Gdy na Bliskim Wschodzie wrze, złoty powinien uciekać z przerażenia, ale on… stoi jak skała. Przynajmniej na razie.

Ostatnie dni to prawdziwy rollercoaster geopolityczny, a jednak nasza waluta wykazuje niezwykłą stabilność. Raport Comparic.pl pokazuje, że mimo trwającego konfliktu na Bliskim Wschodzie, kurs EUR/PLN przesunął się zaledwie o 8 groszy w ciągu całego epizodu. Euro kosztuje obecnie 4,24 zł, dolar wyceniany jest na 3,63 zł, funt na 4,89 zł, a frank szwajcarski na 4,61 zł.

To absolutnie imponująca odporność – mówią analitycy. Inwestorzy zagraniczni wyglądają na niezwykle ufnych co do przyszłości naszej waluty, nawet biorąc pod uwagę deficyt, jaki mamy do sfinansowania.

Dlaczego rynki ignorują wojnę?

Choć sytuacja na Bliskim Wschodzie nie napawa optymizmem, światowe rynki finansowe zachowują wręcz olimpijski spokój. Wszystko przez trzy kluczowe czynniki.

Po pierwsze, rynki zdają się wierzyć, że Waszyngton nie chce eskalacji, a Donald Trump przed jesiennymi wyborami będzie szukać drogi do wyjścia z konfliktu. Po drugie, w USA trwa sezon wyników kwartalnych – inwestorzy żyją przede wszystkim spółkami technologicznymi, które wysłały amerykańskie indeksy na nowe maksima.

Po trzecie – i to chyba najważniejsze – wstępne odczyty PMI okazały się lepsze od oczekiwań. Wskaźniki PMI dla przemysłu poprawiły się w Europie, Japonii i USA. Co prawda w europejskich usługach widać spore pogorszenie (głównie w transporcie), ale dane potwierdzają, że ryzyko stagflacji jest niskie. Strach z marca, podobnie jak rok temu przy okazji ceł, po prostu się nie sprawdził.

Ale czy aby na pewno jest tak kolorowo?

Tutaj zaczynają się schody. Choć złoty zachowuje się stabilnie względem euro, inwestorzy masowo kupują dolara i ropę. Z raportu analityków z InternetowyKantor.pl wynika, że kapitał ucieka z Polski za ocean, co widać po osłabieniu złotego właśnie względem dolara (aż o 4 grosze w tydzień).

Jeszcze tydzień temu rentowność 10-letnich polskich obligacji skarbowych wynosiła 5,4%. Dziś to już 5,65% – to znak, że wyprzedano bardzo duży pakiet. Owszem, od obligacji uciekano też w innych krajach, ale skala zmian w największych gospodarkach była znacznie mniejsza. W trudnych czasach inwestorzy wolą trzymać papiery USA czy Niemiec, a nie polskie.

Dobre dane z Polski – chwilowa ulga

Wczorajsze dane o sprzedaży detalicznej w Polsce były wręcz rewelacyjne. W skali roku wzrosła o 9,8% wobec oczekiwanych 6,2%. W ujęciu miesięcznym marzec przyniósł skok o 20,6% – to efekt dłuższego miesiąca, korekty po słabym lutym i przygotowań do Wielkanocy.

Po tej publikacji złoty chwilowo umocnił się względem euro, ale to był tylko jeden pozytywny impuls. Nie odwrócił on dominującego trendu odpływu kapitału zagranicznego.

Ropa szaleje – 105 dolarów za baryłkę

Sytuacja w Cieśninie Ormuz wciąż jest napięta. Dwustronna blokada szlaku morskiego ogranicza dostęp do surowców energetycznych. Poprzedni tydzień zamknął się na poziomie 90 USD za baryłkę Brent, a dzisiaj mamy już 105 USD. To dowód na to, że rynki na poważnie rozgrywają scenariusz długotrwałej wojny, mimo przedłużonego zawieszenia broni.

Analitycy sądzili, że skoro przesunięto wizytę w Chinach na połowę maja, to do tego czasu konflikt się skończy. Na to się jednak nie zanosi.

Czy złoty utrzyma swoją żelazną twarz? Na razie trzyma się dzielnie, ale presja rośnie.