Od 12 sierpnia w Polsce obowiązuje unijne rozporządzenie o opakowaniach i odpadach opakowaniowych (PPWR). Dla małych i mikroprzedsiębiorców stało się ono barierą, która sprawia, że wysyłka towarów do innych krajów UE przestaje się opłacać. Problemem nie są jednak same opłaty za opakowania, ale ogromne koszty administracyjne, które trzeba ponieść osobno w każdym państwie członkowskim.

Stałe koszty, nie opłata za opakowanie

Michał Klawikowski, CEO Incore Sports, wyjaśnia, że przy małej skali sprzedaży opłata za zagospodarowanie opakowania jest niewielka. Prawdziwym wyzwaniem są stałe wydatki na rejestrację, reprezentację i sprawozdawczość. Szacunki mówią o kwotach rzędu nawet 100 tys. zł – podaje w rozmowie z Business Insider Polska. Inne wyliczenia, przywołane przez Interię, wskazują na 27 tys. euro (około 116,2 tys. zł) za wynajęcie reprezentantów we wszystkich 27 krajach UE. To roczny koszt, który dla mikrofirmy wysyłającej kilka paczek miesięcznie może być wyższy niż osiągany zysk.

Rejestracja w każdym kraju i lokalny reprezentant

Zgodnie z PPWR producentem opakowania jest nie tylko jego wytwórca, ale także każda firma, która po raz pierwszy udostępnia opakowanie na danym rynku. Oznacza to, że sprzedawca pakujący towar w folię i wysyłający go do Czech musi zarejestrować się w systemie rozszerzonej odpowiedzialności producenta (EPR) w Czechach, a także we wszystkich innych krajach, do których wysyła. Do tego dochodzi obowiązek posiadania lokalnego reprezentanta. Jedna z firm oferujących takie usługi w ramach promocji inkasuje 1000 euro rocznie na kraj (standardowo 2000 euro). Przy 27 państwach daje to wspomnianą kwotę 27 tys. euro.

Firmy rezygnują z wysyłek – strach przed karami

Kary za nieprzestrzeganie przepisów są dotkliwe. W Niemczech maksymalna grzywna za brak rejestracji w systemie opakowań to 100 tys. euro. W obawie przed takimi sankcjami oraz z powodu zawiłości przepisów część polskich mikrofirm całkowicie wstrzymała sprzedaż do innych krajów UE. Na Instagramie swoją frustrację wyraziła twórczyni spersonalizowanych lalek Anri Little Studio, dziękując Unii za utrudnianie pracy małym artystom. Z kolei właścicielka marki Miyakabizu namawia do podpisania petycji w serwisie Change.org, która – jak podkreśla – „powoli dobija małych sprzedawców i twórców”.

Autorką petycji jest Słowaczka Jeanette Koňarčíková, niezależna artystka i mikroprzedsiębiorczyni. Do tej pory udało się zebrać ponad 77 tys. podpisów. Na stronie Komisji Europejskiej zgłoszono blisko 5900 uwag, głównie od małych podmiotów, które zarzucają KE, że PPWR narusza zasadę jednolitego rynku.

Rzecznik MŚP alarmuje

O problemie wie biuro Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Dagmara Rybicka, pełniąca obowiązki dyrektora w gabinecie Rzecznika, przyznaje, że regulacja realizuje ważne cele środowiskowe, ale sposób ich wprowadzania staje się niewspółmierny do możliwości najmniejszych firm.

„Problem pojawia się wówczas, gdy ciężar nowych obowiązków staje się niewspółmierny do możliwości najmniejszych przedsiębiorców. Z perspektywy Rzecznika MŚP właśnie ten aspekt wymaga szczególnej uwagi” – mówi Rybicka.

Dodaje, że duży podmiot może wykorzystać własne zaplecze prawne, podczas gdy w mikrofirmie wszystkie obowiązki spoczywają na samym przedsiębiorcy. Jeżeli firma rezygnuje ze sprzedaży transgranicznej nie z powodu braku klientów, ale dlatego że obsługa formalności staje się nieopłacalna, mamy do czynienia z barierą, której na wspólnym rynku nie powinno być.

Co dalej?

Komisja Europejska potwierdza, że zna problem i zapowiada rozwiązania. Biuro Rzecznika MŚP przygotowuje wystąpienie do ministra klimatu i środowiska, w którym zwróci uwagę na konsekwencje nowych obowiązków dla najmniejszych przedsiębiorców i konieczność wypracowania uproszczeń. W grę wchodzą procedury uwzględniające wielkość firmy i rzeczywisty zakres jej działalności na danym rynku, a także ograniczenie obowiązków sprawozdawczych. Na razie jednak polskie mikrofirmy muszą radzić sobie same – wiele z nich już postawiło na sprzedaż wyłącznie na rynku krajowym.