Trump celuje w naftową twierdzę Iranu. Czy wyspa Chark stanie się nowym celem?
Pixabay.com / mostafa_meraji
Czy Donald Trump jest gotowy na ryzykowny desant, by przejąć gospodarcze serce Iranu? Prezydent USA otwarcie rozważa atak na wyspę Chark – kluczowy terminal, przez który przepływa 90% irańskiego eksportu ropy. To nie są puste groźby, a realna opcja militarna, która może zachwiać globalnymi rynkami.
Gospodarcze serce pod ostrzałem
Położona zaledwie 30 km od irańskiego wybrzeża wyspa Chark to prawdziwa żyła złota dla Teheranu. Zlokalizowany tu największy irański terminal naftowy ma przepustowość 7 mln baryłek dziennie. To właśnie stąd dziewięć na dziesięć baryłek trafia głównie do Chin – od początku 2026 roku ropa z Iranu stanowiła 11,5% chińskiego importu morskiego.
„Szczerze mówiąc, najbardziej podoba mi się pomysł przejęcia ropy w Iranie” – przyznał Trump w wywiadzie dla „Financial Times”, porównując potencjalną operację do amerykańskiej interwencji w Wenezueli.
Ale tu pojawia się kluczowe pytanie: czy przejęcie wyspy rzeczywiście da USA kontrolę nad irańską ropą? Eksperci studzą entuzjazm.
„Zajęcie wyspy Chark niewiele zmienia z punktu widzenia amerykańskiego wpływu na rynek ropy. To terminal eksportowy, do niego potrzebne są dostawy ropy. Przecież nie będą prosić Teheranu o dalsze dostawy” – stwierdza Andrzej Sikora, prezes Instytutu Studiów Energetycznych, w rozmowie z money.pl.
Iran nie pozostaje bierny
Teheran doskonale zdaje sobie sprawę ze strategicznego znaczenia Charku. Według informacji CNN, powołujących się na amerykański wywiad, Iran w ostatnich tygodniach przesuwał personel wojskowy i fortyfikował wyspę w przygotowaniach do ewentualnego ataku.
Co konkretnie zrobili? Przerzucili dodatkowe przenośne zestawy pocisków przeciwlotniczych, rozmieścili miny przeciwpiechotne i przeciwpancerne wokół wyspy, w tym na linii brzegowej – idealnym miejscu do potencjalnego desantu amerykańskich wojsk.
Militarna układanka
Z czysto militarnego punktu widzenia Chark wydaje się celem „uchwytnym”. Były dowódca Centralnego Dowództwa USA, Joseph Votel, uważa, że samą wyspę dałoby się zająć stosunkowo szybko, być może nawet siłami rzędu 800–1000 żołnierzy. Prawdziwym wyzwaniem byłoby jednak utrzymanie pozycji.
„Z militarnego punktu widzenia wkroczenie na tę wyspę wojsk amerykańskich wiązałoby się ze zwiększeniem liczby ofiar po stronie USA. Nie wiem, czy są na to gotowi” – ocenia Andrzej Sikora.
Analitycy z Fundacji Obrony Demokracji ostrzegają, że żołnierze USA byliby narażeni na ataki rakietowe i ataki dronów, w tym potencjalnie małych, ale śmiercionośnych dronów. Emerytowany admirał James Stavridis dodaje, że Irańczycy zrobią wszystko, co w ich mocy, aby zadać jak największe straty siłom amerykańskim.
Czy Iran ma plan B?
Gdyby Chark został wyłączony, Iran nie utraciłby całego eksportu ropy, choć z pewnością straciłby jego główną arterię. Według raportu EIA kraj posiada jeszcze dwa zapasowe terminale w Zatoce Perskiej: Lavan i Sirri, które przejęły eksport podczas iracko-irańskiej wojny lat 80.
Są też mniejsze terminale Cyrus i Bahregansar oraz terminal Assaluyeh nad Morzem Kaspijskim. Alternatywą jest Jask znajdujący się nad Zatoką Omańską, już poza Cieśniną Ormuz. Problem w tym, że według danych EIA z 2024 roku rurociąg Goreh–Jask ma efektywną przepustowość tylko około 300 tys. baryłek dziennie – dużo mniej niż projektowe 1 mln b/d.
Pentagon kalkuluje straty
W sobotę „Washington Post” podał, że USA planują możliwe operacje lądowe, które mogą potrwać kilka tygodni, choć decyzja w tej sprawie nie zapadła. Do regionu już przybyło około 3500 żołnierzy, a rozkaz do wsparcia działań wojennych otrzymały tysiące żołnierzy z 82. Dywizji Powietrznodesantowej.
Trump pozostaje jednak lekceważący wobec irańskich zdolności obronnych: „Nie sądzę, żeby mieli jakąkolwiek obronę. Moglibyśmy ją bardzo łatwo zdobyć”.
Jednak eksperci ostrzegają: „Zajęcie i okupacja wyspy Chark z większym prawdopodobieństwem doprowadziłyby do rozszerzenia i wydłużenia wojny, niż przyniosłyby jakiekolwiek decydujące zwycięstwo USA”.
Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła. Jak sam Trump przyznaje: „Może zajmiemy wyspę Chark, a może nie. Mamy wiele opcji. To oznaczałoby również, że musielibyśmy tam zostać przez jakiś czas”.
Amerykańskie dowództwo musi teraz dokładnie przekalkulować bilans zysków i potencjalnych strat wynikających z ewentualnego przejęcia tej „naftowej twierdzy” Iranu. A świat z zapartym tchem obserwuje, czy groźby przerodzą się w działania.
O autorze
Dziennikarz ekonomiczny i analityk rynku MŚP Dziennikarz ekonomiczny z ponad piętnastoletnim stażem, stale współpracujący z serwisem MarketPulse.pl. Jego unikalną przewagą jest doświadczenie w prowadzeniu własnej firmy w branży odzieżowej, dzięki czemu analizuje zjawiska gospodarcze nie tylko z perspektywy teorii, ale przede wszystkim praktyki biznesowej. W swoich artykułach opiera się na twardych danych pochodzących z krajowych rejestrów statystycznych, raportów banku centralnego oraz sprawozdań finansowych spółek. Specjalizuje się w tematyce sukcesji przedsiębiorstw, systemach podatkowych dla sektora MŚP oraz wpływie inflacji na rentowność małych firm. Unika prognozowania, stawiając na rzetelną analizę faktów i zmian w globalnych łańcuchach dostaw.