Ceny ropy w dół, ale na stacjach ani drgnęły

Gdy ceny ropy naftowej spadają, kierowcy i przedsiębiorcy odruchowo zacierają ręce. Niestety, w ostatnich tygodniach mechanizm ten przestał działać. Jak podawał serwis parkiet.com na początku lipca, amerykańska baryłka WTI kosztowała wówczas około 70 USD, a europejska Brent – blisko 73 USD – poziomy nienotowane od początku marca. Późniejsza analiza z 16 lipca wskazywała już jednak na wzrost ceny Brent do okolic 85 USD. Tymczasem ceny gotowych paliw, zwłaszcza benzyny i diesla, poszybowały w górę. Od początku roku kontrakty na benzynę w USA zdrożały o około 74%, a na europejskiego diesla o niemal 53%. Dla porównania sama ropa Brent podrożała w tym samym okresie o niecałe 20%.

Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź leży nie w samym surowcu, ale w dalszym ogniwie łańcucha – rafineriach.

Marże rafineryjne na historycznych szczytach

Inwestorzy coraz częściej patrzą nie tylko na koszt ropy, ale na fizyczną dostępność gotowych paliw. Możliwości przerobowe rafinerii są wciąż ograniczone, a wysoki popyt sezonowy utrzymuje presję na ceny. W przypadku diesla podaż jest dodatkowo ściskana przez czynniki geopolityczne. Efekt? Marże rafineryjne osiągnęły rekordowe poziomy.

Jak zauważa analityk rynków finansowych XTB Kamil Szczepański, amerykański crack spread, czyli różnica między wartością produktów rafineryjnych a kosztem przerabianej ropy, sięgnął około 68 USD na baryłce. To najwyższy poziom w danych sięgających 1986 roku. W swoim komentarzu Szczepański podkreśla:

To sygnał, że problem przeniósł się z samej ropy do dalszej części łańcucha wartości, czyli rafinacji.

Diesel w centrum uwagi

Sytuacja na rynku diesla jest szczególnie napięta. Światowy rynek odczuł ograniczenie eksportu z Rosji – kraju, który przed atakami na swoją infrastrukturę rafineryjną zapewniał ponad jedną dziesiątą globalnych dostaw eksportowych tego paliwa. Wcześniejsze zakłócenia zmniejszyły dostępność, a rynek już przed nimi nie dysponował dużym marginesem bezpieczeństwa.

Choć instalacje w USA pracują na pełnych obrotach, a Indie agresywnie zwiększają eksport, korzystając z korzystnych cen, w Europie podaż paliw wciąż napotyka bariery wynikające z długotrwałych kłopotów strukturalnych w tym sektorze. Mimo rekordowo wysokich marż nie da się w krótkim czasie uruchomić nowych mocy produkcyjnych ani uzupełnić wyczerpanych rezerw. Co więcej, azjatyccy odbiorcy zastępują część dostaw z Bliskiego Wschodu amerykańską ropą, co dodatkowo zmienia globalne przepływy.

Wpływ na inflację

Bezpośrednie znaczenie dla inflacji mają ceny paliw, a nie samej ropy. Po ostatnich publikacjach danych inflacyjnych rynek odniósł wrażenie, że walka z inflacją została wygrana – analityk z XTB ostrzega jednak, że to odczucie może być tymczasowe. Taniejąca ropa dobrze wygląda w nagłówkach, ale nie przekłada się od razu na niższe rachunki na stacjach benzynowych ani na spadek kosztów transportu.

Dopóki rafinerie nie zwiększą przerobu lub letnie zapotrzebowanie nie spadnie, ceny benzyny i diesla mogą pozostawać wyraźnie zawyżone w porównaniu z ceną ropy. Kluczowe będzie obserwowanie, czy spread między surowcem a paliwami gotowymi zacznie się zwężać – dopiero wtedy realna ulga dla portfeli kierowców stanie się możliwa.

Rynek ignoruje korzystne warunki dla sektora

Co ciekawe, pomimo rekordowych marż rafineryjnych, wyceny spółek naftowych na giełdzie wciąż nie odzwierciedlają potencjalnych zysków płynących z tej sytuacji. Analityk Kamil Szczepański z XTB przyznaje, że rynek zdaje się całkowicie ignorować tak korzystne warunki dla tego sektora. Jak dodaje, konieczne może być oczekiwanie na publikację wyników oraz prognoz, aby wyceny nabrały momentum i przyciągnęły uwagę inwestorów.

Podsumowanie

Ceny ropy spadają, ale rafinerie wyciskają z tej sytuacji maksymalne marże. Ograniczona podaż gotowych paliw, zwłaszcza diesla, oraz rekordowy crack spread sprawiają, że kierowcy i gospodarka nie odczują jeszcze ulgi. Prawdziwa zmiana nastąpi dopiero wtedy, gdy różnica między ceną ropy a ceną benzyny i diesla zacznie się kurczyć.