Węgrzy chcą euro

Gdy w Polsce dyskusja o wspólnej walucie budzi opór, Węgry wyraźnie przyspieszają. Według danych agencji Reuters około 80 proc. Węgrów popiera wprowadzenie euro.

Wiceprezes węgierskiego banku centralnego Zoltan Kurali ocenił, że najbardziej optymistyczny scenariusz zakłada przyjęcie euro w 2031 r. Bardziej realny jest jego zdaniem 2032 r., pod warunkiem że Węgry spełnią wymagane kryteria do 2030 r.

Nowy proeuropejski rząd w Budapeszcie wyznaczył sobie cel przyjęcia wspólnej waluty do 2030 r. Ekonomiści podkreślają jednak, że trudna sytuacja gospodarcza kraju czyni to zadanie bardzo wymagającym.

Droga przez ERM II

Zanim forint zniknie, Budapeszt musi przejść przez unijne procedury. Jednym z warunków jest udział w mechanizmie kursowym ERM II. To okres co najmniej dwóch lat, w którym kurs waluty wobec euro ma pozostać stabilny, bez silnych napięć rynkowych i bez obniżania centralnego kursu.

Zasady określa art. 140 Traktatu o funkcjonowaniu UE. Chodzi o cztery kryteria konwergencji z Maastricht: stabilność cen, stabilne finanse publiczne, stabilność kursu walutowego oraz odpowiedni poziom długoterminowych stóp procentowych.

Konieczne są też zmiany w krajowych przepisach dotyczących banku centralnego, tak by były zgodne z wymogami UE oraz statutem Europejskiego Systemu Banków Centralnych i Europejskiego Banku Centralnego. Chodzi m.in. o prawne zapewnienie niezależności banku centralnego od rządu. Kurali mówił, że dopiero po spełnieniu wszystkich warunków Węgry będą mogły zakończyć procedurę i wymienić forinta na euro. Ile to potrwa, zależy – jak zaznaczył – od tempa reform i determinacji władz.

Polska się nie spieszy

Na tle Węgier Polska wypada chłodniej. W najnowszym Eurobarometrze poparcie dla euro w Polsce wynosi około 42–43 proc. To mniej niż na Węgrzech (80 proc.), w Rumunii (65 proc.) i w Szwecji (51 proc.). W Czechach wskaźnik wynosi 42 proc. Reuters zwraca uwagę, że poparcie w Polsce spada, a Szwedzi wyprzedzili już Polaków.

Z analizy UniCredit wynika, że euro prawdopodobnie pozostanie poza agendą nie tylko w obecnej kadencji, ale też w kolejnej, przypadającej na lata 2027–2031. Na przeszkodzie stoją wysoki deficyt, rozdrobnienie polityczne i brak większości konstytucyjnej. Eszter Gárgyán, strateg walutowy CEE w monachijskim UniCredit, ocenia, że korekta deficytu i długu przed wyborami w 2027 r. jest mało prawdopodobna.

W parlamencie brakuje proeuropejskiej większości potrzebnej do zmiany konstytucji, a bez niej – jak się powszechnie zakłada – nie da się przeprowadzić wymaganych zmian prawnych. Do tego sondaże pokazują rosnące poparcie dla eurosceptycznych ugrupowań nacjonalistycznych.

Z czasem argumentem za euro mogą stać się rosnące koszty obsługi polskiego długu. Gdyby podniosły skalę dostosowania salda pierwotnego potrzebną do ustabilizowania długu w relacji do PKB, mogłyby skłonić polityków do zmiany stanowiska – zwłaszcza gdy Węgry i Rumunia zaczną realnie zbliżać się do strefy euro. Analitycy wymieniają też groźbę obniżenia ratingów kredytowych.

Region patrzy na Węgry i Rumunię

Wśród czterech krajów Europy Środkowo-Wschodniej pozostających poza strefą euro to Węgry są wskazywane jako najbliżsi kandydaci. Według Gárgyán po Chorwacji i Bułgarii kolejnym potencjalnym kandydatem mogą być właśnie Węgry, a następnie Rumunia.

W ocenie Gárgyán Węgry i Rumunia widzą w euro niższe koszty finansowania, stabilność instytucjonalną i bardziej przewidywalne otoczenie biznesowe. W przypadku Węgier sam cel wyznaczony przez nowy proeuropejski rząd – spełnienie kryteriów z Maastricht do 2030 r. – już przyczynił się do znaczącego obniżenia kosztów finansowania i aprecjacji kursu walutowego.

Rumunia chce dzięki euro poprawić stabilność finansową, ale najpierw musi skorygować nierównowagi makroekonomiczne. Ścieżka dostosowania fiskalnego jest obarczona ryzykiem politycznym. W lipcu prezydent Nicușor Dan przedstawił przyjęcie euro jako strategiczny cel narodowy, popierany przez ponadpartyjne porozumienie. W wystąpieniu nie podano docelowej daty, a prezydent przyznał, że do spełnienia kryteriów pozostaje długa droga.

Czechy świadomie wybierają dystans. Mimo najlepiej dostosowanych wskaźników konwergencji nominalnej i realnej decydenci odłożyli wyznaczenie daty przyjęcia euro. Obawy budzą wysoki poziom zadłużenia w strefie euro i niepewność co do funkcjonowania unii bankowej. Czesi wyróżniają się zaufaniem do krajowego banku centralnego, a wysokie rezerwy walutowe i niskie zadłużenie ograniczają obawy o stabilność finansową. Niezależna polityka pieniężna jest tam postrzegana jako lepsze narzędzie kontroli inflacji i wspierania konwergencji gospodarczej.

Euro nie obowiązuje dziś w Szwecji, Polsce, na Węgrzech, w Rumunii, w Czechach i Danii. Dania korzysta z klauzuli zwalniającej ją z obowiązku przyjęcia wspólnej waluty, a pozostałe kraje zobowiązały się do tego w momencie przystąpienia do UE. To jednak Węgrzy – z najwyższym poparciem i konkretnym harmonogramem – są obecnie najbliżej tego celu.