Czy ten super rabat na nową bluzkę naprawdę jest taki świetny? Jeśli robiłeś ostatnio zakupy u popularnych gigantów odzieżowych online, odpowiedź może nie być taka oczywista. Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) postawił właśnie oficjalne zarzuty dwóm platformom – H&M Hennes & Mauritz oraz Peek & Cloppenburg – w związku z ich polityką cenową w e-sklepach. Zarzuty dotyczą wprowadzania klientów w błąd.

Klubowicz za darmo? Kontrowersyjny system H&M

Szwedzka marka H&M wpadła w oko urzędnikom ze względu na swój system lojalnościowy. Sklep prezentował podwójne stawki: standardowe oraz niższe, rzekomo zarezerwowane wyłącznie dla tzw. klubowiczów. W praktyce ten „elitarny” status mógł zyskać każdy internauta w kilka sekund – wystarczyło podać adres e-mail.

Ale to nie koniec zastrzeżeń. Przepisy jasno mówią: najniższa cena z ostatnich 30 dni przed obniżką musi być widoczna na każdym etapie prezentacji produktu. Analiza UOKiK wykazała, że w e-sklepie H&M zasada ta nie zawsze była prawidłowo realizowana. W efekcie kupujący tracili punkt odniesienia i nie mogli ocenić realnej atrakcyjności promocji.

Peek & Cloppenburg i gra w kreatywną matematykę

W przypadku sieci Peek & Cloppenburg zarzuty są jeszcze poważniejsze. Urząd zakwestionował niejasne komunikaty na kartach produktów, gdzie zamiast jasnej informacji o najniższej cenie pojawiał się mglisty termin „30-dniowa najlepsza cena”. To mogło wprowadzać konsumentów w błąd.

A to dopiero początek. Co gorsza, marka podejrzewana jest o kreowanie fałszywych promocji. Jako punkt wyjścia do obliczenia rabatu rzekomo nie przyjmowano najniższej ceny z ostatniego miesiąca. UOKiK podaje konkretny przykład: sklep oferował spódnicę z grafiką zapowiadającą aż 43 proc. zniżki. Cena „promocyjna” wynosiła 199,99 zł, a pierwotna – 349,99 zł. Sęk w tym, że w rubryce „30-dniowa najlepsza cena” widniała kwota… 199,99 zł. Realny rabat wynosił więc zero procent.

— Nieustannie monitorujemy sposób, w jaki sklepy prezentują promocje. Przypominam, że również kupujący online muszą być poinformowani o najniższej cenie, jaka obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem danej obniżki. Taka informacja powinna znajdować się w każdym miejscu, w którym jest to komunikowane – wyjaśnia prezes UOKiK Tomasz Chróstny, cytowany przez serwis Business Insider.

Urząd uważnie przygląda się też tzw. fałszywym obniżkom. Dochodzi do nich, gdy rzekomo promocyjna cena jest równa lub nawet wyższa od najniższej ceny z okresu 30 dni przed obniżką.

Groźba wysokich kar

To nie jest zwykłe ostrzeżenie. Przedsiębiorcom, którzy łamią te zasady, mogą grozić kary sięgające nawet 10 proc. rocznego obrotu. Stanowisko polskiego urzędu znajduje też silne oparcie w prawie unijnym. We wrześniu 2024 r. Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie ALDI SÜD wskazał, że każda obniżka musi być liczona względem najniższej ceny z co najmniej 30 dni przed promocją.

Służby kontrolne bez przerwy monitorują wirtualne witryny. Ich przesłanie jest jasne: bezwzględny obowiązek przestrzegania unijnych standardów przejrzystości dotyczy każdego sprzedawcy. Masz więc prawo wiedzieć, na jakiej podstawie liczony jest ten atrakcyjny rabat, który widzisz na ekranie. Jeśli ta informacja jest ukryta, niejasna lub – co gorsza – nieprawdziwa, to najwyższy czas na interwencję.