Polskie państwo nigdy wcześniej nie ściągało od obywateli i firm tylu pieniędzy co w 2025 roku. Łączne dochody sektora finansów publicznych sięgnęły prawie 1,7 bln zł – to 43,6% PKB, najwięcej od co najmniej dwóch dekad. Rok wcześniej było to 42,8% PKB, a średnia z ostatnich 20 lat to około 40% PKB.

I tu pojawia się paradoks: mimo że kasa państwa puchnie w szybkim tempie, deficyt budżetowy pozostaje jednym z najwyższych w Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu w 2025 roku sięgnął on 7,4% PKB (według innych szacunków nawet ponad 7,5%) – to drugi najgorszy wynik w całej Wspólnocie. Wydatki państwa po raz pierwszy przekroczyły magiczną granicę połowy gospodarki – 50,9% PKB. Dług publiczny zbliżył się do konstytucyjnego progu 60% PKB, na koniec roku wynosząc 59,97%.

Skąd ten wzrost dochodów?

Wszystko to dzieje się bez podnoszenia głównych stawek podatkowych – od czasu reform Polskiego Ładu nie było przecież żadnej spektakularnej podwyżki VAT, PIT czy CIT. Skąd więc rekord?

Ekonomiści wskazują na kilka mechanizmów. Przede wszystkim działa tzw. pełzająca podwyżka podatków. Próg drugiego progu PIT od lat jest zamrożony na poziomie 120 tys. zł – wraz ze wzrostem wynagrodzeń coraz więcej osób wpada w wyższą, 32-procentową stawkę. Do tego dochodzi lepsza ściągalność podatków (szczególnie VAT), rosnąca rentowność firm podnosząca efektywną stawkę CIT, oraz specyficzna konstrukcja składek ZUS i NFZ dla samozatrudnionych.

Myślę, że składa się na to wiele małych elementów – wyjaśnia Karol Pogorzelski, ekonomista Banku Pekao. – To choćby mrożenie parametrów skali PIT, co w praktyce oznacza, że wraz ze wzrostem wynagrodzeń coraz więcej osób wpada w drugi próg podatkowy i płaci więcej nawet bez zmiany stawki.

Nie bez znaczenia jest też napływ pracowników, w tym migrantów zarobkowych, oraz szybszy wzrost płac i dochodów niż całej gospodarki.

Kto płaci najwięcej?

Największym źródłem pieniędzy dla państwa okazują się składki na ubezpieczenia społeczne – to aż 35,8% wszystkich wpływów, czyli 601,7 mld zł. W relacji do PKB składki sięgnęły rekordowych 15,4%.

Drugie miejsce to podatki od produkcji i importu (VAT, akcyza, cła) – 554 mld zł, czyli 32,5% wpływów (14,2% PKB). Trzecią największą kategorią są podatki od dochodów (PIT, CIT, podatek Belki) – 313,3 mld zł, co stanowi 18,4% całości (8% PKB).

Jak wyjść z długów?

Przy tak wysokim deficycie i wydatkach pędzących na złamanie karku ekonomiści spierają się o strategię naprawy finansów.

Marcin Mrowiec z Grant Thornton uważa, że priorytetem powinno być cięcie wydatków, zwłaszcza tych nieefektywnych, jak świadczenie 800+ dla zamożnych. Z kolei Marcin Zieliński z Fundacji FOR ostrzega przed podnoszeniem podatków – jego zdaniem Polska na tle regionu ma już bardzo wysokie obciążenia składkowo-podatkowe (wyższa jest tylko Słowenia z 47,1% PKB). Jako przykład podaje Rumunię, która po podwyżce VAT z 19 do 21% odczuła wyraźne spowolnienie gospodarcze.

Przestrzeni do wzrostu podatków nie ma, zwłaszcza jeśli chcemy zachować jakąkolwiek przewagę konkurencyjną – mówi Zieliński.

Karol Pogorzelski z Banku Pekao widzi konieczność połączenia obu metod: trochę więcej po stronie dochodowej, trochę mniej po stronie wydatkowej. Jego zdaniem skuteczne będą nie pojedyncze duże zmiany, ale seria drobnych działań.

I właśnie to dzieje się po cichu od lat. Zamiast podwyżki VAT czy PIT rząd stopniowo zamraża progi podatkowe, podnosi akcyzę na alkohol i papierosy, wprowadza podatki sektorowe (opłata cukrowa, wyższy CIT dla banków – 30% od 2026 roku) oraz pracuje nad ograniczeniem arbitrażu między etatem a samozatrudnieniem. W planach są też kolejne daniny motywowane zdrowotne, środowiskowe czy klimatyczne.

Polskie finanse publiczne stoją więc przed trudnym wyborem. Deficyt na poziomie 7,4% PKB i dług prawie 60% PKB nie znikną same – a w 2027 roku czekają nas wybory i ogromne wydatki zbrojeniowe. Na razie jedyną pewną strategią zdaje się być stopniowe, rozłożone w czasie zaostrzanie systemu podatkowego. Pytanie, czy wystarczy to na spłatę rosnącego długu, zanim koszty jego obsługi zaczną wypierać inne wydatki.