Rentowność 10-letnich japońskich obligacji skarbowych (JGB) sięgnęła 3,00% 1 września – najwyższego poziomu od 1996 roku. Kilkanaście dni później 30-letnie papiery po raz pierwszy w historii przekroczyły 4,18%. Japoński rynek długu, przez dekady kojarzony z niemal zerowymi stopami, znów zwraca uwagę całego globu.

Skąd ten wzrost rentowności?

Na japońskie obligacje naciska kilka czynników: utrzymująca się inflacja, słaby jen, oczekiwania na kolejne podwyżki Banku Japonii (BOJ), drożejąca ropa, rosnące zadłużenie publiczne oraz plany stymulacji fiskalnej. Dochodzi do tego premia terminowa, czyli dodatkowy zwrot, jakiego inwestorzy oczekują za trzymanie papierów o dłuższym terminie zapadalności.

Rosnąca rentowność oznacza spadające ceny obligacji. Gdy japoński dług staje się bardziej atrakcyjny, krajowi inwestorzy mają większy powód, by zostawiać kapitał w domu, zamiast szukać wyższych stóp zwrotu za granicą. To z kolei uderza w strategię carry trade: pożyczanie w tanich jenach i lokowanie środków w aktywach o wyższej rentowności, w tym w amerykańskich obligacjach. Gdy japońskie stopy rosną, a jen się umacnia, opłacalność takiego układu może maleć.

Japoński kapitał wraca do domu?

Japonia wciąż jest jednym z najważniejszych wierzycieli świata. Według danych za czerwiec 2026 r. w jej portfelu znajdowały się amerykańskie obligacje skarbowe o wartości około 1,12 bln dolarów, co czyniło z Japonii ich największego zagranicznego posiadacza. Równocześnie japońscy inwestorzy zmniejszyli zagraniczne portfele dłużne: do sierpnia sprzedali papiery warte o około 18,7 mld dolarów więcej, niż kupili.

Skala tych ruchów może mieć znaczenie dla globalnej płynności. Jeśli japoński kapitał będzie nadal wracał na krajowy rynek, a pozycje finansowane tanim jenem będą zamykane, płynność na świecie może się kurczyć. W dłuższej perspektywie mogłoby to ciążyć na Bitcoinie i innych aktywach wysokiego ryzyka.

Co istotne, w dniu, gdy 10-letnie JGB osiągnęły 3%, szeroki rynek kryptowalut zyskiwał 1,7%, a jego kapitalizacja sięgała 2,63 bln dolarów. Bitcoin drożał o 1,1% do ok. 78 tys. dolarów, Ethereum pozostawało w okolicach 2,4 tys. dolarów, a XRP zyskiwał 3% do ok. 1,37 dolara.

„Kanarek w kopalni”

Rekordowej rentowności 30-letnich JGB towarzyszyła wyprzedaż na tokijskiej giełdzie. Nikkei 225 mocno spadł, a na czele przeceny znalazły się największe spółki technologiczne. Japonia to trzecia gospodarka świata, ale też kraj z długiem publicznym przekraczającym 200% PKB i rynkiem od lat zależnym od działań banku centralnego.

BOJ przez lata zwiększał podaż pieniądza, skupował obligacje i wspierał rynek akcji, co trzymało rentowności w pobliżu zera. Teraz historyczny poziom 30-latek jest odczytywany jako sygnał, że mechanizm traci skuteczność. Porównania sięgają czasów bańki internetowej, gdy NASDAQ stracił 78%, a dawni liderzy, tacy jak Cisco, Yahoo czy AOL, stracili pozycję. Podobny wzorzec widać dziś w Japonii – zachowanie JGB, jena i Nikkei może być zapowiedzią tego, co czeka amerykański Fed, dolara i S&P.

Globalny dług i złoto

Problemy nie kończą się na Tokio. W gospodarkach rozwiniętych oprocentowanie rządowego długu jest najwyższe od dekady, a indeks Bloomberg Global Sovereign Bond Index przekroczył 3,72%. Wyżej oprocentowany dług notują m.in. Australia, Wielka Brytania, Niemcy i Stany Zjednoczone. Równolegle globalna podaż pieniądza M2 osiągnęła w czerwcu 150 bln dolarów, czyli o 50% więcej niż w 2020 r. Dolar od 1971 r. stracił 87% siły nabywczej.

Większą uwagę przyciąga złoto. Banki centralne w ostatnich latach kupują je w rekordowym tempie, a fizyczne złoto bywa traktowane jako zabezpieczenie, które nie jest zobowiązaniem żadnego rządu ani banku centralnego.

Nominalne zyski bywają przy tym złudne. Nikkei urósł w pięć lat o 145%, ale po przeliczeniu na złoto daje to stratę netto 31%. NASDAQ 100 zyskał nominalnie 95%, a w złocie oznacza to stratę 23%. Amerykańskie obligacje skarbowe w ostatnich 12 latach, liczone względem złota, wypracowały stratę 90%.

Tokio jako ostrzeżenie

W tle pozostają Stany Zjednoczone: dług publiczny przekroczył 40 bln dolarów, a koszty obsługi odsetek sięgają ponad 3 mld dolarów dziennie. Narastające problemy na rynku kredytowym mogą wkrótce uderzyć w private equity, kredyt prywatny oraz wysoko wyceniane spółki związane ze sztuczną inteligencją. Dlatego tokijskie wydarzenia bywają traktowane jako ostrzeżenie zarówno dla NASDAQ, jak i dla dolara.