Czy świat jest gotowy na baryłkę ropy za 200 dolarów? Analitycy z potężnego Macquarie Group nie wykluczają takiego scenariusza, a wszystko zależy od jednej, krytycznej cieśniny i kalendarza.

W piątek rano kurs ropy Brent, globalnego benchmarku, spadał o 0,7 proc. do 101,18 USD. Nie dajcie się jednak zwieść tej chwilowej korekcie. Od rozpoczęcia wojny USA i Izraela z Iranem 28 lutego, cena surowca poszybowała w górę o około 40 proc.. A to może być dopiero przedsmak tego, co nadchodzi.

Makabryczna prognoza: 200 USD za baryłkę

Oto kluczowy warunek analityków Macquarie: cena ropy może wzrosnąć do rekordowych 200 USD za baryłkę, jeśli konflikt potrwa do czerwca, a Cieśnina Ormuz pozostanie zablokowana do tego czasu. Szacują oni prawdopodobieństwo takiego scenariusza na 40 proc..

„Gdyby Cieśnina Ormuz pozostała zamknięta przez dłuższy czas, ceny musiałyby wzrosnąć na tyle wysoko, aby „zniszczyć” historycznie wysoki poziom globalnego popytu na ropę” – głosi raport banku.

Ale jest też bardziej optymistyczna wizja. Scenariusz, w którym zakończenie wojny nastąpi do końca marca, ma 60 proc. szans. W takim przypadku ceny ropy mają gwałtownie spaść w nadchodzących miesiącach, ale nadal utrzymają się na poziomie sprzed wojny.

Nie tylko nagłówki. Kluczowa jest długotrwałość

Priyanka Sachdeva, analityczka w Phillip Nova, podkreśla, że rynek patrzy dalej niż na dzisiejsze wiadomości.

„Cena ropy naftowej opiera się na długotrwałości wojny, a nie tylko na nagłówkach prasowych. Każde bezpośrednie uszkodzenie infrastruktury naftowej lub przedłużający się konflikt mogą zmusić rynki do szybkiego wzrostu cen” – powiedziała.

I wojna się przedłuża. Wchodzi właśnie w piąty tydzień, a irański reżim nadal częściowo blokuje Cieśninę Ormuz. Do konfliktu przyłączyli się jemeńscy rebelianci Huti, wystrzeliwując rakiety w kierunku Izraela. Inwestorzy obawiają się, że zaczną oni ostrzeliwać statki w strategicznej cieśninie Bab al-Mandab.

Rynki w trybie „wyższych przez dłuższy czas”

Ed Yardeni, prezes Yardeni Research, zauważa, że globalne rynki akcji zaczynają już uwzględniać scenariusz „wyższych przez dłuższy czas” cen ropy i stóp procentowych. Ostrzega, że dalsza blokada Cieśniny Ormuz mogłaby pogłębić spadki na rynkach i zwiększyć ryzyko recesji.

Niepewność, w tym możliwość większego zaangażowania USA, prawdopodobnie utrzyma wysoką zmienność aż do czasu normalizacji przepływów ropy. A sygnałów eskalacji nie brakuje.

Geopolityczna beczka prochu

Prezydent USA Donald Trump w wywiadzie dla „Financial Times” stwierdził, że jego preferowaną opcją wobec Iranu byłoby „odebranie mu ropy”, porównując to do działań w Wenezueli.

Tymczasem „Washington Post” donosił, że Pentagon przygotowuje się do tygodni operacji lądowych w Iranie, w miarę jak tysiące amerykańskich żołnierzy przybywa na Bliski Wschód.

David Roche z Quantum Strategy wskazuje, że rynki coraz bardziej uwzględniają możliwość interwencji lądowej oraz przejęcia kluczowego irańskiego hubu eksportowego na wyspie Chark, przez którą płynie około 90 proc. irańskiej ropy. Taki krok odciąłby Iranowi przychody, ale ryzykowałby pełną eskalacją.

Arabia Saudyjska już działa, a historyczne rekordy blisko

Po wybuchu wojny Arabia Saudyjska nie czekała. Przekierowała sporą część swojego eksportu ropy do terminali nad Morzem Czerwonym, wysyłając tam nawet 7 mln baryłek surowca dziennie.

A tymczasem historyczny rekord cenowy z marca 2008 roku, kiedy baryłka kosztowała 145,65 USD, wydaje się coraz bliżej. Wówczas również powodem wzrostu były obawy o zablokowanie Cieśniny Ormuz. W tym roku cena ropy Brent rośnie już o 66 proc..

Rynki wstrzymują oddech. Każdy kolejny tydzień konfliktu przybliża nas do nieznanych dotąd poziomów cenowych i geopolitycznej niepewności. Decyzje zapadną nie tylko w gabinetach dowódczych, ale także na salach handlowych na całym świecie.