Szok Ormuzu nie odpuszcza. Goldman Sachs przestawia prognozy cen ropy na wyższe tory
Pixabay.com / lucasgeorgewendt
Czy zapłacimy nawet 90 dolarów za baryłkę ropy Brent na koniec 2026 roku? Wygląda na to, że giełdowi giganci zaczynają przygotowywać nas na taki właśnie scenariusz.
Analitycy Goldman Sachs właśnie znacząco podnieśli swoje prognozy dla surowca. W nowym raporcie, cytowanym przez Bloomberg, bank zakłada, że średnia cena ropy Brent w ostatnim kwartale 2026 roku wyniesie 90 dolarów za baryłkę. To aż o 10 dolarów więcej niż poprzednie oczekiwania!
Skąd tak ostry zwrot?
Powód? Zamknięcie strategicznej Cieśniny Ormuz przez USA wywołało prawdziwy szok podażowy. Goldman Sachs wskazuje, że eksport ropy z Bliskiego Wschodu wróci do normy później, niż sądzono – dopiero pod koniec czerwca, a nie w połowie maja.
A tuż za tym idą rekordowe spadki globalnych zapasów. W kwietniu światowe rezerwy ropy mogły kurczyć się w tempie nawet 11-12 milionów baryłek dziennie. Jak podkreślają analitycy, to „ekstremalne” tempo redukcji.
„Szacujemy, że utracone 14,5 miliona baryłek ropy naftowej dziennie w Zatoce Perskiej powoduje, że globalne zapasy ropy spadną w rekordowym tempie” – napisano w raporcie.
Efekt w liczbach i na stacjach
Od połowy kwietnia ceny ropy poszybowały w górę o ponad 20%. W poniedziałek baryłka Brent kosztowała ponad 106 dolarów. To wciąż poniżej marcowego szczytu blisko 120 dolarów, ale – jak zaznacza Goldman Sachs – obecne poziomy są „prawie o 30 dolarów wyższe niż przed 'szokiem’ Ormuz”.
Co gorsza, to nie tylko chwilowa zadyszka. Bank ostrzega przed długoterminowymi skutkami. W dłuższej perspektywie zdolności produkcyjne Zatoki Perskiej mogą spaść o około 500 tysięcy baryłek dziennie, głównie z powodu uszkodzeń infrastruktury w Iraku.
Ciemne chmury nad gospodarką
Goldman Sachs nie pozostawia złudzeń: „bezprecedensowa skala szoku” może prowadzić do niedoborów produktów naftowych i poważnie uderzyć w globalną gospodarkę. Ryzyko gospodarcze jest ich zdaniem większe, niż sugeruje scenariusz bazowy.
W bieżącym kwartale rynek może odnotować deficyt na poziomie 9,6 miliona baryłek dziennie. Dla porównania – rok temu mieliśmy do czynienia z nadwyżką.
Ale giełdy… rosną?
Co ciekawe, póki co globalne rynki akcji zdają się ignorować niebezpieczeństwo. W piątek indeksy S&P 500 i Nasdaq Composite zamknęły się na rekordowych poziomach, napędzane dobrymi wynikami spółek.
Analitycy Goldman Sachs przestrzegają jednak przed zbytnią euforią. Wskazują, że jeszcze większe spadki popytu na energię mogą być konieczne, jeśli szok podażowy się przedłuży. Czyli drogie paliwo może w końcu zdławić konsumpcję i gospodarkę.
Wszystkie oczy są teraz zwrócone na Bliski Wschód. Kontrakty terminowe na ropę notują już szósty dzień wzrostów z rzędu, utrzymując się w okolicach 108 dolarów. To pokazuje, że rynek pozostaje wyjątkowo nerwowy i każda wiadomość geopolityczna może znów wywołać gwałtowne ruchy.
Jedno jest pewne: era taniej ropy na razie się nie wróci.
O autorze
Dziennikarka ekonomiczna, specjalistka ds. makroekonomii i fintechu Dziennikarka z bogatym doświadczeniem redakcyjnym zdobytym w ogólnopolskich dziennikach opiniotwórczych. Absolwentka wiodącej uczelni ekonomicznej, specjalizująca się w makroekonomii, polityce pieniężnej oraz analizie zachowań konsumenckich. Jej teksty dotyczące wpływu stóp procentowych na rynek hipotek były wielokrotnie cytowane w głównych mediach krajowych, m.in. w największych telewizyjnych stacjach informacyjnych. W swoich publikacjach analizuje modele biznesowe sektora fintech i e-commerce, ze szczególnym uwzględnieniem struktur marżowych. W pracy badawczej i publicystycznej nie ucieka od trudnych tematów społecznych, takich jak nierówności dochodowe i realny wpływ inflacji na domowe budżety.