Spółki energetyczne z GPW mają za sobą spektakularne wzrosty, które dla części uczestników rynku mogą być zaskoczeniem. W tle kontrakty na prąd z dostawą w 2027 r. kosztują już ponad 570 zł/MWh, a rząd nie zamyka drogi do przedłużenia mrożenia cen.

Rynek terminowy: 570 zł za MWh

Na rynku terminowym widać mocny wzrost cen energii z dostawą w 2027 r. We wrześniu kontrakt na Towarowej Giełdzie Energii wyceniano na ponad 570 zł za MWh. Średnia ważona cena rocznego kontraktu na 2027 r. wynosiła w czerwcu 447,76 zł/MWh, w lipcu 464,02 zł/MWh, a w sierpniu 495,52 zł/MWh. To skok o niemal 48 zł/MWh w dwa miesiące. W pierwszej połowie września notowania wahały się od 526,50 do 585,80 zł/MWh, a 15 września kontrakt kosztował około 570 zł/MWh.

Ostrożnie: to nie to samo co rachunek, który zapłaci gospodarstwo domowe — na finalną cenę składa się więcej elementów. Kontrakt terminowy pokazuje jednak, ile hurtowo kosztuje sam zakup energii. W przeszłości rząd decydował o zamrożeniu cen na poziomie 500 zł za MWh. Tymczasem spółki energetyczne czekają na taryfy zatwierdzone przez Urząd Regulacji Energetyki na ostatnie miesiące roku, a wkrótce mają składać wnioski na przyszły rok.

Minister: żadnego rozwiązania nie wykluczamy

Czy mrożenie zostanie przedłużone? Minister aktywów państwowych Wojciech Balczun pozostawia sprawę otwartą.

Nie przesądzam dzisiaj, czy zamrożenie cen energii w przyszłym roku będzie możliwe. Analizujemy różne warianty i w tej dyskusji żadnego rozwiązania z góry nie wykluczamy. Naszym celem jest zbilansowanie systemu i uniknięcie sytuacji kryzysowych, przy uwzględnieniu zarówno sytuacji odbiorców, jak i kondycji spółek energetycznych.

Jak tłumaczy, nadzór systemowy nad sektorem należy przede wszystkim do ministra energii, a Ministerstwo Aktywów Państwowych patrzy na sprawę także przez pryzmat kondycji nadzorowanych koncernów. Utrzymanie cen dla odbiorców poniżej kosztów zakupu energii wymagałoby mechanizmu, który chroni konsumentów, ale nie powoduje problemów finansowych sprzedawców.

Zima bez kryzysu? Minister zapewnia

W kwestii bezpieczeństwa dostaw Balczun jest bardziej stanowczy.

Według obecnych ocen zimę powinniśmy przejść spokojnie, zarówno pod względem odpowiedniej mocy, jak i dostępu do energii. Nie zakładamy sytuacji kryzysowych ani ograniczeń. Węgla nie zabraknie.

Wskazuje przy tym, że mimo restrukturyzacji sektora wydobywczego produkcja ma być utrzymana tam, gdzie ma ekonomiczne uzasadnienie. Liczyć mogą się nie tylko Polska Grupa Górnicza czy Bogdanka. Osobno minister zwraca uwagę na Jastrzębską Spółkę Węglową, która — choć kojarzona głównie z węglem koksowym — jest też ważnym producentem węgla energetycznego. Bogdanka mogłaby zwiększyć wydobycie, ale tylko wtedy, gdy będzie to uzasadnione ekonomicznie i będzie istniała perspektywa popytu na surowiec.

Analityk: niskie wyceny i opłacalny węgiel

Giełdowa strona sektora też ma swoje argumenty. Sobiesław Kozłowski, dyrektor departamentu doradztwa inwestycyjnego w Ipopema Securities, zwraca uwagę, że mnożniki wycen są ekstremalnie niskie. Prognozowane P/E na lata 2026-2028 to odpowiednio 5,5, 6,7 i 6,6, a EV/EBITDA 3,3, 3,7 i 3,8.

Za fundamenty odpowiadają m.in. rekordowo niskie zapasy gazu w Europie. O tej porze roku magazyny są najniżej wypełnione od 2009 r., a odchylenie od średniej sezonowej sięga około 15 pkt proc. Powody? Gorące lato, niski stan rzek, słabsza wietrzność, mniejsza generacja z OZE i elektrowni jądrowych oraz duży popyt na prąd do klimatyzacji. W efekcie gaz — jako paliwo ustalające cenę krańcową — podrożał do najwyższych poziomów od 2022 r.

Wysokie ceny energii — zarówno w Polsce na rynku dnia następnego, jak i w niemieckich kontraktach — sprawiają, że opłaca się też węgiel. Analityk tłumaczy, że tzw. clean dark spread, czyli różnica między ceną energii netto a kosztami węgla i uprawnień do emisji CO2 na 1 MWh, jest dodatni. Największy polski koncern energetyczny ma według niego zarabiać na CDS blisko 100 zł na MWh, co wspiera wyniki za III kwartał, a być może i kolejne kwartały. Ryzykiem pozostaje windfall tax. W szerszym tle widać natomiast globalny wzrost popytu na energię i większe znaczenie pewności dostaw.

Jeśli aktualizacje strategii spółek okażą się atrakcyjne dla inwestorów, to — zdaniem Kozłowskiego — WIG-energetyka może być silniejszym indeksem niż WIG-paliwa. Sezonowe efekty czy El Niño mogą przy tym nieoczekiwanie zmienić momentum wynikowe.