Polski rynek pracy wstrzymuje oddech. Bezrobocie rośnie, a pracodawcy wybierają tylko najlepszych
Pixabay.com / Momentmal
Czy to już koniec ery rynku pracownika? Najnowsze dane z lutego 2026 roku nie pozostawiają złudzeń – kierunek zmian jest jednoznaczny i nie napawa optymizmem.
W lutym stopa bezrobocia rejestrowanego wzrosła do 6,1 proc., a w urzędach pracy zarejestrowanych było już 954,9 tys. osób. To o 12,7 proc. więcej niż rok wcześniej! Równolegle słabnie popyt na pracowników. Pod koniec czwartego kwartału 2025 roku liczba wolnych miejsc pracy wyniosła 85,8 tys., co oznacza spadek o 9,4 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem.
„To nie jest jeszcze załamanie, ale zmiana równowagi jest wyraźna. Rynek pracownika stopniowo ustępuje miejsca większej selektywności po stronie pracodawców” – mówi Krzysztof Inglot, ekspert rynku pracy z firmy Personnel Service.
Najtrudniej mają najmłodsi
Tutaj sytuacja jest najbardziej alarmująca. Stopa bezrobocia w grupie do 25. roku życia wzrosła do 12,5 proc. z 10,9 proc. rok wcześniej. W niektórych dużych miastach dynamika jest jeszcze wyższa i wynosi nawet kilkadziesiąt procent rok do roku.
„Wejście na rynek pracy staje się coraz trudniejsze, szczególnie w momencie, gdy firmy ograniczają rekrutacje na stanowiska juniorskie. Na to wszystko nakłada się strukturalna zmiana związana z automatyzacją i AI” – dodaje Inglot.
Młodzi najboleśniej odczuwają zmianę modelu zatrudnienia – firmy coraz rzadziej inwestują w osoby bez doświadczenia, a coraz częściej szukają gotowych kompetencji.
Kompetencje zamiast dostępności
Zmienia się nie tylko liczba ofert, ale też ich charakter. Według analiz PwC tempo zmiany kompetencji w zawodach najbardziej narażonych na wpływ sztucznej inteligencji jest w Polsce aż o 66 proc. wyższe niż w pozostałych profesjach.
W praktyce oznacza to, że firmy nie przeprowadzają masowych zwolnień, lecz stopniowo ograniczają rekrutację – szczególnie w obszarach administracyjnych, operacyjnych i prac biurowych.
„Mamy jednocześnie blisko milion osób bezrobotnych i spadającą liczbę wakatów, ale to nie oznacza, że rynek się zatrzymał, tylko, że się zmienia. Coraz większym wyzwaniem nie jest sama liczba miejsc pracy, ale to, czy kandydaci mają kompetencje, których oczekują pracodawcy” – wskazuje ekspert.
Sytuację dodatkowo komplikuje spadek środków na aktywizację zawodową – z ponad 3,6 mld zł do około 2,1 mld zł, czyli o ponad 40 proc. rok do roku. Paradoksalnie motywacji do nauki nie brakuje. Jak wynika z „Barometru Polskiego Rynku Pracy”, aż 45 proc. pracowników deklaruje chęć zdobywania nowych umiejętności – pod warunkiem, że pracodawcy stworzą im taką możliwość.
Ofert ubywa w niemal każdej branży
Tendencję spadkową potwierdza także „Barometr Ofert Pracy”. Spadki utrzymują się tam od ponad trzech miesięcy.
„Redukcję liczby ogłoszeń o pracy notujemy we wszystkich szerokich grupach zawodowych. Stosunkowo dużo wakatów ubyło dla pracowników fizycznych, choć ogłoszeń zatrudnienia dla tego typu pracowników nadal ukazuje się dość dużo” – zauważają autorzy raportu.
Po ubiegłorocznych wzrostach korekta objęła także zawody wymagające wykształcenia w naukach ścisłych i inżynieryjnych. Największe miesięczne spadki liczby ofert odnotowano w województwach podlaskim, świętokrzyskim oraz mazowieckim.
Szukanie pracy trwa coraz dłużej
Zmianę odczuwają już nie tylko statystyki, ale i sami kandydaci. Z analizy Instytutu Badawczego Randstad wynika, że w 2025 roku średni czas potrzebny na znalezienie nowej pracy wydłużył się do 4,5 miesiąca.
Największa grupa badanych – 37 proc. – znajduje zatrudnienie w ciągu dwóch–trzech miesięcy. Jednocześnie aż 10 proc. potrzebuje od siedmiu do dwunastu miesięcy, aby zakończyć proces rekrutacyjny. Rośnie konkurencja, a znaczenie detali – takich jak jakość CV – staje się większe niż jeszcze rok czy dwa lata temu.
Eksperci Randstad zwracają uwagę, że wydłużenie czasu poszukiwania pracy o około półtora miesiąca rok do roku jest wyraźnym sygnałem wyhamowania rynku. Optymizm kandydatów pozostaje umiarkowany – niemal 30 proc. wierzy, że znajdzie pracę w ciągu pół roku. Ale tylko 12 proc. zakłada, że nowe stanowisko będzie porównywalne lub lepsze od obecnego.
To już nie jest rynek, na którym „coś się znajdzie”. To rynek, na którym trzeba mieć powód, żeby zostać wybranym.
O autorze
Analityk rynku, ekspert ds. logistyki i technologii Dziennikarz i analityk specjalizujący się w punktach styku nowoczesnych technologii z gospodarką. Doświadczenie zdobywał m.in. w redakcjach mediów ekonomicznych, gdzie zajmował się obszarem innowacji. Jako współzałożyciel agencji komunikacyjnej oraz były właściciel firmy transportowej, posiada praktyczną wiedzę o kosztach operacyjnych i wyzwaniach współczesnej logistyki. W swoich publikacjach analizuje oficjalne dane makroekonomiczne i raporty branżowe, przybliżając czytelnikom wpływ międzynarodowych regulacji oraz zmian klimatycznych na biznes. Koncentruje się na sektorach e-commerce, energetyki oraz transportu, pomagając przedsiębiorcom zrozumieć, jak nowe technologie i przepisy zmieniają reguły gry na rynku.