Trzecia stawka PIT 24% blisko? Rząd szuka złotego środka między 12% a 32%
Pixabay.com / PiotrZakrzewski
Polski system podatkowy od lat opiera się na dwóch stawkach PIT: 12% dla dochodów do 120 tys. zł rocznie i 32% od nadwyżki powyżej tej kwoty. Skok jest brutalny – każda dodatkowa złotówka po przekroczeniu progu jest opodatkowana niemal trzykrotnie wyżej. Teraz w rządowych kuluarach pojawił się pomysł, który ma złagodzić to uderzenie: pośrednia stawka 24%.
Trzecia stawka PIT – co wiadomo?
Jak ustalili dziennikarze Wirtualnej Polski i money.pl, koncepcja zakłada wprowadzenie dodatkowego progu podatkowego ze stawką około 24%. Nowy bufor miałby wejść w życie już w przyszłym roku. Na razie nie wiadomo, od jakiej kwoty obowiązywałby nowy próg – w przestrzeni publicznej ścierają się różne wizje. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz postuluje podniesienie drugiego progu ze 120 do 140 tys. zł, z kolei Przemysław Czarnek z PiS mówi o kwocie 180 tys. zł. Wprowadzenie stawki 24% dla dochodów pomiędzy 120 a np. 150 tys. zł mogłoby być kompromisem, który nie zrujnuje budżetu.
Równolegle analizowane jest podniesienie samego drugiego progu – nawet do 150 tys. zł, choć w grę wchodzą warianty od 130 do 150 tys. zł. Ostateczna granica nie została jeszcze przesądzona.
Ile realnie zyskają podatnicy?
Przy założeniu, że nowa stawka 24% miałaby zastosowanie do dochodów od 120 do 150 tys. zł rocznie, największa oszczędność dla podatnika sięgnęłaby 2400 zł w skali roku, czyli 200 zł miesięcznie. Najbardziej zyskaliby ci, którzy dziś ledwo przekraczają próg 120 tys. zł – ich nadwyżka byłaby opodatkowana o 8 punktów procentowych niżej. Problem narasta, bo próg 120 tys. zł jest zamrożony od 2022 roku, a płace rosną. Obecnie wyższą stawkę płaci już 2,4 mln podatników, a w ostatnim roku przybyło ich około pół miliona.
Co na to eksperci?
Piotr Juszczyk, główny doradca podatkowy firmy inFakt, w rozmowie z money.pl określa propozycję jako rozwiązanie, w którym „budżetowy wilk jest w miarę syty, a podatkowa owca jeśli nie cała, to przynajmniej mniej poszarpana”.
– Wielokrotnie krytykowałem obecną skalę za jej najbardziej dotkliwą cechę – skok stawki z 12 proc. od razu na 32 proc. Podatnik, który przekracza próg, z każdej dodatkowej złotówki oddaje fiskusowi niemal trzy razy więcej niż wcześniej – wskazuje Juszczyk.
Ekspert wylicza, że próg pośredni kosztowałby budżet około 4 mld zł i adresowałby ulgę precyzyjnie tam, gdzie problem jest najostrzejszy – do grupy, która wpadła za próg głównie przez inflacyjny wzrost płac, a nie realne wzbogacenie. Jednocześnie zastrzega, że to tylko łagodzenie objawów: bez mechanizmu waloryzacji progów za kilka lat wrócimy do tej samej dyskusji.
Z kolei Marcin Materna, dyrektor Biura Analiz Rynków Kapitałowych w Banku Millennium, zwraca uwagę na nierówności między pracownikami etatowymi a przedsiębiorcami. Jego zdaniem wprowadzanie kolejnych progów ma sens tylko pod warunkiem, że obejmie wszystkie formy opodatkowania.
– Utrzymywanie wysokiego opodatkowania pracy na etacie przy licznych furtkach dla najlepiej zarabiających w inny sposób (ryczałt, podatek liniowy) jest moim zdaniem kpiną z każdego zarabiającego nieco ponad średnią podatnika – mówi Materna. Postuluje m.in. zrównanie składki zdrowotnej dla wszystkich i automatyczną coroczną waloryzację progów podatkowych, wzorem większości krajów Europy.
Koszt dla budżetu i alternatywne pomysły
Podniesienie drugiego progu do 140 tys. zł kosztowałoby według ekspertów nawet 9 mld zł rocznie i dawałoby najlepiej zarabiającym 4000 zł korzyści. Wariant z trzecią stawką za ok. 4 mld zł jest znacznie tańszy. Dla porównania, w kampanii wyborczej 2023 roku obiecywano kwotę wolną aż 60 tys. zł. Taki wariant oznaczałby wydatek dla budżetu rzędu 58,6 mld zł w 2027 roku, co przy obecnym stanie finansów jest nierealne.
W pakiecie analizowanych zmian pojawia się też wątek, który może zmartwić część przedsiębiorców. W tle są doniesienia o możliwym drastycznym obniżeniu limitu przychodów uprawniających do ryczałtu. Obecny limit wynosi 2 mln euro – nowa kwota miałaby być znacznie niższa, co dla wielu firm oznaczałoby powrót do zasad ogólnych.
Co dalej?
Na razie są to wstępne koncepcje, które analizuje Ministerstwo Finansów. Ewentualne zmiany w skali podatkowej miałyby być połączone z uszczelnieniem systemu dla przedsiębiorców – ograniczeniem przywilejów w ryczałcie i zrównaniem obciążeń z tytułu składki zdrowotnej. Decyzje zapadną w najbliższych tygodniach, gdy rząd oficjalnie zaprezentuje projekt budżetu na przyszły rok.
O autorze
Dziennikarz ekonomiczny i analityk rynku MŚP Dziennikarz ekonomiczny z ponad piętnastoletnim stażem, stale współpracujący z serwisem MarketPulse.pl. Jego unikalną przewagą jest doświadczenie w prowadzeniu własnej firmy w branży odzieżowej, dzięki czemu analizuje zjawiska gospodarcze nie tylko z perspektywy teorii, ale przede wszystkim praktyki biznesowej. W swoich artykułach opiera się na twardych danych pochodzących z krajowych rejestrów statystycznych, raportów banku centralnego oraz sprawozdań finansowych spółek. Specjalizuje się w tematyce sukcesji przedsiębiorstw, systemach podatkowych dla sektora MŚP oraz wpływie inflacji na rentowność małych firm. Unika prognozowania, stawiając na rzetelną analizę faktów i zmian w globalnych łańcuchach dostaw.