Czy kolejny kryzys cen ropy i gazu może wywrócić gospodarki naszego regionu? Dwóch niezależnych analityków przygląda się dokładnie naszej wrażliwości i ostrzega – Słowacja i Rumunia mogą nawet wpać w recesję.

Niepokojąca zależność

Analiza S&P Global rzuca jasne światło na kruchość sytuacji. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej w 57% swojego końcowego zużycia energii opierają się na importowanych węglowodorach. Dodatkowo, ich energochłonność jest o 19% wyższa niż średnia w UE, głównie przez duże sektory produkcyjne. Według danych z Parkiet.com, łączny udział ropy i gazu w końcowym zużyciu energii w większości tych krajów wynosi 55–75%. To sprawia, że region jest bardzo podatny na każde wahanie międzynarodowych cen energii.

„Region pozostaje silnie uzależniony od importu ropy naftowej i gazu, a zatem jest narażony na szoki cenowe” – piszą ekonomiści UniCredit.

Scenariusz bazowy: Strata bez szoku

Analitycy S&P Global przygotowali dwa możliwe scenariusze. W pierwszym, bazowym, zakładają średnią cenę ropy Brent na 80 dolarów za baryłkę w 2026 roku i spadek do 65 dolarów w 2027. Ceny gazu ziemnego (TTF) przewidują na poziomie 18 dolarów/MMBtu. W takich warunkach wpływ na zdolność kredytową krajów regionu byłby „możliwy do opanowania”. Gospodarki mają dziś lepsze pozycje niż podczas szoku z 2022 roku – energochłonność spadła, źródła importu energii zdywersyfikowano, a rezerwy walutowe wzrosły.

Nie bez znaczenia są też fundusze z UE. Kraje członkowskie mają otrzymać znaczne transfery z mechanizmów odbudowy i odporności (RRF) oraz działań na rzecz bezpieczeństwa dla Europy (SAFE), wspierające wzrost w latach 2026-2027.

Scenariusz stresowy: Droga ropa grozi recesją

Ale drugi scenariusz, ze znacznie wyższymi cenami ropy – 130 dolarów za baryłkę w 2026 i 100 dolarów w 2027 – przynosi znacznie bardziej niepokojące prognozy. Ekonomiści UniCredit ostrzegają, że „bardziej wyraźny i długotrwały szok mógłby mieć istotny wpływ na region”.

W tym scenariuszu S&P Global prognozuje średni spadek realnego wzrostu PKB o 1,1 punktu procentowego w 2026 roku dla siedmiu gospodarek regionu. „Oczekujemy, że Słowacja i Rumunia, gdzie konsumpcja prywatna jest już słaba, mogą wejść w recesję i ich gospodarki skurczą się odpowiednio o 0,4 proc. i 1 proc.”. Gospodarki najbardziej energochłonne i uzależnione od importu energii – Turcja, Węgry i Słowacja – prawdopodobnie ucierpią najbardziej.

Wyższe globalne ceny energii mogą pogorszyć saldo rachunków bieżących o prawie 1,2 pkt proc. PKB, a spadek dochodów pogorszy saldo budżetowe średnio o co najmniej 1,5 pkt proc., zwiększając dług publiczny.

Które kraje mają tarczę ochronną?

Nie wszystkie gospodarki są tak samo narażone. Analizy wskazują, że kraje o silnych bilansach publicznych lub zagranicznych, takie jak Czechy i Polska, mogą lepiej złagodzić szok.

Polska, Czechy i Serbia są mniej narażone, głównie dlatego, że węgiel kamienny i brunatny nadal dominują w ich wytwarzaniu energii elektrycznej i ogrzewaniu sieciowym. Co ciekawe, Rumunia, choć ma znaczne krajowe moce wytwórcze energii, może być zagrożona przez słabszy wzrost PKB i wpływy z podatków, które mogą zmniejszyć poparcie dla koniecznej konsolidacji fiskalnej.

A jak sytuacja wygląda dla pozostałych krajów? Węgry, które zużywają znaczną ilość gazu do ogrzewania i przemysłu, znajdują się w górnym przedziale ryzyka. Słowenia i Słowacja plasują się bliżej środka, a Bułgaria częściowo łagodzi ryzyko dzięki znaczącej komponentowi jądrowemu w swoim miksie energetycznym.

Podsumowując, przyszłość gospodarcza regionu mocno zawisła nad cenami surowców. Bezpieczniejsze kraje mogą tylko częściowo chronić się dzięki swoim lokalnym źródłom energii i solidnym bilansom. Te najbardziej uzależnione od importu muszą liczyć na łagodny scenariusz, by nie doświadczyć poważnego spowolnienia.