Czy napięcie na Bliskim Wschodzie wreszcie zacznie się rozładowywać? Inwestorzy na całym świecie z nadzieją wpatrują się w nowy, kluczowy termin: 6 kwietnia. To właśnie do tej daty prezydent USA Donald Trump przedłużył wstrzymanie ataków na irańskie elektrownie.

„Na prośbę rządu Iranu, proszę potraktować to oświadczenie jako potwierdzenie, że wstrzymuję na 10 dni okres niszczenia instalacji energetycznych, do poniedziałku, 6 kwietnia 2026 r., godz. 20:00 czasu wschodniego” – ogłosił Trump w mediach społecznościowych.

Co się wydarzyło?

Sprawa jest prosta, ale jej stawka jest ogromna. 21 marca Trump postawił ultimatum: jeśli kluczowa dla światowego transportu ropy Cieśnina Ormuz nie zostanie odblokowana w ciągu 48 godzin, USA zniszczą irańskie elektrownie. Niedługo potem ataki zostały odroczone o pięć dni z powodu toczących się negocjacji. Teraz ten okres został wydłużony o kolejne 10 dni.

Dlaczego? Prezydent USA twierdzi, że rozmowy „przebiegają bardzo dobrze”. Jako dowód dobrej woli ze strony Teheranu wskazał konkretny gest.

Irański „prezent” pod pakistańską banderą

Podczas czwartkowego posiedzenia gabinetu Trump ujawnił szczegóły. Według niego Iran w tym tygodniu zezwolił 10 tankowcom na przepłynięcie przez Cieśninę Ormuz, nazywając to „prezentem” dla USA.

„Powiedzieli: 'Aby pokazać wam, że jesteśmy prawdziwi i solidni, pozwolimy wam na osiem statków z ropą…’. Następnie przeprosili za coś, co powiedzieli, i powiedzieli: 'Wyślemy jeszcze dwa statki’. I ostatecznie było ich 10” – relacjonował prezydent.

Co ciekawe, z jego wypowiedzi wynika, że tankowce pływają pod banderą Pakistanu, który według mediów pełni rolę pośrednika w tych rozmowach.

Jeden, kluczowy problem

Mimo optymistycznych deklaracji, Trump przyznał, że ciągła zdolność Iranu do blokowania Cieśniny Ormuz pozostaje nierozwiązanym problemem. Jego słowa były dosadne:

„Uzyskaliśmy 99 proc. 1 proc. jest nie do przyjęcia, ponieważ 1 proc. to pocisk wbijający się w kadłub statku, który kosztował miliard dolarów”.

Prezydent wyraził nadzieję, że „sytuacja szybko się unormuje” i pochwalił się, że „realizacja misji” w Iranie, planowana na 4-6 tygodni, przebiega szybciej, niż zakładano.

Rynki: lekki oddech, ale nerwy pozostają

I tu dochodzimy do sedna sprawy dla inwestorów. Przedłużenie terminu dało rynkom finansowym szansę na złapanie oddechu po bardzo nerwowym okresie. Nastroje jednak wciąż są kruche, a zachowanie inwestorów – pełne niepewności.

Wszystko wskazuje na to, że piątkowe notowania na świecie będą przebiegać pod wpływem spekulacji związanych z tym właśnie wydłużeniem czasu. Amerykańska groźba zniszczenia infrastruktury energetycznej Iranu w przypadku braku porozumienia wisi w powietrzu.

Rynki reagują też na świeże, bolesne straty. W czwartek na Wall Street główne indeksy spadły do najniższych poziomów od września ubiegłego roku. Dow Jones stracił 1,01%, S&P 500 spadł o 1,74%, a Nasdaq Composite zniżkował o 2,38%.

Poranny piątkowy handel w Azji przyniósł próbę wyhamowania wyprzedaży, ale presja utrzymywała się. Nieco lepiej zachowują się kontrakty terminowe na indeksy w Europie i USA. Wspiera je lekko spadająca ropa.

A co z czarnym złotem?

Cena ropy Brent spadała w piątek rano o 0,6%, do 101,25 USD. Zmierzała do zakończenia tygodnia spadkiem o prawie 5%. To znacząca zmiana, bo przez poprzednie pięć sesji notowania rosły. Dla porównania: od rozpoczęcia wojny na Bliskim Wschodzie 28 lutego, ropa zdrożała o około 40%.

Podsumowując: termin 6 kwietnia to nowa granica, która przyniosła rynkom chwilę wytchnienia. Ale spokój jest bardzo delikatny. Wszystko wisi na włosku, a inwestorzy z wytężoną uwagą śledzą każdy gest i każde słowo płynące z rozmów, od których zależy stabilność dostaw energii i spokój na światowych giełdach.