Czy czujesz, że oddech franka na karku robi się coraz cieplejszy? Dla tysięcy polskich rodzin, które jeszcze kilka lat temu wiązały swój kredytowy los z tą walutą, każdy jej ruch oznacza realne zmiany w domowym budżecie. A ostatnie dni przyniosły kolejne, wyraźne pchnięcie w górę.

Wszystkie wskazówki idą w górę

Wczorajszy kurs franka szwajcarskiego (CHF) do złotego (PLN) wyniósł 4,6405 zł. Co to oznacza w praktyce? Patrząc dzień do dnia, waluta umocniła się o +0,0121 zł. I tutaj zaczyna się robić ciekawie – bo w skali całego tygodnia wzrost był identyczny, także +0,0121 zł. To nie jest przypadek, to wyraźny, stabilny trend zwyżkowy. Jak zauważa Business Insider, dzień wcześniej kurs zamknął się na poziomie 4,6468 zł, także ze wzrostem o tę samą kwotę.

Dlaczego frank to nie tylko waluta turystów?

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Frank szwajcarski, wprowadzony do obiegu w 1850 roku na terenie Konfederacji Szwajcarskiej, jest używany oficjalnie tylko w dwóch krajach: Szwajcarii i Liechtensteinie. Mimo to, obok dolara i euro, uznawany jest za jedną z najważniejszych i najbezpieczniejszych walut świata.

„Waluta Szwajcarii jest uważana za jedną z tak zwanych 'bezpiecznych przystani’. Oznacza to, że w momencie kryzysów i finansowych zawirowań na rynkach finansowych inwestorzy uciekają do franka jako do bezpiecznej waluty” – przypomina źródło.

I właśnie ta cecha ma bezpośredni wpływ na życie wielu Polaków. W ostatnich latach wiele kredytów hipotecznych w Polsce było denominowanych właśnie we franku szwajcarskim. Początkowo atrakcyjne, niskie stopy procentowe w Szwajcarii obiecywały niższe raty. Historia pokazała jednak, jak zmienne mogą być te warunki.

Historia lubi się powtarzać?

Mechanizm jest prosty i bolesny: gdy na światowych rynkach pojawia się niepewność, kapitał szuka schronienia. A jednym z ulubionych miejsc do takiej „ucieczki” jest właśnie frank szwajcarski. Wzrost popytu na tę walutę prowadzi do jej umocnienia. A umocnienie franka oznacza wyższe koszty obsługi kredytów dla wszystkich, którzy zobowiązania mają właśnie w CHF.

Efekt ten był wyraźnie widoczny podczas kryzysu z 2008 roku, kiedy napływ kapitału do „bezpiecznej przystani” znacząco wzmocnił franka. Dziś, gdy kurs konsekwentnie pnie się w górę zarówno dziennie, jak i tygodniowo, pytanie brzmi: czy jesteśmy świadkami początku podobnego zjawiska?

Dla posiadaczy kredytów frankowych każdy dodatkowy grosz w kursie oznacza realną, miesięczną podwyżkę raty. Aktualny poziom 4,6405 zł to wyraźny sygnał, by uważnie przyglądać się notowaniom i przygotować domowy budżet na ewentualne dalsze wzrosty. Bezpieczna przystań dla światowych inwestorów może właśnie stawać się źródłem finansowych zmartwień dla polskich kredytobiorców.