Czy pięciotygodniowa seria spadków na Wall Street to już tylko wspomnienie? Amerykański indeks S&P 500 wzrósł o 3,4% w skróconym tygodniu handlowym, notując najlepszy wynik od listopada i przerywając najdłuższą passę spadków od 2022 roku. Ale zarządzający funduszami już ostrzegają: to może być tylko chwilowa ulga, a hossa trwająca niemal nieprzerwanie od 2020 roku jest poważnie zagrożona.

Geopolityka dyktuje warunki

Cały tydzień był emocjonalnym rollercoasterem. Jeszcze w poniedziałek S&P 500 balansował na granicy formalnej korekty (spadku o 10% od szczytu). Czwartkowa sesja rozpoczęła się od gwałtownej wyprzedaży po orędziu Donalda Trumpa dotyczącym Iranu i Cieśniny Ormuz. Prezydent zapowiedział kolejne operacje militarne i odmówił gwarancji ponownego otwarcia kluczowego szlaku transportu ropy i gazu.

Reszta świata nie znalazła w tym przemówieniu nic dla siebie, jednak amerykańscy inwestorzy, wierni strategii kupowania na dołkach, nie dali się ponieść panice – ocenia Steve Sosnick, główny analityk Interactive Brokers.

Nastroje odmieniły się po doniesieniach o rozmowach irańsko-omańskich. Wspólne prace nad protokołem monitorującym ruch w Cieśninie Ormuz wystarczyły, by rynek uwierzył w deeskalację i odrobił straty.

Eksperci studzą entuzjazm

Ale czy to odbicie ma solidne fundamenty? Eksperci są sceptyczni. Mark Hackett, główny analityk rynkowy w Nationwide, wskazuje, że rynek wciąż bardzo reaguje na nagłówki, a utrzymanie stałej tendencji wzrostowej jest mało prawdopodobne bez namacalnych oznak deeskalacji.

Jeszcze dosadniej wyraził się Mark Malek z Muriel Siebert & Co., który zauważył, że wzrosty z ostatnich dni były napędzane wyłącznie nadzieją – a nadzieja to nie strategia.

Kluczowym elementem budującym niepewność jest skrajnie nieprzewidywalna polityka Donalda Trumpa. W niedzielę na platformie Truth Social pojawił się jego wpis sugerujący, że jeśli Iran nie zgodzi się na zawieszenie broni, USA zbombardują kolejne mosty oraz elektrownie. Termin nowego ultimatum wyznaczono na wtorek 7 kwietnia, godzinę 20:00 czasu wschodnioamerykańskiego.

Ryzyko stagflacji i koniec „ratunku”

Zarządzający funduszami wskazują, że długi konflikt między USA a Iranem grozi stagflacją i głęboką recesją. Każdy kolejny dzień wojny generuje impulsy inflacyjne poprzez wzrost cen ropy, gazu oraz zakłócenia w transporcie towarów.

W negatywnym scenariuszu modele finansowe wskazują na brak przestrzeni do obniżania stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Dla indeksu S&P 500, zdominowanego przez spółki technologiczne o wysokich wycenach, utrzymujący się wysoki koszt pieniądza jest zabójczy.

Zamiast oczekiwanego luzowania polityki monetarnej, inwestorzy mogą stanąć przed widmem stagflacji, co sprawi, że Fed będzie miał związane ręce i nie będzie mógł wystąpić w roli „ratownika” rynków finansowych, jak miało to miejsce dotychczas.

Tesla ciągnie Nasdaq w dół

Na tle ostrożnego optymizmu wyraźnie odstawały wyniki Tesli. Akcje producenta spadły o 5,4% po rozczarowujących danych sprzedażowych za Q1 2025. Firma dostarczyła globalnie 358 023 pojazdy – wynik znacznie poniżej oczekiwań analityków, którzy prognozowali średnio 372 160 pojazdów. To jeden z najgorszych wyników kwartalnych sprzedaży Tesli od lat, który uderzył w wycenę spółki i ograniczył potencjał wzrostu indeksu Nasdaq 100.

Wall Street między młotem a kowadłem

Sentyment do amerykańskich akcji jest rozdarty. Z jednej strony mamy sektor technologiczny, tzw. „Wspaniałą Siódemkę”, który przez lata stanowił o sile S&P 500, ale obecnie mierzy się z opiniami o byciu przewartościowanym. Z drugiej strony pojawiają się głosy o renesansie starej gospodarki.

Mechanizm „buy the dip” może przestać działać, a brak ratunku ze strony instytucji państwowych zmusi rynek do bolesnego poszukiwania nowej równowagi. Inwestorzy, którzy weszli na rynek po 2020 roku, mogą nie być przygotowani na scenariusz, w którym politycy nie są w stanie zatrzymać spadków.

Eksperci radzą zachowanie ostrożności i budowanie pozycji w gotówce, czekając na wyklarowanie się sytuacji geopolitycznej. Koniec hossy na S&P 500 wydaje się być coraz bardziej prawdopodobny w miarę jak wyczerpują się pro-wzrostowe czynniki, a ich miejsce zajmuje nieprzewidywalność polityczna i ryzyko stagflacji.