Czy najważniejszy sojusz obronny świata traci sens? Donald Trump swoimi ostatnimi działaniami i słowami rzuca głęboki cień na przyszłość NATO, a polska obronność staje się nieoczekiwanym elementem tej niebezpiecznej układanki.

NATO w ogniu krytyki

Niemieckie media biją na alarm. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze wprost, że „Trump nadal osłabia NATO”. Jego retoryka podważa samą istotę sojuszu. „Dlaczego mielibyśmy im pomóc, jeżeli oni nam nie pomagają” – takie słowa amerykańskiego prezydenta, zdaniem gazety, oznaczają, że Trump właściwie „w połowie już opuścił NATO”.

„Siła odstraszania zależy od tego, czy potencjalny agresor jest przekonany, że w przypadku ataku napotka silny militarny opór. Trump właśnie tutaj zasiał wątpliwość” – czytamy w „FAZ”.

Artykuł 5 Traktatu Północnoatlantyckiego, gwarantujący zbiorową obronę, przestaje być postrzegany jako nienaruszalny fundament. Zastępuje go transakcyjna logika wzajemnych przysług. A tu pojawia się problem, bo Europa nie chce świadczyć przysługi w konflikcie z Iranem.

Europejski opór i jego konsekwencje

„Sueddeutsche Zeitung” donosi, że „NATO znalazło się pod ciężkim ostrzałem”, a głównym strzelcem jest sam Donald Trump. Prezydent USA „od początku wojny przeciwko Iranowi jest wściekły na swoich europejskich sojuszników”, w tym na niemieckiego kanclerza Friedricha Merza.

Powód? Postawa Europy, że „to nie jest ich wojna”. Trump odwraca tę logikę przeciwko sojusznikom: „Jeżeli Iran nie jest wojną Europy, to Ukraina nie jest wojną Ameryki. Jeżeli europejskie kraje NATO nie pomogą Ameryce, to Ameryka nie musi pomagać Europie”.

To nie są puste groźby. Jak zauważa „FAZ”, Władimir Putin z pewnością uważnie to zarejestrował. Rosyjski przywódca może teraz częściej brać pod uwagę scenariusz, w którym Ameryka pozostanie z boku w przypadku ataku na terytorium NATO.

Polska na celowniku Pentagonu?

I tu pojawia się wątek, który bezpośrednio dotyka Polski. Według informacji z portalu pb.pl, intensywność walk z Iranem powoduje bardzo szybkie wyczerpywanie się amerykańskich zasobów uzbrojenia, zwłaszcza rakietowych.

W związku z tym Pentagon na razie wstępnie sonduje u sojuszników w Europie ewentualność przerzucenia sprzedanych im przez USA cennych broni na bliskowschodni teatr działań wojennych.

We wtorek nieoficjalnie upowszechniło się takie oczekiwanie wobec Polski. Chodzi konkretnie o zabranie jednego zestawu rakiet Patriot spośród tych, które od grudnia 2025 r. zapewniają Warszawie obronę przeciwko atakom pocisków balistycznych. To kluczowa różnica w stosunku do wcześniejszych systemów, które niszczyły tylko cele aerodynamiczne.

Odpowiedź ministra obrony, Władysława Kosiniaka-Kamysza, była natychmiastowa i jednoznaczna: „o jakimkolwiek osłabieniu zasobów już wprowadzonych do służby w siłach zbrojnych nie ma mowy”.

Pytanie o amerykańską wiarygodność

Tu jednak otwiera się zupełnie inny, niepokojący rozdział. Jak zauważa pb.pl, nieuchronnie pojawia się kwestia wiarygodności Stanów Zjednoczonych w harmonogramie dostaw do Polski nowego sprzętu zgodnie z podpisanymi kontraktami.

Czy sojusznik, który sam wyczerpuje zapasy i rozgląda się za sprzętem u partnerów, będzie w stanie terminowo realizować swoje zobowiązania? To pytanie wisi w powietrzu, podsycane przez ogólną atmosferę niepewności wokół NATO.

Tymczasem konflikt z Iranem, który jest źródłem tych napięć, sam w sobie budzi poważne wątpliwości prawne. „Rhein-Neckar-Zeitung” zwraca uwagę, że eksperci Bundestagu potwierdzili niezgodny z prawem międzynarodowym charakter tej wojny. To rodzi pytania o dalsze korzystanie przez USA z niemieckiej bazy w Ramstein.

Sprawa jest poważna. Jak podsumowuje „Sueddeutsche Zeitung”: „Dla NATO, którego potencjał odstraszania opiera się w znacznym stopniu na przekonaniu, że Ameryka w razie czego pomoże Europie, jest to katastrofalne. Te uderzenia trafiają Sojusz prosto w serce”. A Polska, chcąc nie chcąc, znalazła się na pierwszej linii tego nowego, niebezpiecznego rozdania.