Pracownicze Plany Kapitałowe (PPK) czeka w tym roku ustawowy przegląd, a jeden z ojców programu ma już gotowe pomysły na jego ulepszenie. Bartosz Marczuk, były wiceprezes Polskiego Funduszu Rozwoju odpowiedzialny za wdrażanie PPK w latach 2019–2024, przedstawił zestaw propozycji, które mogą zmienić oblicze systemu.

Program – mimo że powszechnie uznawany za sukces – nie jest wolny od niedoskonałości. Z danych na koniec maja wynika, że łączna wartość aktywów netto PPK sięgnęła 52,78 mld zł, a partycypacja wyniosła 60,75 proc.. Liczba aktywnych rachunków przekroczyła 5,42 mln. W sektorze prywatnym uczestniczy 69,8 proc. uprawnionych, w publicznym – zaledwie 34,9 proc. To właśnie ta liga oraz niski odsetek w małych firmach są głównym celem proponowanych modyfikacji.

Więcej pieniędzy dla najmniej zarabiających

Marczuk zwraca uwagę, że obecne zachęty finansowe nie są wystarczające dla osób o niskich dochodach. Proponuje wprowadzenie degresywności w dopłacie rocznej i wpłacie powitalnej – im niższe wynagrodzenie, tym wyższe byłyby dopłaty od państwa. To pomysł, który pojawił się już podczas pierwszego przeglądu PPK w 2023 r., ale nie został zrealizowany.

– Jeżeli osoba, która zarabia w okolicy płacy minimalnej, bez zapisu do PPK straciłaby np. 1000 zł, a nie 250 zł wpłaty powitalnej, a później na przykład 500 zł dopłaty rocznej, to byłoby coś, co mogłoby do takiej osoby przemówić – mówi ekspert.

Obecnie każdy uczestnik PPK otrzymuje jednorazowo 250 zł „wcześniejszego” bonusu oraz 240 zł dopłaty rocznej. Dla osób zarabiających do 120 proc. płacy minimalnej istnieje możliwość obniżenia własnej wpłaty podstawowej do zaledwie 0,5 proc. pensji, co przy wpłacie pracodawcy wynoszącej 1,5 proc. i dopłatach państwa może być atrakcyjną propozycją.

Wyższe limity wpłat i zmiany przy zwrotach

Marczuk sugeruje również poluzowanie restrykcji dotyczących wysokości wpłat. Obecnie uczestnik może wpłacać dodatkowo do 2 proc. wynagrodzenia (łącznie 4 proc.), a pracodawca – również do 4 proc. Jego zdaniem warto rozważyć podniesienie łącznego limitu do 6-8 proc. po obu stronach, przy zachowaniu dotychczasowych wpłat podstawowych.

W kwestii zwrotów środków proponuje zmianę proporcji, w jakiej pieniądze od pracodawcy trafiają do uczestnika. Dziś przy zwrocie 70 proc. środków od pracodawcy idzie na konto uczestnika, a 30 proc. na subkonto w ZUS. – Można to zmniejszyć do np. 50/50 i wtedy motywacja do zwrotu maleje, a automatycznie więcej oszczędzonych pieniędzy przekłada się w emerytury – argumentuje.

Autozapis i sektor publiczny

Ekspert opowiada się też za wydłużeniem grupy objętej mechanizmem autozapisu. Obecnie dotyczy on osób w wieku 18–54 lat. – Każdy rok, w którym nie oszczędza się w PPK, oznacza stratę dla potencjalnego uczestnika – mówi Marczuk, sugerując zniesienie górnego limitu wieku.

Co do częstotliwości autozapisu – trwają dyskusje, czy skrócić go z 4 do 3 lat. Marczuk ostrzega jednak przed zbyt dużą liczbą zmian w pakiecie, bo może to wywołać niepokój wśród oszczędzających.

W sektorze publicznym pomysłem jest dodatkowa podwyżka dla instytucji, które osiągną wysoki wskaźnik uczestnictwa. – Jeżeli urząd zrekrutuje 90–100 proc. osób do PPK, to rząd mógłby zrekompensować urzędowi jego wpłatę od strony pracodawcy do PPK – proponuje.

Stabilność przede wszystkim

Marczuk wielokrotnie podkreśla, że stabilność PPK jest wartością bezcenną. – Jakiekolwiek majstrowanie przy zwrotach, duże modyfikacje autozapisu, czy zmiany portfela inwestycyjnego to są bardzo wrażliwe kwestie – przestrzega.

Rząd ma czas do końca 2026 r. na przeprowadzenie ustawowego przeglądu, który może zaowocować konkretnymi zmianami. Na stole leżą już propozycje – teraz decyzja należy do decydentów.