Prezydent Karol Nawrocki nie zawetował ani nie podpisał ustawy o opodatkowaniu nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych. Zamiast tego skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Oznacza to, że przepisy nie wejdą w życie do momentu rozstrzygnięcia Trybunału. Decyzja wywołała ostrą reakcję premiera Donalda Tuska, który nazwał ją „szokującą”.

Chodzi o ustawę, która miała wprowadzić tzw. windfall tax – podatek od nadzwyczajnych zysków, głównie producentów paliw, w tym Orlenu. Rząd spodziewał się z tego tytułu dodatkowych wpływów w wysokości około 4 mld zł. Te środki miały stanowić finansowanie dla rządowego programu CPN (Ceny Paliw Niżej), który do końca czerwca zapewniał kierowcom niższe ceny benzyny i oleju napędowego na stacjach.

Spór o konstytucyjność

Prezydent jasno wyjaśnił powody swojej decyzji. Jego podstawowy zarzut dotyczy retroaktywności przepisów. Jak powiedział:

Prawo ma wejść w życie w sierpniu, ale podatek miałby obejmować dochody uzyskiwane już od początku marca. Oznacza to próbę opodatkowania działalności z mocą wsteczną.

Nawrocki odwołał się przy tym do zasady Lex retro non agit (prawo nie działa wstecz).

Prezydent zwrócił też uwagę na ryzyko przerzucenia kosztów na konsumentów. W jego ocenie dodatkowy podatek – wynoszący aż 60 proc. podstawy opodatkowania – zostanie w efekcie przerzucony na klientów stacji benzynowych. Cytujemy jego wypowiedź:

Rachunek zapłacą wtedy nie tylko kierowcy. Zapłacą rolnicy, transportowcy, małe przedsiębiorstwa i rodziny kupujące żywność, której cena zależy przecież również od kosztów przewozu.

Nawrocki wskazał, że właśnie te argumenty skłoniły go do skierowania ustawy do TK.

Reakcja rządu: pieniądze przepadły?

Premier Donald Tusk w ostrym tonie skomentował decyzję głowy państwa w mediach społecznościowych. „Prezydent zablokował ustawę, która pozwalała opodatkować gigantyczne zyski koncernów paliwowych, dzięki czemu można było sfinansować tańsze paliwa na naszych stacjach (program CPN). Pamiętajcie o tym przy dystrybutorach” – napisał.

Decyzja prezydenta oznacza w praktyce, że rząd na razie nie może liczyć na planowane wpływy z podatku. Minister finansów Andrzej Domański zwracał na to uwagę, podkreślając, że środki te były podstawą do finansowania programu taniego paliwa. Co jednak istotne, do tej pory rząd nie deklarował jednoznacznie, że program CPN może wrócić. Ministrowie mówili raczej o „przyglądaniu się” sytuacji, nie składając wiążących obietnic.

Gorąca wymiana ciosów w sieci

Spór szybko przeniósł się do internetu. Szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker odpowiedział premierowi, zarzucając mu brak zrozumienia ekonomii. Według niego obecny premier to „gospodarczy dyletant”, który próbuje przekonać Polaków, że nałożenie nowego podatku na paliwa sprawi, iż ceny na stacjach spadną. „Zamiast nakładać kolejne podatki, proszę obniżyć VAT i akcyzę, tak jak robił to rząd Prawa i Sprawiedliwości. To realnie obniża ceny, a nie przerzuca kolejne koszty na kierowców” – zwrócił się do premiera. Szefernaker dodał, że prezydent uchronił Polaków przed rozwiązaniami, które mogły doprowadzić do rekordowych cen benzyny i oleju napędowego.

Na wpis odpowiedział minister Maciej Berek, który bronił rządowej propozycji. „Prezydent zarzuca, że ustawa wprowadzająca podatek od dodatkowych zysków koncernów paliwowych jest niekonstytucyjna, bo działa wstecz. Najwyraźniej ktoś w Kancelarii w tej sprawie słabo doradził…” – napisał. Berek argumentował, że ustawa ze swej istoty może dotyczyć tylko sytuacji przeszłej, bo zyski ustala się po upływie określonego czasu, a nadzwyczajne zyski mogą być opodatkowane wtedy, kiedy już wystąpiły. „Oczekiwanie, żeby tego typu przepisy działały wyłącznie na przyszłość, to nieporozumienie. Bo trzeba by uchwalić przepisy »na wypadek«, gdyby takie dodatkowe zyski (nie wiadomo, w jakiej wysokości) wystąpiły” – stwierdził.

Teraz losy ustawy spoczywają w rękach Trybunału Konstytucyjnego, który musi ocenić, czy przepisy są zgodne z ustawą zasadniczą. Do tego czasu żadne nowe obciążenia podatkowe dla paliwowych koncernów nie wejdą w życie, a program CPN pozostaje historią.