jest jednak jednolita w całym kraju. W siedmiu województwach liczba zamknięć przewyższyła liczbę nowo otwartych firm. Chodzi o województwa: kujawsko-pomorskie, lubuskie, pomorskie, śląskie, świętokrzyskie, warmińsko-mazurskie oraz zachodniopomorskie.

– Zjawisko to pokazuje, że bilans przedsiębiorczości w Polsce nie jest jednolity terytorialnie – wyjaśnia Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny. – Różnice wynikają w dużej mierze ze struktury lokalnych gospodarek oraz z dominujących branż, a nie z samych warunków administracyjnych.

„To już prawdziwa rzeź polskich firm?”

Za suchymi statystykami kryją się ludzkie dramaty. Przykład pana Marka z Nowego Sącza, który przez kilkanaście lat prowadził mały sklep spożywczy na osiedlu, jest symptomatyczny.

– Najpierw weszły dyskonty. Potem podnieśli ceny dostawcy. Na końcu dobiły mnie rachunki za prąd – wylicza z goryczą.

Próbował się ratować – zrezygnował z pracownicy, sam stał za ladą po kilkanaście godzin dziennie. Ludzie zaczęli kupować mniej, robić większe zakupy raz w tygodniu w marketach. W końcu, gdy rachunki przestały się spinać, podjął decyzję o zamknięciu.

– To nie była jedna zła decyzja. To było sto małych rzeczy, które przestały działać – mówi.

Dlaczego umiera mały biznes?

– Stoją za tym rosnące koszty zatrudnienia pracowników, energii i usług księgowych oraz turbulentność otoczenia zewnętrznego, w tym rosnąca konkurencja i niestabilność prawa – wyjaśnia prof. Jerzy Choroszczak, ekonomista z Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University w Nowym Sączu.

Dodaje, że malejące przychody w połączeniu z wyższymi kosztami, nawet jeśli te tendencje są przejściowe, mogą gwałtownie pogorszyć sytuację finansową przedsiębiorców, zwłaszcza przy braku odpowiednich buforów finansowych.

Coraz więcej firm na granicy opłacalności

Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii GKPG, zwraca uwagę, że wzrost liczby wniosków o zamknięcie JDG w 2025 roku jest szczególnie niepokojący, bo rynek był w miarę dobry, więc wynik powinien wskazywać raczej na lekki spadek.

– Jeśli dodamy do siebie liczbę zamykanych i zawieszanych JDG w 2025 roku, to okazuje się, że przekraczają one znacznie liczbę inicjowanych nowych JDG – podkreśla prof. Choroszczak.

Sektor MŚP w pigułce

Tymczasem najnowszy raport PARP o stanie sektora MŚP za 2024 rok pokazuje, że MŚP stanowią 99,8 proc. wszystkich firm w Polsce. Na koniec 2024 roku działało 2,37 mln aktywnych przedsiębiorstw niefinansowych, co oznacza wzrost o 2,9 proc. rok do roku. Zdecydowaną większość, bo 97,2 proc., stanowią mikroprzedsiębiorstwa. Najwięcej firm działa w sektorze usług (58,5 proc.), następnie w handlu (17,9 proc.) i budownictwie (14,9 proc.).

W 2024 roku sektor MŚP zatrudniał 10,3 mln osób, z czego 42,6 proc. w mikroprzedsiębiorstwach. Aż 77,5 proc. mikrofirm to działalności jednoosobowe.

Wiwisekcja rynku JDG

Podsumowując – polska gospodarka nie mierzy się dziś z falą upadłości JDG w sensie formalnym, ale z masowym zjawiskiem ekonomicznej niewypłacalności, rozwiązywanej poza systemem restrukturyzacji i upadłości – przez świadomą decyzję o przeczekaniu. Kontrastuje to z ogólnym, dodatnim bilansem otwarć i zamknięć, który może maskować prawdziwy obraz sytuacji.

Czy to chwilowe spowolnienie? Czy początek poważniejszego kryzysu? Jedno jest pewne – mały biznes w Polsce potrzebuje dziś więcej niż tylko dobrej woli.