Balansujesz na granicy 24 punktów karnych i kolejny mandat może oznaczać utratę prawa jazdy? Okazuje się, że niektórzy kierowcy odkryli prosty, legalny sposób, by odsunąć tę czarną chmurę na horyzoncie.

Jak opisuje portal bezprawnik.pl, sekret tkwi w jednym ruchu: odmowie przyjęcia mandatu i skierowaniu sprawy do sądu. To nie jest żadna szara strefa, tylko pełnoprawne wykorzystanie procedur.

Co się dzieje po odmowie?

Standardowo, przyjmując mandat, punkty lądują na twoim koncie natychmiast. Odmowa zmienia wszystko. Punkty karne nie znikają, ale trafiają do swoistej „poczekalni” – zostają oznaczone jako tymczasowe.

Kluczowe jest to, że do czasu prawomocnego wyroku sądu nie są one brane pod uwagę przy ocenie aktualnego stanu twojego konta. Dla osób tuż przy limicie, ta różnica może być zbawienna.

Gra na czas. Na czym polega przewaga?

Stan zawieszenia może trwać miesiące, a nawet lata – wszystko zależy od tempa postępowania sądowego. I tu pojawia się potencjalna korzyść.

W czasie, gdy sprawa czeka na rozstrzygnięcie, wcześniej naliczone punkty mogą… wygasnąć. Zgodnie z przepisami dzieje się to po 12 miesiącach od zapłacenia mandatu.

„Jeśli więc kierowca wstrzyma przypisanie nowych punktów i jednocześnie ‘przeczeka’ przedawnienie starych, może uniknąć przekroczenia limitu” – opisuje bezprawnik.pl.

Przeczekać czy działać?

Zyskany czas można też wykorzystać aktywnie. Kierowcy mają możliwość – raz na pół roku – wzięcia udziału w specjalnym kursie w wojewódzkim ośrodku ruchu drogowego. Jego ukończenie pozwala zmniejszyć liczbę punktów aż o sześć.

Dla kogoś z 22 czy 23 punktami na koncie, to może być różnica między prowadzeniem samochodu a pieszymi wycieczkami.

Druga strona medalu

Czy to oznacza, że system faktycznie sprzyja kierowcom? Przewlekłość postępowań sądowych bywa w tym kontekście korzystna. Zanim zapadnie wyrok, część punktów może po prostu „zniknąć” z ewidencji.

Ale uwaga – to strategia wysokiego ryzyka, bez gwarancji sukcesu. Jak tłumaczy były policjant drogówki, odmowa mandatu uruchamia inną machinę.

„Z chwilą odmowy przyjęcia mandatu karnego, do czego każdy ma prawo, do sądu kierowany jest wniosek o ukaranie kierowcy” – podkreśla.

I tu pojawia się haczyk. Oprócz grzywny, którą określi sąd (często wyższej niż pierwotny mandat), dochodzą koszty postępowania sądowego. Mogą one sięgać nawet kilku tysięcy złotych, zwłaszcza jeśli w sprawie powołano biegłych.

Szybko czy wolno? To zależy od miejsca

Czy zawsze można liczyć na wieloletnie przeciąganie sprawy? Nie wszędzie. Były policjant wskazuje, że w dużych miastach postępowanie może toczyć się latami, ale w mniejszych ośrodkach wygląda to inaczej.

„W miastach powiatowych (…) to maksymalnie kilka miesięcy. (…) Zwykłe wykroczenia jakimi najczęściej jest przekroczenie prędkości czy korzystanie z telefonu podczas jazdy to idzie błyskawicznie, bo to banalnie proste sprawy” – konkluduje.

Podsumowując, mechanizm „zawieszenia” punktów istnieje i można go wykorzystać. To legalna opcja dla tych, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji. Pamiętajmy jednak, że to gra, w której stawką jest nie tylko czas, ale też potencjalnie wyższe koszty. Czasem prostszym rozwiązaniem może być po prostu… kurs reedukacyjny.