Napięcie wisi w powietrzu, zanim jeszcze obaj panowie usiedli przy stole. Prezydent USA Donald Trump w poniedziałek, w przeddzień swojego pierwszego od wybuchu wojny z Iranem spotkania z premierem Izraela Benjaminem Netanjahu, otwarcie przyznał, że ich cele militarne w regionie się różnią. Co więcej, w ostrych słowach zwrócił się do izraelskiego lidera, podważając fundamenty sojuszu.

„Bardzo mili dla wielu państw”

Podczas lotu do Michigan Trump dał wyraz swojej irytacji, mówiąc dziennikarzom, że USA były zbyt hojne wobec wielu krajów, które bez amerykańskiego wsparcia by nie przetrwały. Na pytanie, kogo ma na myśli, odpowiedział bez ogródek: „A wiecie, kto by bez nas nie przetrwał? Izrael. Bibi przyjeżdża, sam wam powie” – zaznaczył, używając zdrobnienia imienia Netanjahu. Te słowa padły w poniedziałek, tuż przed wtorkowym spotkaniem w Waszyngtonie – ósmym z kolei od czasu powrotu Trumpa do władzy w zeszłym roku.

Rozbieżne cele w Iranie

Spotkanie odbywa się w newralgicznym momencie. W kwietniu Trump ogłosił zawieszenie broni między USA a Iranem, zanim Izrael zdążył zrealizować swoje cele wojenne. W miniony piątek amerykański prezydent wstrzymał ataki na Iran po 13 kolejnych nocach bombardowań. Ambasador USA przy ONZ Mike Waltz tłumaczył w niedzielę, że Chce dać „przestrzeń na powodzenie” trwającym rozmowom.

Tymczasem Netanjahu, wyruszając w poniedziałek do USA, zapowiedział, że rozmowy będą dotyczyć „przede wszystkim” Iranu. Osoba zaznajomiona ze sprawą przekazała Financial Times, że premier leci do Waszyngtonu z nastawieniem na słuchanie, ale oczekuje rozszerzenia amerykańskich działań poza rejon cieśniny Ormuz. „Netanjahu chce, aby sprawa dotyczyła czegoś więcej niż tylko cieśniny Ormuz” – brzmi przekaz źródła. W lutym, gdy wybuchła wojna, Netanjahu deklarował, że jej celem jest zniszczenie irańskiego potencjału nuklearnego i rakietowego oraz obalenie tamtejszego reżimu.

Myśliwce F-35 dla Turcji i inne sporne tematy

Kolejnym punktem zapalnym w relacjach jest kwestia sprzedaży przez USA Turcji zaawansowanych myśliwców stealth F-35. Izrael jest jedynym państwem na Bliskim Wschodzie posiadającym te maszyny. Jednak podczas niedawnego spotkania w Ankarze z prezydentem Turcji Recepem Tayyipem Erdoğanem, Trump zapowiedział, że „z pewnością rozważy” taką transakcję. Dla Netanjahu byłoby to naruszenie regionalnej równowagi – ostrzegł, że dostarczenie F-35 Ankarze będzie miało daleko idące konsekwencje. Odpowiedź Trumpa była równie kategoryczna: „Nikt mi nie mówi, co powinniśmy sprzedawać”– miał powiedzieć reporterom na pokładzie Air Force One, według doniesień tureckiej agencji Anadolu.

W tle pojawia się również kwestia cywilnej umowy nuklearnej USA z Arabią Saudyjską. W minionym tygodniu Stany Zjednoczone i Rijad podpisały 30-letnie porozumienie, umożliwiające rozwój cywilnego programu jądrowego. Według doniesień może ono pozwolić Saudyjczykom na budowę instalacji do wzbogacania uranu i rzekomo nie obejmuje pełnego protokołu inspekcji MAEA. Izraelscy urzędnicy obawiają się, że może to wywołać regionalny wyścig zbrojeń.

Inny gość w Białym Domu

Wtorkowe rozmowy to jednak nie tylko Netanjahu. Tego samego dnia Trump spotka się również z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Tematem tych rozmów będą dostawy ukraińskich dronów na rynek amerykański w ramach dwuletniego programu Pentagonu „Drone Dominance” o wartości miliarda dolarów, a także plan budowy wspólnej fabryki dronów w USA. Zełenski poinformował, że oba kraje planują taką inwestycję w ramach nowego partnerstwa obronnego, łączącego amerykańską produkcję z ukraińską technologią. Stany Zjednoczone chcą również doprecyzować ramowe porozumienie surowcowe z Kijowem, dotyczące eksportu metali ziem rzadkich.

Spotkania odbędą się na kilka godzin przed wspólnym udziałem Trumpa, Netanjahu i Zełenskiego w pogrzebie senatora Lindseya Grahama – wpływowego zwolennika wojny z Iranem i kluczowego sojusznika Netanjahu w Waszyngtonie.

Siódma wizyta, ale stosunki lodowate?

Amerykańskie media zwracają uwagę, że to siódma wizyta Netanjahu w USA od czasu powrotu Trumpa – żaden inny przywódca nie może pochwalić się takim wynikiem. Jednocześnie obserwatorzy podkreślają, że relacje między nimi są coraz bardziej oziębłe, podczas gdy kontakty Waszyngtonu z Kijowem się ocieplają. Dzisiejsze spotkanie może być przełomem – ale pytanie, ku któremu kierunkowi.