Konflikt na Bliskim Wschodzie wymusza na największych eksporterach ropy tworzenie nowych, nieoficjalnych tras dostaw. Kluczowym elementem tej strategii stał się system przeładunku surowca z jednego tankowca na drugi na otwartym morzu, który rozwinął się na masową skalę u wybrzeży Omanu.

Kto stoi za operacją?

Zjednoczone Emiraty Arabskie, Irak, Katar oraz Kuwejt – to główni uczestnicy programu, który rozpoczął się kilka miesięcy temu. Tankowce, po bezpiecznym pokonaniu Cieśniny Ormuz, przekazują ładunek innym jednostkom w Zatoce Omańskiej. Jak podają źródła, system ten stał się podstawowym kanałem zaopatrzenia światowych rynków od początku obecnej fazy konfliktu. Kraje te kontynuują eksport, choć ataki dosięgają statki nawet w obecności eskorty wojskowej.

Czterokrotny wzrost floty pod Omanem

Satelitarne zdjęcia unijnego systemu obserwacji ujawniają, że przy omańskim brzegu zgromadziło się około 150 zbiornikowców. Dla porównania, w styczniu było ich zaledwie około 40 – to skok o niemal 300% w ciągu kilku miesięcy. Większość z tych jednostek czeka na przyjęcie ropy od tankowców, które po przepłynięciu cieśniny wyłączają transpondery, by nie ujawniać swojej pozycji.

Arabia Saudyjska zwiększa zaangażowanie

Dotychczas przeładunki między tankowcami były przez saudyjskie królestwo stosowane sporadycznie. Teraz nastąpiła zmiana – w związku z rosnącym zagrożeniem ze strony wspieranych przez Iran hutych jemeńskich na Morzu Czerwonym, Arabia Saudyjska znacząco rozszerzyła swój udział w tym systemie. W ostatnim tygodniu dwa statki załadowały surowiec w Ras Tanura, głównym saudyjskim terminalu eksportowym. Państwowy koncern Bahri, który zarządza krajową flotą tankowców, rozmieścił u wybrzeży Omanu 16 supertankowców o łącznej pojemności 38 mln baryłek. Kolejne trzy jednostki są w drodze do regionu.

Adnoc nie zwalnia tempa

Emiracki koncern Adnoc, kontrolowany przez rząd Zjednoczonych Emiratów Arabskich, prowadzi sprzedaż na poziomie przekraczającym 135 mln baryłek dla odbiorców z różnych kontynentów. Kolejne rundy ofert handlowych są ogłaszane mimo poważnych ryzyk dla załóg i jednostek pływających.

Wolumeny trudne do oszacowania

Według źródeł zaznajomionych z operacjami, dzienny wolumen transportowany tą trasą przekracza 4 mln baryłek. Dokładne pomiary są jednak utrudnione, ponieważ kapitanowie często dezaktywują transpondery, by zachować anonimowość. Analitycy i handlowcy mają przez to ograniczone możliwości śledzenia przepływu surowca.

Eskalacja napięć w regionie

System przeładunków nabiera szczególnego znaczenia w obliczu zaostrzającego się konfliktu. We wtorek brytyjska Agencja ds. Operacji Handlowych na Morzu poinformowała o ataku na statek towarowy w Cieśninie Ormuz. Uszkodzona została maszynownia, a jeden członek załogi zginął. Pozostali marynarze otrzymują pomoc od Straży Przybrzeżnej Omanu.

Jednocześnie wygasło w poniedziałek 60-dniowe zawieszenie broni między USA a Iranem, bez formalnego porozumienia uzupełniającego. Prezydent Donald Trump wykluczył przedłużenie rozejmu, argumentując, że Teheran nie zaakceptuje warunków koniecznych do zakończenia wojny.

Głosy z obu stron

W niedzielę Trump powiedział w wywiadzie dla Fox News, że Stany Zjednoczone „zbombardują” Oman, jeśli „stanie im na drodze”. Z kolei Ebrahim Zolfaghari, rzecznik irańskiego wojska, ostrzegł, że statki próbujące przepłynąć przez cieśninę „znajdą kilka pięknych dziur w kadłubach”. Według doniesień „Wall Street Journal”, irańskie władze nie zamierzają łagodzić konfliktu, a wręcz przeciwnie – dążą do jego eskalacji, by podnieść koszty ponoszone przez USA i ich regionalnych sojuszników.

Ropa drożeje z powodu deficytu

Zanim wybuchł konflikt, przez Cieśninę Ormuz płynęło codziennie 20 mln baryłek ropy. Obecnie to około 9 mln baryłek. Sekretarz energii USA podał, że całkowity eksport regionu, uwzględniając rurociągi i inne trasy, wynosi około 15 mln baryłek dziennie – o 5 mln mniej niż w normalnych warunkach. Ten brak podaży winduje ceny: we wtorek ropa Brent kosztowała ponad 91 dolarów, a amerykańska WTI około 84 dolarów.