Czy ogromny przelew z budżetu może realnie zmienić życie setek tysięcy rodzin? Mija właśnie dekada od rozpoczęcia jednej z największych transformacji polskiej polityki społecznej. Zamiast skromnych, warunkowych zasiłków, rodziny otrzymują hojne, uniwersalne świadczenie. Efekty? Mówią same za siebie, ale analitycy wskazują też na ciemne strony tego systemu.

Od skąpstwa do hojności

Rewolucja była głęboka. W 2005 roku Polska przeznaczała na świadczenia dla rodzin z dziećmi mniej niż jeden procent PKB (0,92%). Mniej wydawały wtedy tylko Włochy i Grecja. Prawie 20 lat później kraj wydaje już 3,03% PKB – to niemal najwyższy wynik w Unii Europejskiej. Więcej przeznaczają jedynie Niemcy, Luksemburg, Finlandia i Dania. Polski wydatek prorodzinny jest wyższy niż średnia w UE, w krajach naszego regionu, a nawet – uwaga – w krajach skandynawskich (2,89%).

Jak wydawaliśmy te pieniądze?

Kluczowym instrumentem stał się program 500+, przekształcony później w 800+. Według profesora Juliana Auleytnera, ekonomisty, który opracował koncepcję programu, rodzice, którzy otrzymywali pieniądze od samego początku, uzyskali na dziecko już 68 100 zł. Co z tym zrobili? Jak mówi profesor w rozmowie z Business Insiderem: „Jedni rodzice odkładali te środki na rachunku oszczędnościowym, by zapewnić 'wyprawkę’ na pełnoletność, inni inwestowali w edukację: korepetycje, języki, sport, a jeszcze inni te pieniądze zmarnotrawili”.

Ale jest w tym systemie coś fundamentalnie nowego. Zbudowaliśmy najbardziej uniwersalny system transferów socjalnych dla rodzin z dziećmi w Europie – wynika z analizy ekonomistów Anny Bownik, Leszka Morawskiego i Michała Brzezińskiego. W 2024 roku wszystkie grupy dochodowe – od najbiedniejszych po najbogatsze – otrzymywały ponad 100% rekompensaty za niezbędne koszty wychowania dziecka.

Co osiągnęliśmy?

Efekty są wymierne i trudne do przecenienia.

  1. Dramatyczny spadek ubóstwa. Stopa tak zwanej deprywacji materialnej (zagrożenia ubóstwem lub wykluczeniem) wśród dzieci skurczyła się z 26,1% w 2015 r. do 15,3% w 2025 r. Dla porównania, w UE wskaźnik ten wynosi 24%, a w Niemczech 23,4%. To jedna z najbardziej pozytywnych zmian społeczno-ekonomicznych ostatnich dekad.

  2. Chwilowy wzrost dzietności. W latach 2015-17, po wprowadzeniu programu, współczynnik dzietności wzrósł z 1,32 do 1,48. Badania wskazują, że program zwiększył liczbę urodzeń o 6%, szczególnie w rodzinach o niskich dochodach. Jak zaznaczają ekonomiści, bez tego świadczenia dzietność byłaby na jeszcze głębszej trajektorii spadkowej.

Mocne uderzenie, ale gdzie są słabości?

Eksperci nie mają jednak wątpliwości – system ma poważne wady. W swojej analizie badacze wymieniają trzy fundamentalne problemy.

Pierwszy: efektywność. System jest mało zróżnicowany i bardzo uniwersalny – w 2024 roku 86% wszystkich świadczeń miało charakter powszechny, z czego aż 69% stanowiło tylko jedno świadczenie (800+). To oznacza wysoką nieefektywność w walce z ubóstwem.

„Za ten sam koszt fiskalny można byłoby jeszcze mocniej zredukować ubóstwo, gdyby większa część środków trafiała do najbardziej potrzebujących rodzin” – piszą autorzy analizy.

Drugi: podatność na populizm. Dane pokazują, że hojność systemu jest mocno podnoszona w latach wyborczych (upowszechnienie 500+ w 2019, waloryzacja w 2024). W efekcie świadczenia skaczą nagle, by przez kolejne lata stopniowo tracić realną wartość. System staje się zakładnikiem cyklu wyborczego.

Trzeci: brak równowagi. Polski model opiera się niemal wyłącznie na pieniądzach. Autorzy ostrzegają:

„[…] same transfery pieniężne są niewystarczające, aby osiągnąć cele pronatalistyczne i rozwój kapitału ludzkiego dzieci – niezbędne są równoczesne inwestycje w infrastrukturę opieki instytucjonalnej (żłobki, przedszkola) oraz polityki wspierające równowagę między pracą a życiem prywatnym„.

Drogi sukces?

Warto wspomnieć też o kosztach. Fiskalny koszt narodzin jednego dodatkowego dziecka w ramach programu szacuje się na ekstremalnie wysokie około 389 tysięcy dolarów – kwotę wielokrotnie wyższą niż w analogicznych programach w innych krajach.

System wsparcia rodzin w Polsce przeszedł pozytywną rewolucję. Ale czy może działać lepiej? Według ekonomistów – tak. Kluczem jest większa różnorodność instrumentów, odporność na polityczne cykle i uzupełnienie finansowego wsparcia inwestycjami w usługi, które realnie ułatwiają łączenie rodzicielstwa z pracą. To będzie kolejne wyzwanie dla polityki społecznej.