Prezydent wetuje ustawę o transporcie. 10 mln Polaków może mieć problem z dojazdem
Pixabay.com / Karlee-J-Photography
Prezydent Karol Nawrocki odmówił podpisania nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. To weto, które – zdaniem rządu – dotknie nawet 10 milionów mieszkańców wsi i małych miejscowości. Główny zarzut prezydenta? Zbyt krótkie umowy dla przewoźników i brak gwarancji stabilnego finansowania.
Co zakładała ustawa?
Przyjęta przez Sejm 31 lipca 2026 roku nowelizacja miała zlikwidować tzw. białe plamy komunikacyjne. Nakładała na organizatorów transportu obowiązek zapewnienia połączeń na trzech poziomach:
- wojewódzkim – między stolicą województwa a siedzibami powiatów,
- powiatowym – między siedzibą powiatu a siedzibami gmin,
- gminnym – umożliwienie dojazdu do miejscowości z obiektami użyteczności publicznej.
W dni powszednie planowano minimum 4 pary połączeń, a w dni wolne – 2 pary. Nowością była definicja przejazdu na żądanie – elastycznej formy transportu samochodem osobowym (do 9 osób łącznie z kierowcą), przeznaczonej dla obszarów, gdzie regularne linie autobusowe są nieopłacalne.
Ustawa przewidywała też powołanie integratora – marszałka województwa, który miał koordynować wszystkie przewozy publiczne i komercyjne, tworzyć schemat sieci i zapewniać spójność połączeń między województwami.
Główne zastrzeżenia prezydenta
To już drugie weto Nawrockiego w tej sprawie. W listopadzie 2025 roku odrzucił podobne przepisy, gdy rząd chciał skrócić umowy do 3 lat. Teraz rząd wrócił z propozycją maksymalnie 5-letnich kontraktów – ale wciąż krótszych niż obecne 10 lat.
„Przecież bez stabilnego finansowania przewoźnicy i samorządy nie będą inwestować w nowe autobusy i odpowiedzialnie planować sieci transportowej” – uzasadniał prezydent.
Drugi zarzut dotyczył gmin. Według Nawrockiego ustawa przesuwała je na koniec kolejki po pieniądze z funduszu, mimo że to one najlepiej znają lokalne potrzeby. „Najbardziej mogą na tym stracić małe miejscowości i polska wieś” – ocenił.
Prezydent miał też poważne zastrzeżenia do przejazdów na żądanie – bo nie gwarantowały one ustawowych ulg dla seniorów, uczniów i osób z niepełnosprawnościami.
„Osoby znające ten obszar ostrzegały przed chaosem i zwracały uwagę na podstawowy problem: rząd zmienia system, ale nie daje dodatkowych pieniędzy” – napisał w uzasadnieniu weta.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz dodał, że Nawrocki oczekuje od rządu „rozwiązania prostego i skutecznego: stabilnego finansowania, silnej roli gmin i transportu dostępnego dla mieszkańców wsi oraz małych miast”.
Ostra reakcja ministerstwa
Minister infrastruktury Dariusz Klimczak nie krył rozczarowania. W ostrym tonie skomentował weto:
„10 milionów Polaków nadal będzie miało problem z dojazdem do pracy, szkoły, lekarza czy urzędu. Pan prezydent zapomniał, że białe plamy komunikacyjne nie mają barw politycznych, mają za to konkretny adres i dotyczą konkretnych ludzi. […] Można zawetować ustawę, ale nie można zawetować potrzeb 10 milionów Polaków. Nie można zawetować ich prawa do normalnego życia i swobodnego przemieszczania się” – mówił Klimczak.
Klimczak podkreślił, że ustawa miała wprowadzić połączenia do najmniejszych miejscowości, do których wcześniej autobusy nie docierały. Jako „rewolucyjne rozwiązanie” wskazał przejazdy na żądanie – finansowane z rządowego funduszu i organizowane przez gminy, gdy nie ma innej możliwości dostania się do lekarza czy w innych wyjątkowych sytuacjach.
Minister dodał, że problemem jest dublowanie nieskoordynowanych połączeń, a nowe uprawnienia dla marszałka województwa umożliwiłyby ustanowienie ich znacznie więcej – ale te argumenty nie trafiły do prezydenta.
Co dalej?
Weto prezydenta oznacza, że ustawa trafia z powrotem do Sejmu. Póki co 10 milionów Polaków w małych miejscowościach i na wsi pozostaje bez nowych połączeń autobusowych – i bez pewności, czy uda się je wkrótce uruchomić.
O autorze
Dziennikarka ekonomiczna, specjalistka ds. makroekonomii i fintechu Dziennikarka z bogatym doświadczeniem redakcyjnym zdobytym w ogólnopolskich dziennikach opiniotwórczych. Absolwentka wiodącej uczelni ekonomicznej, specjalizująca się w makroekonomii, polityce pieniężnej oraz analizie zachowań konsumenckich. Jej teksty dotyczące wpływu stóp procentowych na rynek hipotek były wielokrotnie cytowane w głównych mediach krajowych, m.in. w największych telewizyjnych stacjach informacyjnych. W swoich publikacjach analizuje modele biznesowe sektora fintech i e-commerce, ze szczególnym uwzględnieniem struktur marżowych. W pracy badawczej i publicystycznej nie ucieka od trudnych tematów społecznych, takich jak nierówności dochodowe i realny wpływ inflacji na domowe budżety.