Co zrobić, gdy osłonowy pakiet CPN opróżnia budżet państwa, a koncerny paliwowe odnotowują ponadnormatywne zyski? Rząd ma już gotową odpowiedź: odciążyć główny worek, a koszt obciążyć sektor naftowy.

I tu pojawia się główna informacja: Ministerstwo Finansów przygotowuje projekt ustawy o podatku od nadzwyczajnych zysków. A co najważniejsze – termin na przyjęcie go przez Radę Ministrów to koniec czerwca. Tak wynika z oficjalnego wykazu prac legislacyjnych.

Cel jest jasny: przekierować miliardy z sektora naftowego

Zgodnie z rządowym planem, nadwyżkowe zyski, których nie byłoby w typowych warunkach rynkowych, mają posłużyć do sfinansowania kosztownych dla budżetu działań osłonowych.

„Nowa danina umożliwia redystrybucję części ponadnormatywnych zysków przedsiębiorstw sektora naftowego… poprzez wykorzystanie ich m.in. do sfinansowania działań osłonowych, obciążających aktualnie budżet państwa” – wskazano w wykazie prac.

W tym przypadku mowa konkretnie o pakiecie „Ceny Paliwa Niżej” (CPN), który obejmuje niższy VAT i akcyzę na paliwa oraz dzienne limity cen detalicznych.

Jak dokładnie ma działać ten podatek? Sprawdzamy założenia

Rząd nie pozostawia złudzeń. Mechanizm ma być precyzyjny i obejmuje:

  • Okres obowiązywania: od 1 marca 2026 do 31 grudnia 2026 r.
  • Objęci podatkiem: Przedsiębiorcy produkujący lub importujący niektóre paliwa ciekłe.
  • Podstawa opodatkowania: Nadwyżka przychodów ponad tzw. marżę referencyjną.

Czym jest owa „marża referencyjna”?

To kluczowe pojęcie dla całej konstrukcji. Stanowi ona poziom, powyżej którego zyski uznawane są za „nadzwyczajne”. Oblicza się ją na podstawie średniej marży sprzedaży danego podatnika z roku 2025, powiększonej o 20 proc..

„Proponowana konstrukcja gwarantuje, że wprowadzenie nowej daniny dokona się bez uszczerbku dla zwykłej rentowności przedsiębiorcy” – zapewnia rząd.

Stawka? Nie przeocz tego szczegółu: 75 procent

To niezwykle wysoka danina. Resort finansów tłumaczy, że stawka 75 proc. ma proporcjonalnie odzwierciedlać skalę nieoczekiwanych korzyści, jednocześnie zostawiając część środków po stronie podatnika.

Rozliczanie ma być oparte na mechanizmie samoobliczenia, z miesięcznymi zaliczkami i roczną deklaracją – tak, by na bieżąco zasilać budżet.

Ale najważniejsze pytanie: kto zapłaci i ile to da budżetowi?

Wszystko wskazuje, że głównym płatnikiem może być krajowy gigant. Minister finansów Andrzej Domański już w kwietniu wskazywał, że jedną z firm, która może zostać objęta tym podatkiem, jest Orlen.

I tu konkrety: szacunki rządu mówią, że wpływy z tego podatku mają przekroczyć 4 miliardy złotych. To gigantyczna kwota, która ma zniwelować ubytek w budżecie spowodowany tarczą paliwową. Premier Donald Tusk zapowiadał taki ruch już pod koniec marca.

Koniec czerwca to data, na którą trzeba będzie zwrócić szczególną uwagę. Jeśli projekt przejdzie, dla sektora paliwowego oznacza to rewolucję w modelu biznesowym już od przyszłego roku. Dla budżetu – realne zasilenie w środki.

Będziemy śledzić tę sprawę.