Czy wizja miliardowych kontraktów handlowych między USA a Chinami przysłoniła niebezpieczny punkt zapalny? Wszystkie okołowizycyjne gesty Donalda Trumpa i Xi Jinpinga mogą prysnąć jak bańka mydlana za sprawą jednej kwestii – Tajwanu. I właśnie ta sprawa wybrzmiewa teraz z podwójną mocą, tuż po zakończeniu wizyty amerykańskiego prezydenta w Pekinie.

Sprzeciw Chin wobec sprzedaży broni przez USA regionowi Tajwanu pozostaje niezmienny i jednoznaczny – te słowa rzecznika chińskiego MSZ Guo Jiakuna padły dosłownie dzień przed wizytą Trumpa. Nie była to przypadkowa deklaracja. To celowy, mocny sygnał wysłany tuż przed najwyższym szczeblem negocjacji.

Handlowe wabiki a polityczne ultimatum

Jak zauważa dr Michał Bogusz z Ośrodka Studiów Wschodnich, Xi Jinping dążył do zachowania spokoju w relacjach z USA przed zbliżającym się kluczowym zjazdem partii. Jego strategia? Zaproponować Trumpowi wizję szeroko zakrojonego porozumienia handlowego. W grę wchodziły zakupy amerykańskiej soi, samolotów Boeinga i innych towarów o wartości „miliardów dolarów”.

Podczas wizyty Donalda Trumpa w Chinach Xi Jinping publicznie podkreślał potrzebę pokojowego współistnienia i wzajemnie korzystnej współpracy między oboma krajami.

Trump ochoczo ogłosił zawarcie „fantastycznych umów handlowych”, a Xi Jinpinga nazwał przyjacielem i wybitnym liderem. Sielanka? Nie do końca. Już dzień później chińskie ministerstwo handlu studziło emocje, określając porozumienia jako „wstępne”, a negocjacje jako wciąż trwające.

Tajwan: kluczowy warunek Pekinu

Oto sedno sprawy. Dr Bogusz zwraca uwagę, że Pekin może uzależniać realizację tych umów handlowych od kwestii sprzedaży amerykańskiej broni na Tajwan. Chińskie władze traktują tę kwestię jako kluczowy warunek dalszej współpracy. Przypomnijmy: w grudniu ubiegłego roku administracja Trumpa zatwierdziła rekordową sprzedaż broni dla Tajpej o wartości 11 mld dolarów. Kolejna transakcja, opiewająca na około 14 mld dolarów, wciąż czeka na podpis prezydenta.

Sam Trump przed wizytą określał te dostawy jako „dobrą kartę negocjacyjną”. Ale podczas rozmów w Pekinie Xi Jinping jasno postawił sprawę. Chińskie MSZ przekazało, że chiński przywódca ostrzegł Trumpa, iż niewłaściwe rozwiązanie kwestii Tajwanu może doprowadzić do poważnego sporu, a nawet konfliktu.

Wang Yi określił sprawę wyspy mianem „największego czynnika ryzyka” w relacjach między Pekinem a Waszyngtonem.

Niepewność, która niepokoi cały region

Decyzja Trumpa w tej sprawie jest kluczowa. Zdaniem dr. Bogusza, jeśli prezydent USA zatwierdzi cały pakiet sprzedaży, Pekin będzie zmuszony do zdecydowanej reakcji, co może doprowadzić do szybkiej eskalacji. Z drugiej strony, rezygnacja mogłaby zostać odebrana jako oznaka słabości. Po rozmowach Trump przyznał, że nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji.

Ta niepewność nie dotyczy tylko dwóch mocarstw. Z opracowania amerykańskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) wynika, że Tajwan, Japonia oraz Korea Południowa obawiają się scenariusza, w którym amerykański prezydent zgodzi się na ustępstwa kosztem ich bezpieczeństwa. W zamian za chińską pomoc w innych sprawach, np. na Bliskim Wschodzie, fundamenty bezpieczeństwa w Azji mogłyby trafić na stół negocjacyjny.

Chińska dyplomacja bacznie obserwuje zaangażowanie militarne USA w innych regionach, np. w operacjach wymierzonych w Iran. Jak ocenia Lyle Goldstein z think tanku Defense Priorities, korzystne dla Pekinu jest to, że amerykański sprzęt i amunicja są zużywane gdzie indziej, co uszczupla zasoby potencjalnie przeznaczone dla Tajpej.

Gotowość do 2027 roku i wewnętrzna presja

Dla Xi Jinpinga Tajwan to sprawa o fundamentalnym znaczeniu, także wewnątrz kraju. Zdaniem analityka, wywieranie presji w tej sprawie wzmacnia pozycję przywódcy w strukturach partyjnych, gdzie rośnie rola młodszej, nacjonalistycznie nastawionej kadry. Xi Jinping polecił już armii osiągnąć gotowość do ewentualnej operacji przeciwko Tajwanowi do 2027 roku – co zbiega się w czasie z kolejnym zjazdem partii.

„Wielki deal” handlowy między USA a Chinami wisi więc na bardzo cienkiej nici. I ta nić ma nazwę – Tajwan. Decyzja Donalda Trumpa w sprawie miliardowych dostaw broni może w jednej chwili przekreślić wszystkie handlowe obietnice i postawić oba mocarstwa na krawędzi poważnego kryzysu. Gra toczy się o najwyższą stawkę.