Rynek ETF-ów właśnie rozpalił się do czerwoności. Kapitał wraca z impetem, ale uwaga – robi to w bardzo konkretnym, skoncentrowanym stylu.

Historyczny kwartał na rynku ETF

Pierwszy kwartał 2026 roku przejdzie do historii. Jak wynika z danych przytoczonych przez ekspertów, globalne napływy do ETF-ów sięgnęły astronomicznych 626,42 mld USD. To absolutny rekord w historii sektora.

Ale na tym nie koniec. Inwestorzy nie kierują pieniędzy byle gdzie. Wyraźnie widać, kto w tym momencie jest faworytem.

Technologia znów na czele

Segment technologiczny odżył. W strukturze obrotu ETF-ami sektorowymi odpowiada już za około 60% całkowitego wolumenu. Co więcej, większość tych transakcji to zakupy – a nie sprzedaż.

Wśród najpopularniejszych funduszy dominują produkty związane z sektorem informatyki oraz sztuczną inteligencją (AI). To wyraźny sygnał, że po okresie niepewności kapitał wraca do spółek wzrostowych.

Ale magia nie ogranicza się tylko do nowych technologii. W centrum uwagi znalazły się także sprawdzone benchmarki jak MSCI World czy FTSE All-World, a także strategie dywidendowe. Fundusze takie jak Global X Superdividend czy VanEck Morningstar Developed Markets Dividend Leaders notują wyraźne napływy.

Selektywnie w energetyce

Zmienność na rynku ropy naftowej nakręca koniunkturę na ETF-y i ETC surowcowe. Cena Brent, po chwilowym spadku do 93 dolarów za baryłkę, wróciła w okolice 99 dolarów. To idealne paliwo dla traderów.

Wśród najchętniej wybieranych instrumentów są lewarowane ETC, m.in. na WTI oraz Brent. Co ciekawe, inwestorzy nie grają prostego „long energy”. Widoczne jest selektywne podejście: globalną ekspozycję energetyczną się kupuje, ale europejskie spółki paliwowe są redukowane.

To nie demokracja, a monopol trzech gigantów

I tu dochodzimy do sedna. Boom na ETF-y to nie tylko rekordowe napływy, ale i rosnąca koncentracja rynku. Obecnie na świecie dostępnych jest 16 284 ETF-ów oferowanych przez 994 dostawców na 85 giełdach. Te liczby sugerują ogromną różnorodność, ale prawda jest inna.

58,4% wszystkich globalnych aktywów ETF kontroluje zaledwie trzech gigantów: iShares (BlackRock), Vanguard i SPDR (State Street). W Europie ich dominacja jest jeszcze silniejsza – trzy największe podmioty (iShares, Amundi, Xtrackers) kontrolują 62,3% rynku.

W praktyce oznacza to, że mimo tysięcy produktów, większość kapitału wpływa do wąskiej grupy superpłynnych funduszy. W marcu zaledwie sześć ETF-ów przyciągnęło ponad 50 mld USD napływu.

Gdzie płyną pieniądze?

Podsumowując: kapitał nie znika z rynku – on się rotuje. Obecnie jego głównym celem są technologie, globalne indeksy, a w tle umacniają się też fundusze rynku pieniężnego kosztem obligacyjnych.

Zarówno amerykańskie mid-capy, jak i rynek niemiecki przyciągają uwagę, podczas gdy rynki wschodzące tracą impet. Z kolei w niszach pojawiają się perełki, jak sektor kosmiczny, którego reprezentant od debiutu wzrósł ponad czterokrotnie.

Wniosek? Rynek ETF-ów jest silny, ale i bezwzględnie wybiórczy. Kapitał płynie tam, gdzie skala i płynność są największe.