Prezydent Karol Nawrocki zdecydował o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych. Decyzja oznacza, że kontrowersyjna danina, która miała obowiązywać od 1 sierpnia 2026 roku, na razie nie wejdzie w życie.

Wątpliwości konstytucyjne

Kluczowym powodem decyzji prezydenta jest zasada niedziałania prawa wstecz. Choć ustawa miała wejść w życie w sierpniu, podatek obejmowałby dochody uzyskiwane już od początku marca 2026 roku.

„Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną” – argumentował Karol Nawrocki, uzasadniając swoją decyzję.

Prezydent podkreślił, że chodzi o złamanie fundamentalnej gwarancji państwa prawa, wyrażonej w łacińskiej formule Lex retro non agit, czyli prawo nie działa wstecz. Dodał, że podatek w wysokości 60% podstawy opodatkowania w efekcie zostałby przerzucony na klientów stacji benzynowych.

„Rachunek zapłacą nie tylko kierowcy. Zapłacą rolnicy, transportowcy, małe przedsiębiorstwa i rodziny kupujące żywność, której cena zależy od kosztów przewozu” – wskazał prezydent.

Nawrocki zwrócił uwagę, że po wygaśnięciu działań osłonowych programu CPN (Ceny Paliwa Niżej) kierowcy już odczuli wzrost cen paliw. Nowy podatek jego zdaniem nie obniży cen, a ma jedynie dostarczyć pieniędzy do budżetu.

Reakcja rządu

Decyzja prezydenta wywołała ostrą reakcję ze strony członków rządu. Premier Donald Tusk określił ją jako „szokującą”. Minister finansów Andrzej Domański napisał na platformie X, że prezydent zablokował kolejne 4 miliardy złotych dla budżetu.

„To środki, które miały sfinansować pakiet CPN chroniący Polaków przed wysokimi cenami paliw. Zamiast po stronie Polaków stanął po stronie koncernów paliwowych odnoszących potężne zyski z obecnej sytuacji na rynku paliw” – skomentował Domański.

W podobnym tonie wypowiedział się minister energii Miłosz Motyka, który uznał brak podpisu prezydenta za „anty państwowe działanie”. Z kolei minister Maciej Berek ocenił, że „ktoś w Kancelarii Prezydenta słabo doradził”, podkreślając, że konstytucyjność projektu była weryfikowana przez Rządowe Centrum Legislacji oraz legislatorów Kancelarii Sejmu i Senatu.

Jak miał działać nowy podatek?

Ustawa zakładała opodatkowanie nadzwyczajnych zysków spółek paliwowych ze zbycia paliw ciekłych, osiągniętych w okresie od marca do grudnia 2026 roku. Stawka wynosiła 60%, a podstawę opodatkowania stanowiła nadwyżka przychodów ponad kwotę uzyskaną przy zastosowaniu marży referencyjnej. Rokiem referencyjnym miał być rok obrotowy zakończony przed 1 marca 2026 r., a marża referencyjna to średnia marża sprzedaży paliw ciekłych w 2025 roku powiększona o 20%.

Według szacunków, podatek miał objąć około 20–30 podmiotów. Największym płatnikiem miał być Orlen, który miał zapłacić około 3 miliardów złotych (lub nieco mniej). Łączne wpływy z daniny szacowano na 4 miliardy złotych, z czego 3,8 miliarda w tym roku, a resztę w 2027 roku.

Cel podatku i krytyka branży

Wpływy z nowego podatku miały zrekompensować stratę dochodów budżetowych powstałą w wyniku pakietu osłonowego CPN, który zakładał obniżenie stawki VAT na paliwa do 8% oraz redukcję akcyzy do minimalnych poziomów unijnych. Straty budżetu w ciągu pierwszych trzech miesięcy działania CPN oszacowano na około 4,8 miliarda złotych.

Minister energii Miłosz Motyka argumentował, że nowa opłata to reakcja rządu na gwałtowny wzrost marż w sektorze paliwowym po wybuchu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Branża miała jednak poważne zastrzeżenia. Przedstawiciele Polskiej Grupy Paliwowej wskazywali, że podatek opiera się na nadwyżce marżowej, a nie na rzeczywistym zysku ekonomicznym. Jak mówił Robert Petruczuk, prezes PGP, problem polega na tym, że podatek obejmuje jedynie część roku, zanim wiadomo, jaki będzie wynik całej działalności w 2026 roku.

Teraz sprawą zajmie się Trybunał Konstytucyjny w trybie kontroli prewencyjnej, który ma rozstrzygnąć, czy ustawa jest zgodna z konstytucją.