Unijny budżet na krawędzi. Merz tnie, Polska grozi wetem
Pixabay.com / hpgruesen
Unia Europejska weszła w decydującą fazę negocjacji budżetowych, a na stole są setki miliardów euro, przyszłość dopłat rolnych, fundusze dla słabiej rozwiniętych regionów i nowe unijne podatki. Skala różnic jest tak duża, że kanclerz Niemiec Friedrich Merz przyznaje wprost: porozumienie „będzie trudne”. Polska z kolei nie wyklucza weta, jeśli Bruksela sięgnie po pieniądze z handlu emisjami.
Ostrzeżenie von der Leyen
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wystąpiła w Parlamencie Europejskim w Strasburgu z wyraźnym ostrzeżeniem przed głębokimi cięciami w budżecie na lata 2028–2034.
„Chciałabym przestrzec przed dużymi cięciami. Istnieje ryzyko, że głęboko uderzą one w kluczowe priorytety, które wspólnie uzgodniliśmy” – powiedziała.
Komisja proponowała budżet odpowiadający 1,26 proc. unijnego dochodu narodowego brutto. Zdaniem von der Leyen to tylko umiarkowany wzrost w porównaniu z obecnymi ramami finansowymi. KE apeluje też o przyjęcie nowych tzw. zasobów własnych, czyli wspólnych źródeł dochodów, które zmniejszyłyby składki płacone przez państwa członkowskie.
Irlandzka propozycja: 141 mld euro cięć
Irlandia, która przewodzi pracom w Radzie UE, zaproponowała w październiku zmniejszenie budżetu o 8 proc., czyli 141 mld euro w porównaniu z projektem KE. Budżet miałby wynieść 1,62 bln euro wobec 1,76 bln euro proponowanych przez Brukselę (ceny stałe z 2025 r.). Wcześniej część unijnych urzędników spodziewała się cięć przekraczających 100 mld euro.
Największe redukcje – około 67 mld euro – dotyczą wydatków na konkurencyjność, dobrobyt i bezpieczeństwo. Kolejne 33 mld euro to oszczędności na działaniach zewnętrznych UE. Prezydencja proponuje jednak utrzymanie wsparcia dochodów rolników na poziomie przewidzianym przez KE oraz mechanizmy chroniące fundusze dla biedniejszych regionów.
Merz: to za mało oszczędności
Kanclerz Niemiec uznał irlandzki dokument za niewystarczający. „To nie stanowi podstawy do porozumienia” – mówił w kontekście propozycji. Jego zdaniem wydatki trzeba ograniczyć „we wszystkich obszarach”. Berlin wspierają Austria, Holandia, Finlandia, Dania i Szwecja.
Merz podkreśla, że priorytetami UE powinny być konkurencyjność i obronność. Zastrzega, że większe nakłady bez ograniczenia biurokracji i przyspieszenia reform rynku wewnętrznego niewiele dadzą. „Jesteśmy daleko w tyle za harmonogramem, który sami sobie wyznaczyliśmy wiosną” – ocenił.
Kanclerz nie ukrywa, że mógłby zaakceptować brak nowego budżetu. „Brak nowej perspektywy finansowej to dla Niemiec zdecydowanie najkorzystniejsze rozwiązanie pod względem finansowym” – powiedział. Z doniesień „BILD” wynika, że taka deklaracja wywołała w Brukseli alarm, bo do tej pory zakładano, że porozumienie jest konieczne do końca roku. Merz mówi również „nie” nowym unijnym podatkom, a Francja uzależnia od nich swoją zgodę.
Dodatkowym tłem jest raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego: po raz siódmy z rzędu instytucja zarzuciła Komisji „niedopuszczalny poziom błędów” w wydatkach, w tym w pandemicznym mechanizmie odbudowy. Kontrolerzy wskazali też ponad 10 mld euro unijnych pieniędzy, które trafiły do hiszpańskiego systemu emerytalnego.
17 państw: bronić spójności i rolnictwa
Po drugiej stronie sporu stoi 17 państw, w tym Polska, skupionych w Grupie Przyjaciół Spójności. Spotkanie przed szczytem zorganizowały Włochy i Rumunia. Liderzy przyjęli wspólne oświadczenie, w którym domagają się odpowiedniego finansowania polityki spójności i wspólnej polityki rolnej, a także likwidacji rabatów budżetowych. Deklarują gotowość do rozmów o nowych źródłach dochodów UE, ale nie chcą, by system nadmiernie obciążał poszczególne państwa.
Premier Hiszpanii Pedro Sánchez nazwał irlandzką propozycję „ewidentnie niewystarczającą”. Jego zdaniem budżet UE powinien wynosić około 2 proc. dochodu narodowego, tymczasem po cięciach Irlandia proponuje ok. 1,02 proc. DNB, nie licząc środków na spłatę zadłużenia funduszu odbudowy. Sánchez dodał, że Hiszpania jest na dobrej drodze, by stać się płatnikiem netto UE, i że daje mu to poczucie odpowiedzialności.
Polski twardy warunek w sprawie ETS
Polska ma w tej rozgrywce własny, twardy temat: dochody z handlu emisjami. Komisja proponuje, by 30 proc. wpływów z ETS trafiało bezpośrednio do unijnej kasy. Według Warszawy oznaczałoby to stratę ponad 1 mld euro rocznie dla polskiego budżetu. Pieniądze są potrzebne na transformację energetyczną i obniżanie rachunków za prąd.
Jak przekazuje RMF FM, rozmówca z rządu ostrzega przed wetem dla unijnego budżetu, jeśli ten sprzeciw zostanie zignorowany. Krytyczny wobec ETS jest też prezydent Karol Nawrocki. Polska popiera graniczny podatek węglowy, ale blokuje pomysły opłat od elektrośmieci czy przekazywania części unijnej akcyzy tytoniowej do Brukseli.
Dokument irlandzkiej prezydencji ma być podstawą dalszych negocjacji między państwami członkowskimi.
O autorze
Dziennikarka ekonomiczna, specjalistka ds. makroekonomii i fintechu Dziennikarka z bogatym doświadczeniem redakcyjnym zdobytym w ogólnopolskich dziennikach opiniotwórczych. Absolwentka wiodącej uczelni ekonomicznej, specjalizująca się w makroekonomii, polityce pieniężnej oraz analizie zachowań konsumenckich. Jej teksty dotyczące wpływu stóp procentowych na rynek hipotek były wielokrotnie cytowane w głównych mediach krajowych, m.in. w największych telewizyjnych stacjach informacyjnych. W swoich publikacjach analizuje modele biznesowe sektora fintech i e-commerce, ze szczególnym uwzględnieniem struktur marżowych. W pracy badawczej i publicystycznej nie ucieka od trudnych tematów społecznych, takich jak nierówności dochodowe i realny wpływ inflacji na domowe budżety.