Czy polska giełda może być oazą stabilności w czasie globalnej burzy? Ostatnie tygodnie pokazują, że wbrew oczekiwaniom, nasz rynek nie tylko trzyma się dzielnie, ale wręcz wyprzedza zachodnich konkurentów. To nie przypadek, a wyraźny sygnał dla każdego inwestora.

Niezwykła relatywna siła

Podczas gdy światowe indeksy mocno tąpnęły, WIG pokazał charakter. Od swojego szczytu spadł tylko o około 6,5%, podczas gdy amerykański S&P 500 obniżył się o 9%. To sytuacja odwrotna do typowej – polski rynek, zwykle bardziej zmienny, powinien reagować silniej na globalną korektę.

A przecież fundamenty polskiej gospodarki są obecnie bardziej narażone na skutki kryzysu paliwowego związanego z wojną nad Zatoką Perską. Wyższe koszty energii i potencjalne zaburzenia w handlu surowcami teoretycznie powinny ciążyć krajowym spółkom mocniej. Tymczasem mamy do czynienia z wyraźną relatywną siłą.

Marzec w cieniu, kwiecień w blasku

Marzec dla krajowego rynku akcji zakończył się korektą, ale nawet w okresie ogólnej słabości polski rynek pokazał pazur. WIG20 zakończył miesiąc z 2,89-proc. przeceną, a szeroki WIG osunął się o 3,4%. Dla porównania: amerykański S&P 500 stracił 6%, francuski CAC40 osunął się o 8,9%, a niemiecki DAX tąpnął o 10,4%.

Ale tu jest haczyk. Przełom marca i kwietnia przynosi wyraźną poprawę nastrojów. I znów okazuje się, że to polski rynek akcji wyrasta na jednego z najlepszych w czasie odwilży. Po 1,76-proc. zwyżce we wtorek, WIG20 podobnie rósł w środę, co oznaczało trzeci z rzędu dzień dla byków.

Co ważne, kupujący wzięli się niemal od razu za wszystkie sektory. W połowie tygodnia mocno drożały banki, ale zdecydowanie rósł także KGHM, Budimex, spółki IT i część firm handlowych.

„Spektakularny pivot WIG20 w ostatnich dniach marca doprowadził do siłowego wybicia górą z formacji klina zniżkującego, co po wcześniejszej, udanej obronie twierdzy między 3140 a 3186 pkt. aktywuje techniczny efekt trampoliny z bezpośrednim celem w rejonie 3500 pkt.” – ocenia Michał Pietrzyca z DM BOŚ.

Co napędza optymizm?

Kluczem jest zmiana sentymentu na globalnych rynkach. Rynkowa odwilż nadeszła wraz z nadziejami na postępy w rozmowach między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Szansą na poprawę nastrojów mogą być słowa Donalda Trumpa, sugerujące możliwość zakończenia amerykańskiego zaangażowania militarnego w Iranie w ciągu dwóch–trzech tygodni.

Perspektywa deeskalacji konfliktu, a w ślad za nią stabilizacji cen ropy, mogłaby sprzyjać odbiciu na światowych giełdach. Ten prowzrostowy układ zyskuje potężne paliwo fundamentalne w postaci globalnego „risk-on”.

„Ten prowzrostowy układ zyskuje potężne paliwo fundamentalne w postaci globalnego risk-on wywołanego deeskalacją na linii USA–Iran, co przy jednoczesnej kapitulacji podaży powyżej bariery 3311 pkt. otwiera drogę do nowej, dynamicznej fali hossy na warszawskich blue chips” – przekonuje Michał Pietrzyca.

Analitycy nie pozostawiają wątpliwości

Sobiesław Kozłowski z Ipopemy Securities przypomina, że WIG20 jest w trendzie wzrostowym od 2024 r. i lutowo-marcowe cofnięcie wpisuje się w schemat korekty w trendzie, z potencjałem dojścia do 3500 pkt. w scenariuszu bazowym i sięgnięcia na 3700 pkt., gdy globalne rynki wejdą w fazę podwyższonego apetytu na ryzyko.

Przemysław Smoliński z BM PKO BP podkreśla, że choć jeszcze za wcześnie, by mówić o definitywnym zakończeniu korekty, to odporność większych firm na głębszą korektę zwiększa prawdopodobieństwo powrotu trendu wzrostowego.

Ale uwaga na szerszy obraz

Nie można jednak pomijać szerszego obrazu rynku. Indeks PLWS, odzwierciedlający w równych wagach wszystkie spółki notowane na GPW, po silnych wzrostach z końcówki ubiegłego roku oddał już około trzy czwarte tamtej zwyżki. W praktyce oznacza to, że relatywna siła WIG nie znajduje pełnego potwierdzenia w zachowaniu szerokiego rynku akcji.

Na co stawiają eksperci?

Siła WIG20 zachęciła analityków do postawienia w kwietniu na kilka dużych spółek. W składzie na ten miesiąc znalazł się m.in. KGHM, który znów może korzystać na zwyżkach metali, ale też Dino Polska, mocno poturbowane w marcu. Analitycy trzymają się też banków, które zasłużyły sobie na miano koni pociągowych hossy.

Wygląda na to, że hossa na GPW wciąż ma się dobrze, a w grupie największych firm zmieniają się tylko konie pociągowe. Relatywna siła i brak chęci wyprzedawania spółek z indeksu WIG sugerują, że jeśli sytuacja surowcowa się ustabilizuje, a globalna korekta na rynkach dobiegnie końca, stworzy to solidne podstawy do odbicia notowań w Warszawie.

Czy to już czas na powrót byków w pełnej krasie? Wszystko wskazuje na to, że polski rynek ma ku temu zarówno techniczne, jak i fundamentalne przesłanki. Pozostaje tylko obserwować, czy globalne nastroje utrzymają pozytywny kierunek.