Ceny ropy wróciły po szczytach w okolice 110 dolarów za baryłkę. A co, jeśli to właśnie gigantyczny głód Chiny na ropę napędza ceny? Okazuje się, że Państwo Środka ma swoje sposoby, by zapewnić sobie dostawy – i to wbrew zachodnim sankcjom.

Rekordowa bariera dla kierowców

Konflikt w Iranie uderzył w około 20 proc. światowej podaży ropy, powodując gwałtowne wzrosty. W marcu cena baryłki ropy Brent na giełdzie ICE otarła się o 109,90 dolarów. Chińskie władze zareagowały największą w historii podwyżką maksymalnych cen detalicznych benzyny i diesla.

Kierowcy nie mają portfeli z gumy. Wolą ograniczyć przejazdy. To naturalna bariera dalszego popytu – tak sytuację komentuje źródło.

I to właśnie ta bariera płacowa kierowców zaczęła przekładać się na decyzje rafinerii. Część z nich po prostu wstrzymała zakupy surowca.

Chińskie „czajniczki” czekają na lepsze ceny

Kluczową rolę w chińskim rynku odgrywają niezależne, prywatne rafinerie, nazywane ze względu na rozmiar „czajniczkami” (teapot). W ostatnich miesiącach korzystały one z tanich zapasów rosyjskiej i irańskiej ropy. Jednak tymczasowe zezwolenia USA na zakup uwięzionej na morzu ropy spowodowały gwałtowny wzrost jej cen.

Tymczasem rabaty na irańską ropę dostarczaną do Chin topnieją. Obecnie surowiec ten sprzedawany jest po cenie równej lub tylko nieznacznie niższej od ceny ropy Brent. Przed rozpoczęciem wojny w Iranie rabaty przekraczały 10 dolarów.

Efekt? Rafinerie opóźniają plany zakupu. Liczba zapytań o ładunki przypływające w kwietniu i maju jest niewielka – relacjonuje Reuters.

Zapasy tanich „czajniczek” z prowincji Shandong mogą wystarczyć do końca kwietnia, jednak rafinerie borykające się z presją kapitałową będą zmuszone do wcześniejszego obniżenia stawek produkcyjnych – ostrzega Zhang Yuxin z Horizon Insights.

Pekin otwarcie przeciwko sankcjom USA

Ale to nie koniec historii. W tle tych zakupowych gier pojawia się kolejny, ważny czynnik: polityka. Stany Zjednoczone, chcąc ograniczyć wpływy Teheranu, nałożyły sankcje na pięć konkretnych chińskich firm, które mają kupować irańską ropę.

Odpowiedź Pekinu była jednoznaczna. Chińskie ministerstwo handlu ogłosiło, że nie zastosuje się do tych amerykańskich sankcji.

Chiński rząd konsekwentnie sprzeciwia się jednostronnym sankcjom, które nie uzyskały autoryzacji ONZ i nie mają oparcia w prawie międzynarodowym – brzmi oficjalny komunikat.

Zdaniem analityków, irańska ropa stanowiła w 2025 roku około 12 proc. całkowitego importu ropy do Chin, czyli około 1,4 miliona baryłek dziennie. To ogromna ilość.

Aby utrzymać te dostawy, powstała specjalna flota kilkuset statków potajemnie transportujących irański surowiec. Jak informował „Wall Street Journal”, niezależne rafinerie stały się kluczowym narzędziem Pekinu do omijania międzynarodowych restrykcji.

Co dalej z cenami ropy?

W grę wchodzą jeszcze przygotowywane spotkanie przywódców USA i Chin. Kolejne sankcje nakładane są w momencie dyplomatycznego impasu między Waszyngtonem a Teheranem.

Efekt jest taki, że rynek ropy jest rozpostarty między geopolityką a twardymi prawami ekonomii. Potężni gracze jak Chiny znajdą sposób na tani surowiec, ale ostatecznie to portfele zwykłych kierowców na stacjach paliw wyznaczają górną granicę ceny. Na razie ta granica właśnie się ujawniła, zmuszając nawet „czajniczki” do chwilowej pauzy. Czekają na lepszy moment. I patrzą na Pekin, który ma w tej grze własne, bardzo wyraźne zasady.