Turcja wstrzymuje wydawanie zezwoleń na tranzyt przez cieśninę Dardanele dla statków handlowych płynących do rosyjskiego portu w Noworosyjsku. To najnowszy, a zarazem najbardziej niepokojący sygnał eskalacji presji na żeglugę w regionie Morza Czarnego.

Decyzja – jak podaje Bloomberg – zapadła w Dyrekcji Generalnej ds. Bezpieczeństwa Wybrzeża, która poinformowała kilka jednostek, że obecnie nie wydaje pozwoleń na przepłynięcie lub potrzebuje więcej czasu na rozpatrzenie wniosków. Dotyczy to przede wszystkim statków zmierzających do kluczowego ośrodka eksportu ropy i zbóż w Noworosyjsku. Władze nie podały oficjalnego wyjaśnienia, a Ministerstwo Transportu i Infrastruktury w Ankarze nie odpowiedziało na prośby o komentarz.

Eskalacja ataków i tureckie żądania

Wprowadzone ograniczenia są bezpośrednią odpowiedzią na gwałtowny wzrost liczby ataków na żeglugę handlową na Morzu Czarnym. Na początku tygodnia Ministerstwo Spraw Zagranicznych Turcji poinformowało, że w wyniku ataków dronów na dwa statki należące do tureckich armatorów rannych zostało kilku członków załóg, w tym obywatele Turcji. W odpowiedzi Ankara wydała oświadczenie, w którym wezwała wszystkie zainteresowane strony, a w szczególności strony konfliktu, do podjęcia pilnych działań na rzecz bezpieczeństwa żeglugi.

— Ponawiamy apel do wszystkich zainteresowanych stron, a w szczególności do stron konfliktu, o pilne podjęcie konkretnych działań w celu zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi na Morzu Czarnym — głosiło wtorkowe oświadczenie tureckiego MSZ, ostrzegając, że dalsza eskalacja będzie miała „wielowymiarowe negatywne konsekwencje”, w tym dla bezpieczeństwa żywnościowego.

Według źródeł, na które powołuje się Bloomberg, ograniczenia mogą dotyczyć nie tylko statków płynących do Rosji, ale także tych kierujących się do portów Ukrainy.

Testowanie granic i nowe zasady gry

To nie pierwsza tego typu sytuacja w tym roku. Na początku sierpnia Ankara wprowadziła krótkotrwałe restrykcje w przepływie jednostek handlowych przez Bosfor i Dardanele. Tłumaczono je wówczas jako tymczasowe procedury ochronne po nasileniu się rosyjskich ataków na ukraińską infrastrukturę portową. Przez wielu ekspertów zostały one odebrane jako demonstracja siły.

Bohdan Kostecki, analityk z Barva Invest, ocenił, że był to sygnał wysłany zarówno Kijowowi, jak i Moskwie o realnej zdolności Turcji do ingerencji w morski handel. Podstawę prawną takich działań stanowią tureckie regulacje żeglugowe, które pozwalają na wstrzymanie ruchu w sytuacji bezpośredniego zagrożenia dla statków, załóg lub ładunków.

Co ciekawe, po tamtej demonstracji Turcja szybko przywróciła normalny ruch przez cieśniny. Konstantyn Sobol, założyciel Marelis Navigation, sugerował w rozmowie z 24tv.ua, że krótkie opóźnienia mogły służyć testowaniu reakcji rynku. Szybki powrót do normy wskazuje też na niechęć Ankary do jawnego łamania postanowień Konwencji z Montreux.

Konsekwencje dla handlu zbożem

Obecna niepewność wokół cieśnin to cios dla ukraińskiego handlu zbożem. Jak donosi „Ukrainian Shipping Magazine”, międzynarodowi handlowcy nie czekają na oficjalne blokady i już wprowadzają do kontraktów rozbudowane klauzule dotyczące zagrożeń wojennych i siły wyższej.

Kupujący zyskują możliwość odstąpienia od transakcji w razie pogorszenia warunków bezpieczeństwa, co przerzuca większość ryzyka na ukraińskich dostawców.

— To coś w rodzaju opcji po stronie kupującego: jeśli warunki pozostają korzystne, transakcja dochodzi do skutku, ale jeśli okoliczności gwałtownie się pogorszą, kupujący może się wycofać przy minimalnych stratach — wyjaśnia Kostecki.

W praktyce przekłada się to na wyższe wydatki związane z logistyką i ubezpieczeniami oraz ostrzejsze warunki umów. Eksporterzy z Europy Wschodniej muszą liczyć się ze zwiększonymi kosztami, nawet jeśli sama infrastruktura portowa pozostaje sprawna.

Szukanie alternatyw

W odpowiedzi na presję ze strony Turcji Ukraina poszukuje alternatywnych szlaków eksportowych. Kijów prowadzi negocjacje z Kiszyniowem w sprawie preferencyjnych warunków przewozu kolejowego przez terytorium Mołdawii do rumuńskiego portu w Konstancy. Rozważane stawki tranzytowe mogłyby być niższe nawet o 50 proc. od standardowych taryf, co stanowiłoby realną alternatywę dla transportu morskiego przez kontrolowane przez Turcję szlaki wodne.