Czy po miesiącach napięć i przerwanych rozmów w Genewie, Waszyngton i Teheran są w końcu gotowi na przełom? Biały Dom ogłosił właśnie konkretny plan działania, a data jest już ustalona.

Pierwsza runda bezpośrednich rozmów pokojowych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem odbędzie się w sobotę w Islamabadzie. To oficjalna zapowiedź rzeczniczki Białego Domu, Karoline Leavitt. I choć walki na Bliskim Wschodzie nadal trwają, amerykańska delegacja pakuje już walizki.

Kto poleci do Pakistanu?

Na czele zespołu negocjacyjnego stanie sam wiceprezydent USA J.D. Vance. Leavitt podkreśliła, że Vance, znany ze swoich antyinterwencjonistycznych poglądów, od początku odgrywał czołową rolę w tych rozmowach.

Dołączy do niego dwóch doświadczonych graczy: specjalny wysłannik Steve Witkoff oraz Jared Kushner, zięć Donalda Trumpa. To nie jest ich pierwszy raz – obaj brali już udział w negocjacjach z Iranem w Genewie, które zostały przerwane przez atak USA i Izraela na Iran 28 lutego.

„Mogę ogłosić, że prezydent wysyła swój zespół negocjacyjny pod przewodnictwem wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych J.D. Vance’a, specjalnego wysłannika Witkoffa i pana Kushnera do Islamabadu na rozmowy w ten weekend” – powiedziała rzeczniczka Białego Domu.

Czerwone linie i „lista życzeń”

Tło tych rozmów jest niezwykle złożone. Mimo ogłoszonego rozejmu, w regionie wciąż dochodzi do starć, w tym irańskich ataków na państwa Zatoki Perskiej. Co więcej, cieśnina Ormuz pozostaje w dużej mierze zablokowana.

Ale jest i iskierka nadziei. Leavitt poinformowała, że Iran zgodził się na otwarcie Cieśniny Ormuz, choć publicznie Teheran mówi co innego. Zapowiedziała też, że prezydent Trump będzie pilnował przestrzegania tych ustaleń.

A co z przedmiotem samych negocjacji? Rzeczniczka ostro skrytykowała media za przedstawianie irańskiej 10-punktowej „listy życzeń” jako podstawy do rozmów. Jej zdaniem pierwotna propozycja Iranu była „śmieszna” i wylądowała w koszu.

Tu jednak pojawia się kluczowy zwrot. Iran przysłał później poprawioną i „bardziej rozsądną” propozycję, również 10-punktową, którą Trump uznał za punkt wyjścia. Szczegóły nie są znane, ale amerykańskie „czerwone linie” pozostają jasne: Iran nigdy nie może zdobyć broni jądrowej i musi przestać wzbogacać uran. Według Leavitt, Iran miał dać do zrozumienia, że przekaże swoje zapasy wzbogaconego uranu.

Groźby, które przyniosły efekt?

Rzeczniczka nie wahała się też bronić ostrej retoryki prezydenta Trumpa, w tym jego wtorkowej groźby, że „w nocy zginie cała cywilizacja Iranu”.

„Myślę, że to bardzo, bardzo poważna groźba ze strony prezydenta skłoniła irański reżim do klęknięcia i poproszenia o zawieszenia broni. To nie była pusta groźba” – stwierdziła Leavitt.

Potwierdziła również, że rozejm nie obejmuje izraelskich uderzeń na Hezbollah w Libanie – co zdaniem Iranu jest złamaniem zawieszenia broni. Na pytanie o doniesienia o roli Chin w przełomie, przyznała, że doszło do rozmów „na najwyższym szczeblu” między Waszyngtonem a Pekinem.

Sobota w Islamabadzie. To data, na którą teraz patrzy cały świat. Czy rozmowy, które raz już zostały przerwane atakiem, tym razem zakończą się sukcesem? Amerykańska delegacja jest w drodze, a stawka jest nieprawdopodobnie wysoka.