Koniec wakacji w miastach akademickich od lat oznacza wzmożony ruch na rynku najmu. Pierwsze wydatki potrafią jednak zaskoczyć: z danych Mzuri wynika, że student, który szuka pokoju w dużym mieście akademickim, musi średnio przygotować około 2,6 tys. zł na start. W Warszawie to już ponad 3 tys. zł, w Łodzi około 2 tys. zł.

Na tę kwotę składa się nie tylko pierwszy czynsz. Liczą się kaucja, opłaty administracyjne i media. W przypadku pokoju w dużym mieście same opłaty administracyjne i media to według Mzuri średnio od niespełna 400 do ponad 500 zł miesięcznie. Kaucja najczęściej odpowiada miesięcznemu czynszowi albo jego części – nawet jeśli po zakończeniu umowy wraca do najemcy, trzeba ją wyłożyć z góry.

Stąd realne progi wejścia są znacznie wyższe niż kwoty widoczne w ogłoszeniach. Całkowity koszt rozpoczęcia najmu pokoju wynosi od około 2038 zł w Łodzi do nawet 3180 zł w Warszawie. Różnica między tymi miastami to ponad 1100 zł. Dobrze pokazuje to przykład z warszawskiej oferty Mzuri: czynsz wynosi tam 2600 zł, ale po doliczeniu opłat administracyjnych i mediów miesięczny koszt dla jednej osoby sięga 3570 zł, a dodatkowo wymagana jest pełna kaucja.

Jeszcze większe kwoty trzeba mieć przy wynajmie całego mieszkania. Samodzielne zajęcie jednopokojowego lokalu oznacza konieczność przygotowania około 5 tys. zł w Łodzi, około 6,6 tys. zł w Krakowie i we Wrocławiu oraz nawet 7,5 tys. zł w Warszawie. W przypadku dwupokojowego mieszkania w stolicy próg może przekroczyć 10 tys. zł.

Czynsze stabilne, ale nie wszędzie

Na rynku jest jednak coś, co daje najemcom trochę oddechu. Według danych GetHome.pl w sierpniu mediana czynszów w większości największych polskich miast nie wzrosła ani względem poprzedniego miesiąca, ani względem sierpnia 2025 r. Wyjątkiem był Kraków, gdzie mediana zwiększyła się o 3% miesiąc do miesiąca i wróciła do poziomu sprzed roku. Portal GetHome.pl wskazuje, że stabilizację stawek wspiera duża liczba dostępnych mieszkań, która zwiększa konkurencję między właścicielami.

Studencki wyścig i pytania o zakup

Tegoroczny sezon ma jednak ostrzejszy przebieg niż zwykle. Marcin Jańczuk z agencji Metrohouse mówi wprost:

Ten rok jest wyjątkowy, bo na studia aplikuje wyjątkowo dużo kandydatów. Zainteresowanie najmem studenckim jest większe niż w poprzednich latach.

Ekspert dodaje, że przybywa też pytań o mieszkania na własność. Jeśli klienci szukają lokali dobrze skomunikowanych z uczelniami, zwykle można domniemywać, że kupują je dla dzieci. Preferencje studentów są wyraźne: chętnie wybierają nowsze budownictwo, w pełni wyposażone mieszkania i zwracają uwagę na klimatyzację, garaż czy bezpośredni dojazd do kampusu. Wciąż popularne są mieszkania dwupokojowe, bo wielu studentów rozgląda się za lokum w dwie osoby.

Zainteresowanie widać też u deweloperów. J.W. Construction Holding odnotował wzrost liczby zapytań o mieszkania „studenckie”. Ronson Development słyszy najczęściej o lokalach gotowych lub z bliskim terminem oddania, a Dom Development – o kawalerkach i dwupokojowych mieszkaniach z aneksem kuchennym.

Kupno zamiast wynajmu?

Część rodziców rozważa zakup zamiast najmu. Według Tabelaofert pod koniec lipca co czwarte mieszkanie oferowane przez deweloperów było gotowe do zamieszkania. W Łodzi udział gotowych lokali sięgał niemal 40 proc. oferty, w Trójmieście około 15 proc. Gotowych, kompaktowych lokali do 36 mkw. jest jednak w siedmiu największych rynkach tylko 2,5 tys., czyli 14 proc. wszystkich ukończonych mieszkań.

Średnie ceny takich mieszkań według Tabelaofert: w Warszawie ok. 726 tys. zł, w Krakowie 637 tys. zł, we Wrocławiu i Trójmieście ok. 614 tys. zł, a w Łodzi ok. 371 tys. zł.

Eksperci studzą jednak entuzjazm wobec inwestycji „pod studentów”. Marcin Jańczuk zwraca uwagę na demografię: studentów będzie ubywać, część osób rezygnuje z tradycyjnych studiów, więc opieranie inwestycji wyłącznie na tej grupie jest ryzykowne. Mimo wszystko samo wejście na rynek najmu pozostaje drogie – a najemcy muszą mieć gotówkę nie tylko na czynsz, ale też na kaucję i opłaty, zanim dostaną klucze.