Trump: „Przyjrzymy się temu”

Donald Trump nie odrzuca pomysłu stałej amerykańskiej bazy wojskowej na Litwie. W rozmowie z litewską stacją LRT prezydent USA, pytany o taką ewentualność, odpowiedział:

„To moi przyjaciele, wspaniali ludzie. Z pewnością się temu przyjrzymy.”

Nie sprecyzował jednak, kiedy miałaby zapaść decyzja ani jakie warunki musiałyby zostać spełnione.

To pokłosie rozmowy litewskiego premiera Mindaugasa Sinkevičiusa z Johnem Coale’em, specjalnym wysłannikiem prezydenta USA ds. Białorusi. Wilno chce stałej obecności Amerykanów na swojej ziemi, wskazując na wojnę w Ukrainie i zagrożenia hybrydowe – od naruszania przestrzeni powietrznej przez drony po instrumentalne wykorzystywanie migracji przez Białoruś.

Sinkevičius we wtorek 6 października napisał na Facebooku:

„Bardzo się cieszę, że prezydent Trump nie odrzuca tego pomysłu. Jesteśmy gotowi zapewnić USA jak najlepsze warunki.”

Litewski rząd postrzega zwiększoną obecność amerykańską jako istotny wkład w odstraszanie Rosji. Litwa leży na wschodniej flance NATO i w oczach sojuszników jest regionem szczególnie narażonym na potencjalne zagrożenia ze strony Rosji.

Rotacje i niemiecka brygada

Zanim ewentualna stała baza stałaby się faktem, na Litwie pojawi się kolejny rotacyjny kontyngent USA. Pod koniec października ma tam trafić około 1000 amerykańskich żołnierzy; ich pobyt zaplanowano na dziewięć miesięcy, z regularną rotacją. Amerykanie na zasadzie rotacji stacjonują też w Estonii i Polsce, co ma podkreślać zobowiązania sojusznicze na wschodniej flance.

Równolegle Wilno czeka na niemiecką brygadę. Do końca 2027 r. na Litwie ma służyć około 5000 niemieckich żołnierzy. Sinkevičius, który w Berlinie spotkał się z ministrem obrony Borisem Pistoriusem, mówił, że ta brygada to nie tylko zdolności wojskowe, ale wyraźny sygnał woli sojuszników do obrony wschodniej flanki NATO. Podkreślał też, że widoczna obecność zachodnich wojsk jest politycznym sygnałem dla Moskwy. Niemcy mają jednak trudności ze znalezieniem wystarczającej liczby personelu chętnego do służby na Litwie.

Polska jako model

Litwa w zabiegach o stałą amerykańską obecność idzie za przykładem sąsiedniej Polski. Polski rząd od lat stawia na jak najściślejsze powiązania z Waszyngtonem w dziedzinie bezpieczeństwa i zabiega o dodatkowe siły amerykańskie oraz infrastrukturę wojskową.

Szef Biura Polityki Międzynarodowej Prezydenta RP Marcin Przydacz mówił w zeszłym tygodniu, że Biały Dom dał zielone światło dla utworzenia stałej bazy USA w Polsce. Sam Trump w rozmowie z dziennikarzami przed odlotem na wiec na Alasce odniósł się do tych planów:

„Oni chcą zbudować bazę. Oni za nią zapłacą.”

Nie potwierdził jednak wprost, czy ostateczna decyzja już zapadła.

Polska gotowa płacić

Wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka w RMF FM zwracała uwagę, że proces w sprawie bazy trwa, a jego zwieńczeniem byłby dopiero podpis prezydenta Trumpa. Trwa przegląd strategiczny obecności wojsk amerykańskich w Europie; na początku grudnia wyniki mają trafić na biurko prezydenta. „Wtedy spodziewam się decyzji” – powiedziała. Jej zdaniem sprawa powinna wyjaśnić się w ciągu kilku miesięcy.

Na poziomie administracji rządowej strona polska współpracuje z Amerykanami. Przedstawiciele USA widzieli potencjalne lokalizacje, a Warszawa przygotowuje ustawę. Po stronie amerykańskiej działa zespół i specjalny pełnomocnik.

Czy Polska sfinansuje bazę? Wiceszefowa MON odpowiedziała wprost: tak. „Bezpieczeństwo kosztuje. Jesteśmy gotowi za tę bazę zapłacić” – podkreśliła, przypominając wcześniejsze wypowiedzi premiera Władysława Kosiniaka-Kamysza o znaczącym wzroście bezpieczeństwa dzięki amerykańskiej bazie. Pełne funkcjonowanie takiej bazy to według niej kwestia kilku lat.