Stany Zjednoczone rozesłały do państw NATO szczegółowy kwestionariusz dotyczący poparcia dla polityki Donalda Trumpa. Dokument, do którego dotarł Bloomberg, budzi poważne zaniepokojenie w Europie – wiele stolic odbiera go jako próbę uzależnienia amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa od politycznej zgodności z Waszyngtonem.

O co pytają Amerykanie?

Kwestionariusz zawiera szereg pytań, które mają pomóc ocenić lojalność sojuszników. Kraje NATO muszą odpowiedzieć m.in., czy publicznie popierały działania Stanów Zjednoczonych, jakie ograniczenia nałożyły na wykorzystanie amerykańskich baz wojskowych, czy wydają środki na zakup sprzętu u amerykańskich producentów zbrojeniowych oraz czy sprzeciwiały się przepisom utrudniającym kontrakty z firmami z USA.

W podsumowaniu pada pytanie, czy dany kraj wykazał się zgodnością z amerykańskim podejściem określanym jako „mocno, jasno i po cichu” – to nawiązanie do słów sekretarza obrony Pete’a Hegsetha. Dla wielu sojuszników taki zwrot jest sygnałem, że Waszyngton oczekuje bezwarunkowego posłuszeństwa.

Przegląd obecności wojskowej USA w Europie

Kwestionariusz trafił do ambasad w Waszyngtonie, a następnie do siedziby NATO w Brukseli. Jest częścią sześciomiesięcznego przeglądu obecności wojskowej USA w Europie, który administracja Trumpa rozpoczęła kilka tygodni wcześniej. Przegląd ma zakończyć się do grudnia 2026 roku i już teraz budzi obawy przed możliwymi głębokimi cięciami w amerykańskim wsparciu.

Według informacji Bloomberga, wyniki przeglądu mogą doprowadzić do dalszego ograniczenia liczby żołnierzy i sprzętu stacjonujących na Starym Kontynencie. USA ogłosiły już wycofanie 5 tys. żołnierzy z Niemiec oraz przerzucenie innych jednostek bez uzupełniania luk. Jednocześnie Donald Trump zadeklarował, że do Polski trafią dodatkowe siły – ma to związek z wyborem Karola Nawrockiego na prezydenta.

Reakcje sojuszników – od zaskoczenia do wspólnego stanowiska

Dokument zaskoczył europejskie stolice w środku lata. Termin na udzielenie odpowiedzi upływa 28 sierpnia. Jak ustalił Bloomberg, najwięksi europejscy członkowie NATO prowadzą rozmowy o skoordynowanej odpowiedzi, by nie narazić się prezydentowi USA, którego niezadowolenie wzrosło po odmowie udziału w wojnie przeciwko Iranowi.

Prezydent Finlandii Alexander Stubb odniósł się do kwestionariusza, mówiąc o różnicach zdań między Europą a USA. Zapewnił, że odpowiedź zostanie udzielona w odpowiednim czasie. Stwierdził, że nie postrzega tego jako nacisku, lecz jako typowy sposób działania obecnej administracji amerykańskiej.

Na 27 sierpnia w Brukseli zaplanowano spotkanie z amerykańskim podsekretarzem obrony ds. polityki Elbridge’em Colbym – to jemu przypisuje się przygotowanie kwestionariusza. Pentagon na razie nie potwierdził tej wizyty.

Rywalizacja czy próba wymuszenia?

Państwa Europy Wschodniej, które stacjonują znacznie mniejsze kontyngenty USA (od kilkuset żołnierzy w krajach bałtyckich do kilku tysięcy w Polsce), rozważają zmniejszenie wydatków na utrzymanie amerykańskich baz w zamian za zwiększenie liczby żołnierzy. Chcą w ten sposób przekonać administrację Trumpa do wzmocnienia obecności w regionie.

Oana Lungescu, ekspertka ds. obronności z brytyjskiego think tanku RUSI i była rzeczniczka NATO, wskazuje, że negocjacje dotyczące rozmieszczenia wojsk i sprzedaży broni nie są nowością, ale obecna administracja prowadzi je w bardziej bezpośredni sposób. Jej zdaniem obecne działania mogą prowadzić do rywalizacji między sojusznikami o względy Waszyngtonu. Dodała, że mimo potencjalnych korzyści z przeglądu, obecnie decyzje opierają się na postrzeganej lojalności, ideologicznym powinowactwie i kaprysach prezydenta, a nie na długofalowej strategii.

Co dalej?

Przedstawiciel NATO potwierdził, że konsultacje w sprawie przeglądu trwają, ale nie odniósł się do szczegółów dokumentu. W najbliższych tygodniach odbędzie się w Brukseli spotkanie, na którym omówiony zostanie postęp prac. Wyniki przeglądu mogą jeszcze bardziej ograniczyć amerykańską obecność wojskową w Europie – w tym dostępność strategicznych bombowców, dronów i okrętów wojennych, których Europa nie posiada na własną rękę.