Czy amerykański przemysł farmaceutyczny właśnie dostał potężny zastrzyk? Administracja Donalda Trumpa zdecydowała się na radykalny krok, który ma na celu przeniesienie produkcji leków za ocean. I robi to za pomocą bardzo ostrego narzędzia – nowych ceł sięgających nawet 100%.

Bomba celna na leki patentowe

Rozporządzenie wykonawcze podpisane przez prezydenta USA nakłada cło w wysokości 100 proc. na leki patentowe, czyli leki innowacyjne. To nie dotyczy leków generycznych. Decyzja Białego Domu obejmuje przede wszystkim leki produkowane w krajach, które nie mają zawartych porozumień handlowych z USA.

Ale zaraz, zaraz. To nie jest takie proste. Najwyższe stawki uderzą głównie w tych, którzy nie dogadają się z Waszyngtonem.

Furtka dla firm: produkcja w USA lub niższe ceny

Oto kluczowy mechanizm. Taryfy nie będą miały zastosowania, jeśli firmy zobowiążą się do produkowania leków w USA albo zgodzą się na umowę z rządem dotyczącą niższych cen. Dotychczas takie porozumienia z administracją Trumpa zawarło 13 koncernów farmaceutycznych.

Przedstawiciel administracji wyjaśnił mediom szczegóły: firmy, które zobowiążą się do produkcji w USA, będą objęte cłem w wysokości 20 proc. Jeśli dodatkowo podpiszą umowę z rządem, będą całkowicie wyłączone z taryf.

W przypadku zawarcia porozumień o „najbardziej uprzywilejowanych cenach” (MFN) stawka może spaść do zera, a zwolnienie z ceł ma obowiązywać do 20 stycznia 2029 roku.

Sojusznicy płacą mniej

Nie wszystkie kraje zostaną objęte maksymalnymi stawkami. Ze względu na obowiązujące umowy handlowe, cła na leki produkowane w Unii Europejskiej, Japonii, Korei Południowej i Szwajcarii wynoszą 15 proc. Wielka Brytania jest objęta osobną, jeszcze korzystniejszą umową.

Najwięksi gracze już się zabezpieczyli

I tu pojawia się ciekawy szczegół. Największe koncerny farmaceutyczne — w tym Merck czy Eli Lilly — zdołały uniknąć najbardziej dotkliwych restrykcji, podpisując odpowiednie porozumienia z administracją.

W zamian zobowiązały się m.in. do obniżenia cen leków dla programów publicznych, sprzedaży bezpośredniej do amerykańskich pacjentów czy wprowadzania nowych leków w cenach zbliżonych do tych w innych krajach rozwiniętych.

W efekcie, jak podaje Bloomberg, nowe cła najmocniej uderzą w mniejsze firmy farmaceutyczne oraz producentów składników aktywnych.

Nie tylko leki: zmiany w taryfach dla przemysłu

Trump podpisał też osobną proklamację, wprowadzającą zmiany w stawkach celnych dotyczących produktów ze stali, aluminium i miedzi. Do 2027 r. część sprzętu przemysłowego i sieci elektroenergetycznych, o dużej zawartości metalu, będzie objęta cłem w wysokości 15 proc. – to spadek z dotychczasowych 50%.

Jak zaznaczono, obniżone taryfy mają na celu wsparcie „ogromnego rozwoju przemysłu” w Stanach Zjednoczonych.

Harmonogram wdrażania

Nowe przepisy nie uderzą od razu. Większe firmy odczują skutki nowych ceł po 120 dniach, a mniejsze dopiero po 180 dniach. To ma dać firmom czas na dostosowanie się do nowych warunków lub renegocjację relacji z administracją.

Co to oznacza dla rynku?

To wyraźny sygnał, że głównym celem nowych regulacji jest nie tyle fiskalny zysk, co przebudowa łańcuchów dostaw i zwiększenie krajowej produkcji leków. Nowe regulacje mogą znacząco przetasować globalny rynek farmaceutyczny, zwiększając presję na relokację produkcji do USA.

Dla inwestorów i branży oznacza to kolejny etap niepewności, ale też potencjalne zmiany w globalnych łańcuchach dostaw leków. Gra toczy się o wysoką stawkę – dostęp do największego rynku farmaceutycznego na świecie.